• Wpisów:115
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 20:41
  • Licznik odwiedzin:15 000 / 1582 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 59


Jechałam główną drogą przez miasto, gdy moim oczom ukazało się coś co mnie zaintrygowało. Zatrzymałam się i zsiadłam z konia, przywiązałam go do latarni i weszłam do średniej wielkości budynku z szarymi ścianami. Był to czyjś dom, kogoś- wnioskując po szyldzie „Magiczne pomoce”- posiadającego jakieś zdolności. Pociągnęłam za sznurek dzwonka, zawieszonego przy drzwiach.
Po chwili drzwi się otworzyły.
-Wejdź-usłyszałam kobiecy głos.
Wzięłam głęboki wdech i weszłam za próg domu. Drzwi się zamknęły, a w głębi pomieszczenia zapaliło się światło. Ukazał się okrągły stolik okryty purpurowym materiałem, a na nim stała biała świecąca się kula.
-Zapraszam-znów ten głos.
Podeszłam bliżej, i nagle pomieszczenie rozświetliło się bardziej od białych świec umieszczonych w metalowych kandelabrach, przytwierdzonych do ścian.
-Usiądź-polecił głos.
Zajęłam miejsce naprzeciwko pustego krzesła.
-A więc z czym do mnie przychodzisz, kochana?-na pustym krześle usiadła starsza kobieta, z długimi szarymi włosami opadającymi jej na ramiona. Na głowie miała purpurową chustę. Jej twarz pokrywały zmarszczki, oczy podkreślały kreski, a usta miały kolor bordowy. Z uszu zwisały duże złote kolczyki. Miała na sobie jakąś czarną suknię z rękawami 3/4, na obydwu nadgarstkach miała złote bransoletki.
-Przychodzę by pomóc koleżance-odparłam.
-Jaki ma kłopot?-zaczęła tasować karty.
-Jest zakochana w pewnym chłopaku…ale on kocha inną dziewczynę. Jest tym załamana, a ja chciałabym jej pomóc…czy da się coś zrobić?
-Przychodzisz do mnie z dość ciężką sprawą, i z bólem muszę przyznać, że nic nie mogę zrobić.
-Ale dlaczego? Jest Pani czarownicą i…
-Jestem wróżką moja droga. Przepowiadam przyszłość i znam się trochę na eliksirach, ale nie znam się na silnych zaklęciach-przerwała mi.-Magia ma swoje prawa, nie mogę przywrócić nikogo do życia, bo to złamanie zasad natury, która żyje w zgodzie z magią-wyjaśniła.-A przede wszystkim nie mogę zmusić kogoś do pokochania drugiego człowieka.
-Ale są przecież eliksiry…-odparłam.
-Zgadza się są. Ale chłopak, którego kocha twoja koleżanka kocha kogoś innego i chroni go miłość do tej drugiej.
-Czyli nic się nie da zrobić?-zapytałam.
-Niestety nie-przyznała wróżka.
-Rozumiem, w takim razie dziękuję. Ile płacę?-zapytałam, gdyż domyślałam się, że ta cała „wróżka” policzy mi nawet za to.
-Nic-odparła wstając
-Na pewno?
-Tak-powiedziała.
-Dobrze, w takim razie dziękuję i do widzenia-ruszyłam do wyjścia.
-Poczekaj!-zatrzymała mnie.
Odwróciłam się do niej.
-Weź to-podniosła moją rękę i położyła na niej jakiś naszyjnik i zamknęła dłoń.-Przyniesie szczęście każdemu kto będzie go nosić.
-Naprawdę?-zdziwiłam się.
-Tak.
-Ile…-zaczęłam.
-Nic za to nie chcę-przerwała mi.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się.
-Miłość potrafi czasem ranić, ale to nie znaczy, że jest zła-powiedziała, a drzwi się otworzyły.-Żegnaj-uśmiechnęła się i wróciła do pokoju.
Wyszłam z budynku.
I, że niby jakiś tam kamień na łańcuszku da mi szczęście? Bzdury!-miałam ochotę nim rzucić, ale po namyśle wrzuciłam go do kieszonki. Wsiadłam na konia i pojechałam do pierwszej lepszej gospody. Zajęłam miejsce przy barze.
-Co dla Pani?-zapytał mężczyzna.
-Jaki macie tu alkohol?
-Całkiem sporo, burbon, wino, miód pitny, rum, wódka…
-Poproszę burbona-przerwałam mu.
-Oczywiście-postawił na blacie szklankę i nalał do niej złocistego płynu.-Coś jeszcze?
-Szklankę wody.
-Dobrze-powiedział stawiając kolejne szklane naczynie i wlewając do niej przezroczystą ciecz.
Wypiłam jednym haustem złotą ciecz, ciepło rozproszyło się po całym ciele, paliło przewód. Szybko więc upiłam łyk wody.
-Poproszę jeszcze-powiedziałam.
Barman bez słowa dolał mi to czego chciałam.
-Trudny dzień?-zapytał.
-Można tak powiedzieć-odparłam patrząc w szklankę.
-Gdyby Pani czegoś jeszcze potrzebowała, proszę woła欬-uśmiechnął się barman.
Siedziałam tam popijając złocisty płyn, już nawet nie popijając każdego łyka wodą. Wszystko stało mi się obojętne. Czułam gniew ale najbardziej zawiedzenie i ból, zupełnie jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Kiedy zobaczyłam ich w bibliotece…coś we mnie pękło. Im dłużej jednak o tym myślałam, tym bardziej chciałam się zemścić. I wtedy do moich uszu doszły trzy słowa:
-Ona może wszystko-powiedział jakiś mężczyzna siedzący przy stoliku za mną.
Zaintrygowana nasłuchiwałam dalej.
-Jak to?-zapytał drugi.
-To wiedźma, w dodatku niebezpieczna, zna się na czarnej magii.
-Dlaczego nikt z miasta nie zrobił z nią porządku? Trzeba ją zabić nim kogoś skrzywdzi-powiedział trzeci.
-Ona trzyma się z dala od miasta. Mieszka w jaskini, w lesie. Podobno nawet zwierzęta omijają tamto miejsce.
Mężczyźni jednakże zmienili temat.
Musiałam się dowiedzieć, gdzie jest ta jaskinia. W przypływie adrenaliny wstałam i podeszłam do stolika mężczyzn.
-Gdzie jest ta jaskinia?-zapytałam.
-Jaka jaskinia?-zdziwili się.
-Ta o której opowiadałeś. Gdzie jest?-patrzyłam uparcie na brodatego mężczyznę w średnim wieku.
-Nie wiem o czym mówisz. A teraz odejdź i daj mi dokończyć piwo-machnął na mnie ręką.
Nie wytrzymałam.
-Słuchaj no-złapałam go za materiał skórzanej kamizelki i przybliżyłam do siebie.-Albo mi powiesz, gdzie jest ta jaskinia albo zamienię cię w kupkę prochów!
-To czarownica!-krzyknął drugi, a trzeci chciał się na mnie rzucić, jednak zrezygnowali kiedy spojrzałam na nich i powiedziałam: A was zamienię w robaki, a potem rozgniotę was butem.
Natychmiast się uspokoili.
-Więc?-spojrzałam na powrót na tego, którego trzymałam za kamizelkę.
-Na zachód od miasta mieści się rozwalona chata. Zostały po niej tylko ściany, naprzeciw niej znajduje się dość stromy teren, jakbyś wchodziła na górę. Pośród drzew i krzaków skrywa się wejście do jaskini.
-I na pewno ją tam znajdę?-zapytałam.
-Nie doszły mnie słuchy by stamtąd odeszła.
-Dobrze. Dziękuję za informację-powiedziałam go puszczając i ruszając w stronę wyjścia, po drodze zostawiłam na blacie zapłatę i wyszłam.
Miałam plan.
***
*Lindy
Pędziłam przez las myśląc tylko o tym, że moja przyjaciółka jest przeciw mnie. Z resztą nie tylko Ad, Matt i Eric również. Skąd mogliśmy wiedzieć, że ktoś nas tam zobaczy? Praktycznie tylko ja i Suzanna byłyśmy w bibliotece, no i Alex kiedy do mnie przychodził. Stało się i już. Teraz musimy odnaleźć po prostu Catty, zabrać ją do zamku i z nią wszystko wyjaśnić, przeprosić, pogodzić się.
-Lindy!-usłyszałam głos Ad.
-Tak?-zwolniłam.
-Wiesz, że nie to miałam na myśli-powiedziała jadąc obok mnie.
-Ja nie wiem co miałaś na myśli. Albo czekaj, jednak wiem, ja i Alex nigdy nie powinniśmy się w sobie zakochać. Przecież to wszystko nasza wina, to że Catty zakochała się w Alex’ ie, to że zaczęło jej odwalać, i to że uciekła. Tak Ad masz rację, jesteśmy najgorsi na świecie-odparłam z ironią.
-Dobrze, przepraszam-usłyszałam.-Catty nie jest aniołem i również nie zachowała się fair próbując wtedy użyć swojego daru na Alex’ ie. Ale wy też nie jesteście bez winy, to wszystko wyglądałoby inaczej, gdybyście powiedzieli nam wprost, że ze sobą jesteście. Catty byłoby smutno ale na pewno jakoś by to było.
-To był mój pomysł. Alex chciał wam wszystkim powiedzieć, ale poprosiłam go żebyśmy się ukrywali. Nie chciałam zranić Catty, nie o to mi chodziło-powiedziałam.
-Ludzie popełniają błędy. Najważniejsze teraz to odnaleźć Catty- uśmiechnęła się Ad.
-Racja, przyspieszmy-odwzajemniłam uśmiech każąc koniowi jechać szybciej.
***
*Matt
Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem nad sobą piękną, białowłosą kobietę, która mówiła moje imię. Obraz był trochę niewyraźny.
-Umarłem?
-Skąd ten pomysł?-uśmiechnęła się.
-Bo właśnie zobaczyłem anioła-powiedziałem widząc ją już wyraźniej. Podniosłem się do pozycji siedzącej.-Moja głowa, strasznie boli-dotknąłem jej.
-Wypij to-podała duży liść z jakimś zielonym płynem o ostrym zapachu ziół.
Spojrzałem na nią.
-Wiem, że nie pachnie zbyt zachęcająco ale to ci naprawdę pomoże, zaufaj mi-uśmiechnęła się kładąc swoją ciepłą dłoń na mojej trzymającą liść.
-Okej-mruknąłem i wypiłem jednym haustem. Natychmiast zacząłem się krztusić. Białowłosa wlała mi na liść wody, którą od razu wypiłem.-Gdzie jesteśmy?-zapytałem rozglądając się.
-To jezioro Leei-odparła.-Catty była tutaj.
-Skąd to wiesz?-zdziwiłem się.
-Tam trawa układa się jakby ktoś tam leżał-wskazała palcem.
-A skąd pewność, że to Catty?
-Ruszajmy dalej-wstała i wyciągnęła dłoń w moją stronę.
-Jasne-złapałem za nią i się podniosłem.
Ominiemy drogę i pojedziemy lasem.
-A nie lepiej drogą? Nie boisz się, że się zgubimy?-zdziwiłem się.
-Nie martw się, znam ten las-rozciągnęła usta w uśmiechu.
-Skoro tak mówisz-odwzajemniłem uśmiech.
***
*Alex
-Możesz mi wyjaśnić o co ci chodzi?-dogoniłem chłopaka.
-O nic, daj spokój Alex-patrzył przed siebie.
Zagrodziłem mu drogę.
-Nie dam spokoju, więc nie upieraj się tylko mi wytłumacz.
-Nie dałbym spokoju-spojrzał na mnie.-Jasne, że bym nie dał w końcu nie łatwo jest znaleźć dziewczynę, którą serio kochasz i z którą jest ci świetnie. To nie tak, że jesteśmy przeciw wam, bądź z Lin…ale mogliście to inaczej rozegrać.
-Wiem-odparłem.
-Dobra, nie martw się. Znajdziemy Catty ty i Lin z nią pogadacie, pogodzicie się i będzie okej-uśmiechnął się.
-Obyś miał rację-odwzajemniłem uśmiech i ruszyłem z kopyta.
-I tak przegrasz stary!-usłyszałem głos Erica, który przegalopował obok mnie.
-Jeszcze zobaczymy-powiedziałem pod nosem z uśmiechem i przyśpieszyłem.
Po kilku chwilach zatrzymaliśmy się przed jakimś znakiem. Obaj dotarliśmy na miejsce w tym samym czasie.
-Remiz-powiedział Eric.
-Niestety tak-odparłem.-Co teraz?
-Jedziemy do miasta. Gdybym był na miejscu Catty, pojechałbym właśnie tam-odparł.
-Więc ruszajmy.
Kiedy dotarliśmy przed ogromne wrota wyszło do nas jakiś dwóch odzianych w żelazne zbroje mężczyzn. Wypytywali po co przyjechaliśmy, miałem wrażenie że nie przepuszczą nas do miasta. Jednakże spojrzeli na nas z ukosa i machnęli ręką każąc jechać.
-Już myślałem, że nas nie wpuszczą-powiedział Eric, kiedy byliśmy dostatecznie daleko od bramy.
-Od czego zaczniemy?-zapytałem.
-Myślę, że możemy od tego-odparł patrząc na coś przed sobą.
Skierowałem wzrok w tamtą stronę i ujrzałem szyld. Obyśmy uzyskali tam jakieś informacje.
**********************************************************
Hej!
Znów wracam po długiej przerwie.
Jak myślicie kto pierwszy odnajdzie Catty?
Piszcie!

Serdecznie pozdrawiam.
A.Wiktoria

Catty
https://media.giphy.com/media/10lPNsMTppB6Vi/giphy.gif

https://media3.giphy.com/media/ZLlDXDQN7HlxS/200_s.gif
 

 
Rozdział 58


-Tutaj jesteś!-ucieszyła się czarnowłosa.
-Już myśleliśmy, że nie zdążysz-zaśmiał się chłopak.
-Nie zdążę na co?-zapytałam.
-Na nasz ślub. Zapomniałaś?-zdziwiła się.
-Jesteś w końcu druhną-dopowiedział.
-Lepiej już chodź bo się spóźnimy-wyciągnęli do mnie ręce.
-Bierzcie sobie ten ślub ale beze mnie!-krzyknęłam i zaczęłam uciekać.
Nie oddaliłam się jednak daleko, gdyż nagle grunt pode mną się rozstąpił. Zaczęłam wpadać w czarną otchłań.

Nagle poczułam na twarzy coś zimnego. A kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam nad sobą głowę swojego konia.
-Dobrze już wstaje-powiedziałam.
Chwilę później siedziałam już na grzbiecie rumaka.
Ruszyłam drogą, którą tu przyjechałam. Nagle jednak coś przebiegło pod nogami zwierzęcia i go spłoszyło. Próbując go uspokoić zaczęłam ciągnąć za lejce w prawo, gdy nieoczekiwanie koń po prostu w tamtą stronę skręcił i ruszył przez zgliszcza.
-Uspokój się!-krzyknęłam. Zwierzę jednak nie posłuchało.
Dopiero kilka chwil później się zatrzymał.
-Musiałeś aż tak pędzić?-zeszłam z niego.-I gdzie my teraz jesteśmy? Cholera.
Ruszyłam przed siebie prowadząc konia za lejce.
Po jakimś czasie usłyszałam jakieś głosy.
-Mówiłem ci żebyś wykupił drugi wóz, to mnie nie słuchałeś!
-Nie mędrkuj tylko coś zrób! Lada chwila zacznie padać deszcz, a musimy dotrzeć do miasta przed zmierzchem.
-I co mam niby zrobić? Sam mam to ponieść?
Krzaki były na tyle wysokie, że nie musiałam się bać, iż ktoś zobaczy mojego konia.
Rozchyliłam lekko gałęzie jednej z roślin i zobaczyłam trzech mężczyzn. Dwóch stało obok obładowanych workami końmi, a trzeci siedział na dużym drewnianym wozie.
-Przestańcie się kłócić!-odezwał się drugi.-Zamiast rozprawiać o tym co, który zrobił źle zastanówcie się, co możecie zrobić dobrze!
-To on mnie nie słucha!-zbulwersował się pierwszy.
-Bo nie chcesz mnie słuchać!-odparł trzeci.
Wpadłam na pomysł.
Wróciłam się z koniem kilka kroków, po czym na niego wsiadłam i wyjechałam na ulicę.
Ruszyłam z kopyta w stronę mężczyzn.
-Czy potrzebujecie pomocy?-zapytałam.
-Jeszcze czego! Tylko baby nam tu brakowało. Nie, nie potrzebujemy!-oburzył się mężczyzna na wozie.
-Dobrze skoro tak, to życzę powodzenia w dotarciu do miasta przed zmrokiem-odparłam. -Zejdźcie mi z drogi.
-Wybacz mi panienko. Mój brat wstał najwidoczniej lewą nogą. I jeżeli oferta jest nadal aktualna, to chętnie z niej skorzystamy, prawda bracia?
-Prawda-powiedział drugi.
-Tak-odparł bez entuzjazmu trzeci.
-Dobrze-zeszłam z konia.
-Jestem Hansel-wyciągnął do mnie rękę najbliżej mnie stojący.
Był wysoki. Miał brązowe oczy i krótkie czarne włosy. Miał na sobie długie skórzane buty, czarne spodnie i ciemnozieloną bluzkę na krótki rękaw.
-Ja jestem Petter-wyciągnął do mnie rękę drugi, nim zdążyłam się przedstawić.
-Catharina-uśmiechnęłam się i złapałam za nią.
Mężczyzna również był wysoki. Miał zielone oczy i brązowe włosy, związane w kucyk. Miał również dwudniowy zarost na żuchwie. Na nogach miał podobne buty i spodnie, co ten pierwszy. Klatkę piersiową zajmowała mu czarna koszula, rozpięta na górze z rękawami podwiniętymi do zgięć rąk.
-A tam siedzi Mons- wskazał na mężczyznę siedzącego na wozie.
Ostatni miał burzę czarnych loków na głowie i czarną brodę.
Wszystkich trzech łączył ciemniejszy kolor skóry.
Petter i Hansel załadowali część worków na grzbiet mojego konia. A zaraz potem ruszyliśmy do miasta.
-Jak się tutaj znalazłaś?-zapytał po chwili Hansel.
-Byłam na postoju nad jeziorem, żeby koń mógł odpocząć. Jadę do miasta bo mam tam kilka spraw do załatwienia-wyjaśniłam.
-Taka młoda panna i jeździ sama? Coś takiego-parsknął Mons.
-Zamknij się-odparł Hansel.-Wybacz mi zachowanie mojego brata, jest nadzwyczaj nietaktowany.
-Nie szkodzi-odparłam z uśmiechem.
-Słyszałeś? Dziewczyna ma więcej manier od ciebie!
Na co tamten zaczął coś burczeć pod nosem.
-A wy? Po co jedziecie do miasta?-zapytałam.-Jeżeli oczywiście mogę wiedzieć.
- Dostarczamy do miasta owies-wyjaśnił Petter.
-A teraz ja cię o coś zapytam-odezwał się Mons.-Dlaczego podróżujesz sama?
-Cóż, po śmierci mojego ojca jadę do miasta by spotkać się z moim wujem. W sprawie przejęcia rodzinnej firmy. Miał jechać mój brat, ale był bardziej potrzebny w domu-skłamałam.
-Współczuję z powodu ojca-powiedział Petter.
-Ja również dodał-Hansel.
-Dziękuję, ale jestem już spokojna o jego los. Odszedł do lepszego świata-uśmiechnęłam się smutno.
-Mons ależ ty jesteś nietaktowany- powiedział z pretensją Hansel.
-Nie szkodzi. Nie wiedział-odparłam.
-O zaraz będziemy w mieście-powiedział Petter.
Moim oczom ukazała się drewniana tabliczka, na której napisane było: Bardhia-- 3 km.
Przez resztę drogi dużo rozmawialiśmy.
Dowiedziałam się, że najstarszy z trójki jest Petter, następny w kolejności jest Mons, a Hansel jest najmłodszy. Mają jeszcze trzy siostry; Rite, Alicie i Ninę. Ich ojciec jest rolnikiem i dostarcza do miasta owies, matka zmarła przy porodzie najmłodszej z sióstr.
Mieszkają w Aldrei-osadzie położonej od Bardhi o 25 kilometrów.
-Opowiesz nam o sobie coś więcej?-zapytał po chwili Hansel.
-A podobno to ja jestem ciekawski-parsknął Mons.
-Oczywiście-powiedziałam.-Jak już wiecie jadę do miasta dogadać się z wujem w sprawie przejęcia firmy. W domu został mój starszy brat razem z naszą sześcioletnią siostrą, matką i dziadkami-skłamałam.
-Jak daleko…-zaczął Petter.
-O! Patrzcie już miasto!-ucieszyłam się.
Jakieś kilka metrów od nas znajdował się wysoki mur z ogromnymi drewnianymi wrotami.
-Otworzyć bramę!-krzyknął jeden z mężczyzn z muru.
Drzwi zaczęły się otwierać i w nasza stronę wyszło dwóch „żelaznych” mężczyzn. Żelaznych dlatego, bo mieli na sobie żelazne zbroje i hełmy na głowach.
-Co wieziecie?-zapytał jeden z nich.
-Owies-odparł Mons.
-Pokażcie-podszedł do wozu drugi.
Petter podszedł do wozu i otworzył drewniane drzwi.
-Przepuścić ich!-krzyknął w stronę tych na murze machając.
Ruszyliśmy przed siebie.
-To chyba koniec-powiedział Hansel.
-Najwyraźniej tak-przytaknęłam.
-Cóż, jeżeli będziesz czegoś potrzebować...znajdziesz nas w "Złotej Gęsi"-wyciągnął do mnie dłoń.
-Dziękuję-chciałam ją uścisnąć, lecz on ją ucałował.
-Być może jeszcze się spotkamy-zwrócił się do mnie Hansel.
-Być może-odparłam.
-Cóż, miło się z tobą podróżowało-uścisnęliśmy sobie dłonie.
-Wzajemnie-uśmiechnęłam się.-Do widzenia Mons-powiedziałam do brodatego zasiadającego na wozie.
-Tak, tak...do widzenia-machnął na mnie ręką.
Kiedy odjechali poczułam się strasznie samotna. Nie wiedziałam co mam robić, gdzie pójść...szczerze mówiąc nie do końca przemyślałam to co zrobiłam. Ale musiałam uciec. Nie mogłam znieść tamtej sytuacji. Nie zamierzam tam wracać. Nienawidzę ich oboje.
Rozejrzałam się i dopiero teraz zobaczyłam jak tutaj w ogóle jest.
Droga, na której stałam jak się domyślam była tą główną. Po obu stronach otaczały mnie budynki. Ruszyłam wybrukowaną drogą i dostrzegłam, że mieli tutaj stoiska z jedzeniem i innymi rzeczami. Ludzie wszędzie się kręcili. Jacyś mężczyźni zapalali latarnie mieszczące się po obu stronach ulicy i ustawione w rzędach. Musiałam mieć pieniądze. Inaczej będę musiała spać pod gołym niebem, a nie uśmiecha mi się to bo ma padać deszcz.
Niech to szlag!
Przecież nie pójdę do Pettera i jego braci. Nie dadzą mi pieniędzy. Poza tym okłamałam ich teraz powinnam być u mojego wuja.
Szłam razem z moim czteronożnym przyjacielem u boku, gdy nagle zaczął padać deszcz. Szybko zapakowałam się na jego grzbiet i ruszyłam z kopyta przed siebie. Po drodze dostrzegłam gdzieś z boku szyld z napisem:" U Jon'ego i Meryl". Była to wielka chata ze spiczastym dachem i dwoma kolumnami w postaci drewnianych postaci mężczyzny podnoszącego czapkę i uśmiechającego się, oraz kobiety z czepkiem na głowie i tacą z kubkiem i talerzem w rękach. Zauważyłam, że dach jest tak wykonany, że jego część osłania znaczny obszar, gdzie mieści się pozioma wykonana z drewna rura, do której są przewiązane konie, oraz dla każdego przymocowane jest duże, prostokątne naczynie, gdzie mają najpewniej jedzenie. A obok znajduje się misa z wodą. Zsiadłam z konia i poprowadziłam go pod dach. Przywiązałam go do rury i pogłaskałam po grzywie.
-Eequs, musisz tu grzecznie stać. Zaraz wrócę-powiedziałam i założyłam kaptur na głowę. Pobiegłam do głównego wejścia gospody.
Kiedy weszłam do środka wszystkie oczy skierowały się na mnie.
Pomieszczenie było dość duże. Z sufitu zwisał żyrandol złożony z zapalonych świeczek, które oświetlały stoły i bar.
Udałam się do miejsca położonego w kącie. Usiadłam i zaczekałam aż ktoś podejdzie.
-Co dla Pani?-zapytała drobna blondynka z dwoma długimi warkoczami sięgającymi jej do zgięć rąk.
-Poproszę wodę-odparłam.
-Dobrze-odeszła.
Za chwilę wróciła wraz z drewnianym kubkiem pełnym wody.
-Nigdy cię tu nie widziałam. Jesteś tu nowa?
-Przejazdem-odparłam beznamiętnie.
-Skąd przybywasz?
-Z daleka- powiedziałam nawet na nią nie patrząc.
-Rozumiem. Jakbyś czegoś potrzebowała, zawołaj mnie-odparła odchodząc.
Siedziałam tam tak popijając wodę, starając się nie zwracać na siebie zbytnio uwagi. Jednak co rusz podnosiłam wzrok ktoś na mnie patrzył.
Moją uwagę przykuło dwóch mężczyzn, siedzących stolik dalej.
Jeden z nich miał krótkie włosy i brodę w kolorze brązowym. Miał na sobie białą koszulę z podwiniętymi rękawami, czarne spodnie i długie skórzane buty. Drugi miał czarne włosy sięgające do ramion i lekki zarost. Czarny płaszcz, który rozpięty pod szyją ukazywał skrawek zielonego materiału, brązowe spodnie i czarne skórzane buty.
Obydwóm dałabym coś około dwudziestu pięciu lat.
W mojej głowie zaświtała pewna myśl.
Udałam, że coś spadło mi pod stolik i schyliłam się. Szybko schowałam soczewki do pudełeczka, które nosiłam w kieszonce spodni. Wyprostowałam się i jak gdyby nigdy nic upiłam łyk płynu. Kątem oka dostrzegłam, że brunet znowu na mnie patrzy. Podniosłam na niego wzrok. Uśmiechnęłam się kusicielsko, wstałam i ruszyłam do korytarza prowadzącego do toalet. Oparłam się o ścianę tuż przy drzwiach. Po chwili przyszedł brunet ze stolika.
Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i przybliżył opierając rękę o ścianę, tuż przy mojej głowie.
-Witaj piękna-powiedział.
-Witaj-odpowiedziałam kierując swoje oczy prosto w jego.
Użyłam mojego daru.
W ciągu kilku sekund zobaczyłam w jego oczach chwilowy fioletowy błysk. Znak, że jest już mój.
-Jesteś taka piękna-zaczesał mi prawe pasmo za ucho.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się.-A teraz daj mi sakiewkę i pistolet.
Zrobił to co mu kazałam.
-A teraz żegnaj-powiedziałam odchodząc.
-Ale jak to?-zdziwił się.
-Spotkamy się kiedy indziej-odwróciłam się do niego.
-Kiedy?
-Powiadomię cię-odparłam i wyszłam z lokalu.
Wsiadłam na konia, nakryłam kaptur na głowę i odjechałam nim mężczyzna wybiegł z lokalu.
**********************************************************
Witajcie!
Powracam do Was z kolejnym rozdziałem
Jak myślicie, co powinni zrobić przyjaciele?
Odnaleźć Catty i...?
Piszcie!
Jestem ciekawa Waszych odpowiedzi

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

Dzisiaj bez żadnych gifów :c
 

 
Z racji tego, że zostałam nominowana( aż dwa razy xd) za blog ten jak i mój drugi http://lisabelle.pinger.pl/ przez http://princesssoul.pinger.pl/- której dziękuję
A oto moje odpowiedzi.

1.Motto którym się kierujesz w życiu?
Właściwie to mam ich dwa.
http://odwazsiezyc.eu/upload/20140608223958uid1.jpeg
i
http://historymakers.pl/wp-content/uploads/2015/01/Cytat-Walt-Disney.jpg

2.Kto/co sprawia, że się uśmiechasz?
Moja przyjaciółka sprawia, że się uśmiecham

3.Jak wyglądałaby twoja wymarzona randka?
Dwa słowa: Wesołe Miasteczko :3

4.Rzecz,którą lubisz ale niekoniecznie lubisz się tym chwalić?
Hmm.
Lubię śpiewać piosenki ze starych bajek xd

5.Z jakiego powodu najczęściej się denerwujesz? Dlaczego?
Nie mam niestety tylko jednego powodu z powodu, którego się denerwuje.

6.Zdjęcia z najlepszą BFF albo chłopakiem.


A chłopaka nie mam xd

7.Chciałabyś mieć tatuaż? Jeśli tak, to jaki?
Ojj tak bardzo bym chciała.
Nie wiem jeszcze, na pewno jakiś mały.

8.Opisz swoją ulubioną książkę, za co ją lubisz ?
Nie mam takowej.
Z racji tego, że dość dużo czytam nie jestem w stanie wymienić jednej.

9.Miejsce które chciałabyś odwiedzić w przyszłości ?
A żeby to jedno! xd

10.Opowiedz swój najdziwniejszy sen.
Nie pamiętam żadnego.

11..Co lubisz robić w jesienne wieczory ?
Oglądać/ czytać przy kubku gorącej czekolady :3


Nikogo nie nominuje
Pozdrawiam.
A.Wiktoria
 

 
Rozdział 57

-To wy jesteście…-zaczął Eric.
-Razem-dokończył za niego Alex.
-Cooo?!-wybuchł Matt.
-Nie przeżywaj tak tego -powiedziała Ad.
-A ty nie jesteś zdziwiona?-spojrzał na nią.
Czerwono włosa przeczesała ręka włosy.
-No nie. Ty o wszystkim wiedziałaś?
-Ja…-zaczęła.
-Ty wiedziałaś?!-zdziwił się Alex.-Powiedziałaś jej?!-spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Sama się domyśliła-odparłam na swoją obronę.
-Przyznaj, że…-zaczął Alex.
-Przestańcie!-wybuchł Eric.-To nie czas na kłótnie. Catty uciekła. Pomyśleliście choć przez chwilę, że może się jej coś stać?-zapytał.-Jasne, jest nam trochę przykro z Matt’ em, że nic nie wiedzieliśmy ale nie czas teraz to roztrząsać. Za dziesięć minut widzimy się w stajni, trzeba ją znaleźć-ruszył do budynku.
Niczym wiatr pobiegłam do swojej komnaty. Szybko zdjęłam z siebie sukienkę i przebrałam się w jasnobrązowe spodnie z przyczepioną z tyłu „spódnicą” i brązowe buty na niskim obcasie. Na górną część założyłam białą bluzkę na długi rękaw i rękawiczki. Złapałam jeszcze pelerynę i wybiegłam z pokoju.
Po drodze natknęłam się na Ad.
-Mówiłaś, że będziecie uważać-powiedziała.
-Nikogo nie było w bibliotece. W dodatku schowaliśmy się za półkami, nie mieliśmy pojęcia, że ona może tam wejść-wyjaśniłam.
-A jednak weszła. Biedna Catty musiało ją to zaboleć.
-Przypominam ci, że ta biedna Catty użyła na moim chłopaku swojego daru-odparłam.
-Ona…-zaczęła Ad.
-Dziewczyny chodźcie!-krzyknął Alex z końca korytarza.
-Dokończymy kiedy indziej-odparła Ad.
W krótkim czasie znalazłyśmy się na zewnątrz, gdzie czekali na nas chłopcy i nasze konie.
Wdrapaliśmy się na nasze rumaki i już mieliśmy odjeżdżać, gdy z zamku wyszedł dziadek.
-Dokąd się wybieracie?
-Jedziemy po Catty. Ona…chciała zwiedzić miasto ale my się nie zgodziliśmy no i…się zdenerwowała i pojechała sama-skłamałam.
-Lepiej będzie jeżeli ktoś z wami pojedzie-powiedział dziadek.
-Damy sobie radę-odparłam.
-Wolałbym mieć pewność, że będzie z wami ktoś jeszcze.
Nagle jakiś mężczyzna z muru krzyknął:
-Otworzyć bramę!
Inni mężczyźni posłusznie zaczęli uruchamiać mechanizm jej otwierania za pomocą kręcenia koła.
Przez bramę przejechała jakaś postać na białym koniu. Nie widziałam kim jest, gdyż miała na sobie atramentową pelerynę i kaptur na głowie. Zatrzymała się kilka kroków od nas i zsiadając z konia zdjęła kaptur.
To była Waleria.
Miała na sobie szafirową suknię z rozkloszowanym dołem i ozdobionym koronką (w kolorze sukni) dekoltem i końcami krótkich rękawów.
Jej białe włosy były spięte do góry z dwoma sztywnymi czarnymi piórami w nie wpiętymi. Miała kreski na oczach, i czarne wachlarze rzęs okalające jej brązowe oczy. Jej pełne usta miały kolor wina i uśmiechały się do nas życzliwie.
-Wasze Wysokości-ukłoniła się.- Matthew, Adele, Eric’ u-wypowiadając każde z imion pochylała lekko głowę.-I oczywiście Alexandrze-uśmiechnęła się i uczyniła ten sam gest co wcześniej.
-Walerio spadłaś nam z nieba-powiedział entuzjastycznie dziadek.-Potrzebuję kogoś do nadzorowania wyprawy mojej wnuczki i jej przyjaciół.
-Czy stało się coś poważnego?-zapytała z powagą.
-Catty pojechała zwiedzać miasto. Ale zamiast do niego pojechać mogła równie dobrze się gdzieś zgubić i…jedziemy jej poszukać-wyjaśniłam.
-W takim razie pojadę. Prosiłabym tylko o nowego konia, gdyż mój jest na pewno zmęczony i potrzebuje odpoczynku.
-Oczywiście, zajmijcie się koniem!-krzyknął król do mężczyzn.
Kilka chwil później wyjeżdżaliśmy z terenu zamku.
Nie mieliśmy pojęcia, gdzie mamy jechać. Jechaliśmy więc po prostu przed siebie, kiedy dostrzegłam coś czerwonego na gałęzi jednego z drzew.
-Ej patrzcie-zdjęłam to z gałęzi.-To wstążka.
Przypomniało mi się, że kiedy Catty się odwróciła jej włosy były spięte czerwoną wstążką.
-Ona tędy jechała. Ruszajmy!-sprawiłam, że koń ruszył galopem.
Podczas jazdy cały czas nawoływaliśmy imię blondynki.
Żadnego odzewu.
Po jakimś czasie dotarliśmy do rozwidlenia dróg. Było ich trzy.
-No to jak się rozdzielimy?-zapytał Alex.
-Ja mogę pojechać z Walerią-zaofiarował się Matt.
-Dobrze, więc my pojedziemy prosto-odparła kobieta.
-My pojedziemy w lewo-dodała Ad klepiąc mnie w ramię.
-A my z Eric’ iem w prawo-powiedział Alex.
-Dobrze. Czy każde z was ma kompas?-zapytała białowłosa.
-Tak-odpowiedzieliśmy chórem.
-Kiedy się zgubicie pamiętajcie, że zamek znajduje się na północy.
-Umówmy się, że każdy ma być przed zmrokiem w zamku-powiedziałam.
-Dobrze, w takim razie…powodzenia-odezwał się Eric.
-Powodzenia-powiedziałam niemalże w tym samym momencie co reszta.-Jedziemy Ad-skierowałam konia na dróżkę.-Uważajcie na siebie-odwróciłam się jeszcze patrząc na Alex’ a- i ruszyłam przed siebie.

***
-Oby się jej nic nie stało-powiedziała poddenerwowana Ad.
-Nic jej nie będzie. Jest szybka i sprytna- odparłam.- Kiedy uciekała z biblioteki najpierw zwaliła na podłogę książki jednego z regałów, a potem zjechała po barierce.
-Nie musielibyśmy jej teraz szukać, gdybyście byli bardziej ostrożni- usłyszałam.
-Możesz przestać?-zatrzymałam konia i spojrzałam na przyjaciółkę.-Co chwila gadasz, że powinniśmy być ostrożni i tak dalej…ale nie rozumiesz, że jestem szczęśliwa? Nareszcie szczęśliwa?-powiedziałam z wyrzutem.-Kiedy miałam dziesięć lat straciłam matkę, przez długie miesiące nie wychodziłam z domu. Nigdy się nie zakochałam. Dopiero teraz Alex i ja…
-Się w sobie zakochaliście. Wiem-przerwała mi.-Ale mogliście się powtrzymać od obściskiwania się poza swoimi pokojami-ruszyła dalej.
-Nie obściskiwaliśmy się-ruszyłam za nią.-Po prostu mnie pocałował.
-Wiedziałam, że tak będzie. Wiedziałam kiedy tylko zobaczyłam jak na siebie patrzycie-powiedziała.-Jakbyście nie mogli…
-Powstrzymać od zakochania się w sobie?
-Nie to chciałam powiedzieć, ja…-zaczęła.
-Nieważne. Lepiej poszukajmy twojej najlepszej przyjaciółki-ruszyłam z kopyta.
***
*Alex
-Więc…ty i Lin jesteście razem?-usłyszałem głos Eric’ a.
-Lin?-spojrzałem na niego.
-Takie zdrobnienie-podrapał się po karku.
-Cóż…jesteśmy-powiedziałem.
-Jak długo?
-Prawie miesiąc-odparłem.
-Miesiąc?!-wybuchł.
-Powiedziałem prawie.
-Niech ci będzie-powiedział.-Ale dlaczego nic nam nie powiedzieliście? Naprawdę lepiej było się z tym ukrywać?-zdziwił się.
-Lin-spojrzałem na niego.- Bała się, że skrzywdzimy tym sposobem Catty. Chciała nawet ze mną zerwać ale jej nie pozwoliłem.
-Może trzeba było jednak to zrobić?-usłyszałem.
-Że co?-stanąłem.-Czy ty w ogóle zastanowiłeś się nad tym co powiedziałeś? Miałem powstrzymać się od bycia z dziewczyną, którą kocham? To miałeś na myśli?
-Ja…-zaczął.
-A co ty byś zrobił na moim miejscu?-przerwałem mu.-Dałbyś sobie spokój? Tak? Rozstałbyś się z dziewczyną zanim w ogóle zacząłbyś z nią chodzić?
-Ja…jedźmy już-popędził przed siebie.
Ruszyłem za nim.
***
*Matt
Jechałem z Walerią od kilku minut. Chociaż w sumie jechać to zbyt powolne określenie, my pędziliśmy!
Widać było, że ta „dziewczyna” bo nie wiem czy mogę powiedzieć kobieta, lubi jazdę konną.
Przez cały czas się uśmiechała.
Nagle nie zauważyłem obniżonego pniaka drzewa i przywaliłem w niego głową.
Spadłem z konia.
Słyszałem głos Walerii, ale zaraz potem oczy same mi się zamknęły.

***
*Catty
Jadąc na koniu myślałam tylko o tym co zobaczyłam. Co rusz po zamknięciu oczu miałam przed nimi obraz całujących się Lindy i Alex’ a.
Uważałam ją za…przyjaciółkę.
Jego kochałam, mimo, że mnie odtrącił.
I jeszcze gadał, że on i Lindy nic nie łączy, że są tylko przyjaciółmi.
Hahaha dobre!
Och ile jeszcze tej drogi. Musze się gdzieś ukryć.
-Ruszaj!-popędziłam zwierze.
Koń ruszył galopem.
W sumie pędząc nie myślałam o tym co zobaczyłam. Skupiłam się na uważaniu, by nie przywalić w nic głową. Nawet nie zauważyłam kiedy moja wstążka zniknęła z moich włosów.
W końcu dojechałam do rozwidlenia.
No i którędy mam pojechać?
Nagle usłyszałam jak coś zaszeleściło, potem rozległ się dźwięk łamanej gałęzi. Pod wpływem adrenaliny kazałam zwierzęciu ruszyć przed siebie.
Jechałam niecałą godzinę, nim znalazłam się nad jeziorem. Zeszłam z konia i podprowadziłam go do wody, by mógł się napić. Sama postanowiłam się rozejrzeć.
W sumie to nie było tutaj niczego specjalnego. Same drzewa i kamienie. Rozłożyłam pelerynę, na soczystej trawie i położyłam się na niej.

Stałam przed dużym lustrem oprawionym w złotą ramę. Dopiero po chwili zobaczyłam w nim siebie. Miałam na sobie sukienkę z górą błyszczącą na srebrno zawiązaną na karku i rozkloszowanym dołem w kolorze czarnym. Na szyi wisiał naszyjnik wykonany z brylantów. Moje włosy całe w lokach były zaczesane na lewą stronę, a odsłonięte prawe ucho ozdabiał długi błyszczący kolczyk. Moje oczy były podkreślone za pomocą błyszczącego srebrnego cienia, kresek na dole i na górze oraz rzęsami podkreślonymi tuszem. Nagle w lustrze za mną zobaczyłam tańczących ludzi. Odwróciłam się i moim oczom ukazała się sala balowa, na zamku Lindy.
Co się tu dzieje?
Zrobiłam krok i poczułam, że jestem na obcasach. Podniosłam suknię do góry i zobaczyłam błyszczące się na srebrno buty.
Zorientowałam się, że na mojej prawej ręce (nie wiadomo jak) pojawiła się szeroka błyszcząca bransoletka.
O co w tym wszystkim chodzi?
W koło mnie tańczyli ludzie, w powietrzu unosiła się muzyka.
Postanowiłam stąd wyjść.
Zaczęłam się przepychać przez tłum, gdy usłyszałam:
-Nie sądzisz, że nie taktem jest nie zatańczyć?
Zamarłam.
Tylko jedna osoba miała taki głos.
Odwróciłam się i tak jak sądziłam zobaczyłam Alex’ a, oddalonego ode mnie o kilka kroków.
-Proszę?-patrzyłam na niego zdziwiona.
-Pytałem-podeszedł bliżej.-... czy nie sądzisz, że nie taktem jest nie zatańczyć?-patrzył na mnie rozbawionym wzrokiem.
Zorientowałam się, że muzyka przestała grać, a ludzie stali i po prostu się na nas gapili.
Zbaraniałam.
On mówi to do mnie? ON?
-Więc jak?...zatańczymy?-wyciągnął do mnie rękę z najbardziej czarującym uśmiechem jakie moje oczy dotąd widziały.
-Będę zaszczycona-uśmiechnęłam się.
Nagle muzyka znów popłynęła, a ludzie rozeszli się na boki, tworząc wokół nas szerokie koło.
Chłopak złapał mnie za prawą dłoń i złączył swoją z moją. Swoją drugą rękę położył mi na talii, a ja swoją na jego ramieniu. Zaczęliśmy sunąć po parkiecie.
-Już sądziłem, że mi odmówisz-wyszeptał.
-Och, to byłaby wielka strata-odparłam również szeptem.-W końcu na świecie nie ma drugiego takiego wspaniałego tancerza-uśmiechnęłam się.
-Cóż, nie zaprzeczę-zaśmiał się.-Ale muszę też przyznać,że bez równie utalentowanej partnerki i oczywiście pięknej, ludzie nie byliby w nas tak wgapieni-patrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi oczami, w których byłam w stanie utonąć na kilka chwil.
Jego oczy, uśmiech...cały zewnętrzy wygląd był absolutnie godny uwagi. Widziałam jak większość przedstawicielek płci przeciwnej na niego patrzy. Ale on...nie był typem podrywacza i zdobywcy. Alex był inny. Całkiem inny od większości chłopaków jakich znałam i widziałam. Ale mnie nie interesował tylko i wyłącznie jego wygląd. Co szczerze mówiąc jak na mnie jest czymś nowym i niezwykłym. Kiedy jakiś przystojniak mnie podrywał moja pewność siebie i duma wzrastały. Każdy przedstawiciel płci przeciwnej, który zwrócił na mnie uwagę...był w rzeczywistości obiektem, który chciałam zdobyć. Był tylko chwilową zachcianką. A kiedy mnie nudził...po prostu go zostawiałam. Niestety mój dar działa tyko w jedną stronę. Nie potrafie sprawić by ktoś przestał mnie kochać. I takim oto sposobem...większości chłopaków łamałam serca. Niektórzy byli tak zdesperowani, że próbowali popełnić samobójstwo. Na szczęście każdego lekarze zdążyli jakoś odratować.
Wracając do Alex' a. Jego charakter był równie godny uwagi co wygląd. Alex był otwarty do ludzi, nikogo nie skreślał i nie oceniał na samym początku. Był przyjacielski, miły, uprzejmy, zabawny, odważny i...przedewszystkim zawsze można na nim polegać. Kiedy wyznałam mu miłość...on...nie wyśmiał mnie, ani nie zachował się jak dupek. Grzecznie wytumaczył mi, że już kogoś kocha. Do tego jeszcze mnie przeprosił i powiedział...że niezależnie od tego co się stanie, zawsze mogę na nim polegać i być jego przyjaciółką. Ale nic więcej.
Zabolało mnie to.
-Catty?-z moich rozmyślań wyrwał mnie jego głos.
-Tak?-spojrzałam na niego.
-Jesteś piękna-uśmiechnął się i mnie okręcił.
-Dzię...-chciałam powiedzieć po odwróceniu się do niego. Ale znajdowałam się wśród tłumu. Tłumu, który na coś patrzył. Przepchałam się do początku...i zrozumiałam, że to był błąd.
Zobaczyłam tańczących Lindy i Alex’ a. Uśmiechali się do siebie.
-Są piękną parą prawda?-usłyszałam z boku.
Zwróciłam głowę w tamtą stronę i zobaczyłam, dwie starsze kobiety.
Łączyły je wysokie peruki. Jednej miała kolor biały, drugiej czarny. Następną rzeczą, która je łączyła były suknie. Wielkie, rozkloszowane suknie. Tej w czarnej peruce była szmaragdowa, a tej w białej atramentowa. Ich twarze były blade, wręcz białe. Oczy były podkreślone za pomocą kresek na powiekach, kreskach na dole i wydłużonych rzęsach. Policzki miały podkreślone za pomocą różu. Ich usta miały odcień wina, a nad górną wargą mieścił się pieprzyk.
-Oj tak są-powiedziała druga wzdychając.
-Wyglądają na bardzo szczęśliwych-dodała pierwsza z uśmiechem.
-Pewnie tak jest, moja droga-kiwnęła głową druga.
-Któżby chciał ich rozdzielić? Wyglądają tak pięknie, że nie sposób się na nich nie patrzeć.
Głupie gadanie.
Zabieram się stąd.
Na powrót zaczęłam przepychać się przez tłum. Lecz kiedy dopchałam się do końca, zobaczyłam, że dalej jest już las. Spowity w półmroku las.
Odwróciłam się i zobaczyłam, kawałek sali balowej i ten sam tłum. W dodatku słychać było jeszcze muzykę.
Napowrót skierowałam wzrok przed siebie.
Jak widać to jedyna droga by od tego uciec. Podniosłam suknię i ruszyłam przed siebie.
Nienawidziłam tej całej ich miłości.
Nienawidziłam!
-Catty!-usłyszałam nagle.
Przyśpieszyłam kroku.
-Catty musisz być na naszym ślubie! Jesteś przecież druhną!
Jaką druhną? O co w tym wszystkim chodzi?
Obejrzałam się za siebie, ale nikogo nie widziałam.
-Catty?!-znów ten głos.
Zwróciłam głowę przed siebie i zobaczyłam, że znajduje się przy jakimś białym budynku ze schodami.
Na których szczycie stała Lindy ubrana w suknię ślubną i Alex ubrany w smoking. Trzymali się za ręce.
**********************************************************
Hola! [ola]
Nareszcie powracam do Was z kolejną dawką akcji
Mam nadzieję, że nadal będziecie czytać moje opowiadanie
A co do mojego drugiego bloga(http://lisabelle.pinger.pl/) rozdział jest w trakcie pisania. Odkąd zaczęła się szkoła moje myśli zaprząta tylko nauka. I dlatego ostatnio nie miałam czasu na dokończenie rozdziału. Dlatego wstawiam kolejny na ten blog

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

Strój Lindy


Catty i Alex
http://imgfave-chat-herokuapp-com.global.ssl.fastly.net/image_cache/1422034043151545_animate.gif

Catty



I mam do Was takie pytanko.
Która para jest Waszą ulubioną?
Lex-Lindy i Alex?
https://38.media.tumblr.com/084a6714c1cd2955815f76ea4f57b855/tumblr_n5b0dxOj2X1tticw0o1_500.gif

Czy może...

Atty-Alex i Catty?
http://media.tumblr.com/tumblr_m81hnaV83c1rqju13.gif

Piszcie śmiało!
Jestem ciekawa Waszych odpowiedzi
  • awatar Raz $ię żyje!: Rozdział świetny chociaż Ad gada jakieś głupoty -,- Oczywiście, że Lindy i Alex!!! Nie ma innej możliwości! Czekam z niecierpliwością na następny :*
  • awatar Jestem tylko snem: sama nie wiem, lubie obie pary, ze tak powiem ale jak dla mnei Lin pasuje do Aleksa a Catty przydałby się jakiś super facet xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 56

Mokrzy, zmarznięci i śmiejący się jak chorzy psychicznie wróciliśmy na zamek, za pomocą otwieracza portali.
Kiedy tylko znaleźliśmy się w komnacie bruneta, ten od razu poszedł po ręczniki.
-Cała się trzęsiesz-powiedział okrywając mnie materiałem.
-Bo mi zimno-zaśmiałam się.
-W dodatku ta sukienka ci prześwituje.
-Serio?-odsłoniłam ręcznik i zaczęłam się oglądać.
-No proszę, masz biały, koronkowy stanik. Uwielbiam takie-poruszył brwiami.
-Głupek-okryłam się.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Chwila!-krzyknął Alex.
Szybko wziął do ręki otwieracz portali, który leżał na stoliku. Przyłożył go do ust, po czym rzucił przed siebie.
-Prowadzi do twojego pokoju-szepnął.
-Dzięki. Zobaczymy się na obiedzie-uśmiechnęłam się go całując.
-Do zobaczenia-odparł z uśmiechem.
Weszłam w portal i znalazłam się w swoim pokoju. Od razu weszłam do kolejnego pomieszczenia jakim była łazienka.
Pomieszczenie było średniej wielkości. Północną ścianę zajmowały trzy nieduże okna. Na prawo od nich pod kolejną ścianą znajdował się wykonany z drewna klozet. Kilka centymetrów na prawo od niego stał drewniany stolik, Naprzeciwko drzwi, pod ścianą znajdowała się duża wanna wykonana z drewna. Za nią tuż przy drzwiach stał okrągły stolik z dwoma dużymi dzbanami w kwiaty. I złożonymi ręcznikami.
Weszłam w głąb pomieszczenia za kluczując drzwi.
Na prawo ode mnie znajdowało się coś wyglądającego na starą kuchenkę. Miało kształt prostokąta. Na dole znajdowały się żelazne drzwiczki. Obok stały dwa duże wiadra. Oraz stosik drewna. Na górze tego „czegoś” znajdowały się dwa kociołki- jeden mały, drugi duży.
Podeszłam do stolika z dzbanami i zobaczyłam, że w środku jest woda. Nalałam trochę do miski i zaczęłam myć twarz. Po skończeniu wytarłam się ręcznikiem.
Wróciłam do swojej sypialni i zaczęłam szukać sukni, w której pójdę na obiad.
W szafie znajdywało się od groma tych sukienek. Od ciemnych po jasne, od dziennych po balowe. Nie chcąc dłużej tracić czasu wybrałam ciemnoczerwoną suknię. Położyłam ją na łóżku po czym zaczęłam ściągać mokrą sukienkę.
Chwilę później zostałam w samej, mokrej z resztą bieliźnie.
Cholera. Ją też muszę zmienić.
Bieliznę w sumie miałam tutaj taką jaką dziewczyny w moim wieku mają na Ziemi.
Ponieważ Kiria, Nastia i Oxana- które poznałam przed balem, na którym miałam zdemaskować Wiwianę- uszyły specjalnie dla mnie kilkanaście zestawów. Moja bielizna mieściła się w szufladach znajdujących się na dole ogromnej szafy.
Otworzyłam jedną z nich i wyjęłam czerwony zestaw.
Potem wzięłam sukienkę oraz ręcznik i ruszyłam do łazienki.
Kiedy kilka chwil później miałam na sobie sukienkę, usiadłam do toaletki i zaczęłam się malować. Raz-dwa i byłam gotowa. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i zaczęłam się zastanawiać, co zrobić z włosami, które nadal pozostawały wilgotne. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę!-krzyknęłam w ich stronę.
Do pokoju weszła Ad ubrana w purpurową, prostą sukienkę z rękawami ¾. Jej czerwone włosy opadały na prawe ramię pod postacią warkocza.
-Hej. Nie widziałyśmy się od treningów, więc pomyślałam, że wpadnę-uśmiechnęła się.
-Ad spadłaś mi z nieba-uśmiechnęłam się.-Mam mokre włosy, a nie mam jak ich wysuszyć.
-Już się robi-podeszła do mnie i położyła dłonie na mojej głowie.
Kilkanaście sekund później moje włosy były już suche.
-Uczesać cię?-zapytała.
-Jeżeli chcesz- uśmiechnęłam się do jej odbicia w lustrze.
-Chętnie-posłała mi uśmiech i wzięła się za rozczesywanie moich włosów.
Dziewczyna wzięła dwa pasma z przodu i zaczesała je do tyłu, tworząc przy tym z nich dwa warkocze, które na koniec związała z tyłu głowy.
-Dziękuję-powiedziałam z wdzięcznością.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedziałyśmy w tym samym momencie.
Do pokoju wszedł dziadek.
-Och, przeszkadzam? Bo jeżeli tak to…
-Nie przeszkadza Wasza Wysokość-przerwała mu Ad.-Pójdę sprawdzić, czy Carlotta nie potrzebuje pomocy-dygnęła i wyszła z pomieszczenia.
-Czy coś się stało?-wstałam.
-Nic takiego-odparł.-Pięknie wyglądasz w tej sukience. Jakbym widział twoją matkę-uśmiechnął się.
-Dziękuję-odwzajemniłam uśmiech.
-Bardzo lubiła ją nosić-westchnął.-Ale nie po to tu przyszedłem.-Wejść!-krzyknął w stronę drzwi.
Do pokoju weszło dwóch mężczyzn niosących prostokątny stolik. Postawili go w wolne miejsce między toaletką, a szafą.
Potem weszło trzech mężczyzn z średniej wielkości szkatułkami w ręce.
-Postawcie je tam-wskazał na stół dziadek.
Mężczyźni posłusznie wykonali rozkaz.
-Dziękuję. Możecie odejść.
Mężczyźni ukłonili się i wyszli z pokoju zamykając za sobą drzwi.
-Co jest w tych szkatułkach?-zapytałam zaciekawiona.
-Sprawdź-uśmiechnął się dziadek.
Podeszłam do szkatułek i podniosłam pokrywę jednej z nich. Zobaczyłam, że po jej wewnętrznej stronie są zawieszone kolczyki, a na dole mieszczą się naszyjniki.
Otworzyłam kolejne, a w nich mieściły się kolczyki i bransoletki, w następnym mieściły się brożki i pierścionki.
-Dlaczego mi je dajesz?-zapytałam.
-Kurzyły się przez wiele lat. A uwierz mi królewska biżuteria, bardzo lubi, gdy ktoś ją nosi-uśmiechnął się.-Do tej sukni, twoja matka najczęściej zakładała…-podszedł do stolika. I sięgnął do jednej ze szkatułek.-Ten naszyjnik-pokazał mi przedmiot.
-Jest piękny.
-W takim razie pozwól mi go tobie założyć-uśmiechnął się.
Odwróciłam się do niego plecami i ręką zebrałam włosy do góry.
Sekundę później z mojej szyi zwisał złoty naszyjnik. Z dużym oczkiem pośrodku w kolorze sukienki.
-Dziękuję- odwróciłam się do niego i go przytuliłam.
-Kolczyki będziesz musiała sama już dobrać-powiedział.-Musze coś jeszcze zrobić, żeby być na obiedzie-ucałował mnie w czoło.-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia-powiedziałam nim zamknął za sobą drzwi.
W dziurki w uszach włożyłam długie złote kolczyki z czerwonymi kryształami.
Gotowa spojrzałam w lustro. Uśmiechnęłam się i wyszłam z pomieszczenia.

Mijały godziny, potem dni, a mój związek z Alex’ em kwitł. Nadal utrzymywaliśmy go w sekrecie. I okazywać sobie uczucia mogliśmy tylko poza zamkiem, lub w naszych komnatach. Catty bacznie nas obserwowała ale nie dostrzegała żadnych sygnałów, że moglibyśmy być parą. Gdyż tak jak już wcześniej wspominałam, byliśmy bardzo ostrożni.
Niestety często dzieje się tak, że wszystko idzie po naszej myśli…ale nagle zaczyna się coś psuć.
To był kolejny piękny dzień. Poszłam przed kolacją do biblioteki.
Usiadłam na mojej stałej kanapie i zaczęłam czytać „Poskromienie złośnicy” William’ a Szekspira.
Suzanna miała do załatwienia jakieś ważne sprawy, więc byłam praktycznie sama.
Książka bardzo mnie wciągnęła.
Kiedy nagle usłyszałam jakiś huk. Aż podskoczyłam.
Zaczęłam się rozglądać i zobaczyłam, że dalej ode mnie na podłodze leży jakaś książka.
Na półkach jest od groma książek i czasem się zdarza, że jakaś się nie mieści. Pewnie tak było i z tą.
Położyłam rozłożoną książkę na kanapie i ruszyłam w stronę tej, która spadła. Podniosłam ją i odłożyłam na miejsce.
Kiedy usłyszałam jakiś chrobot.
Postanowiłam to sprawdzić, więc poszłam dalej. Zaraz potem znów usłyszałam ten dźwięk.
Moje serce przyśpieszyło.
Dotarłam na miejsce i zobaczyłam, że jakaś książka wysuwała się z półki i przez to słychać charakterystyczny dźwięk.
Uff.
Wyjęłam ją, odsunęłam troszeczkę inne książki i włożyłam z powrotem.
Nagle usłyszałam kroki.
Ale nie takie „otwarte” lecz ukrywające się przed usłyszeniem.
Cholera, a co jeżeli ktoś tu jest?
Moje serce ponownie przyśpieszyło. Nie odwracając się sięgnęłam po książkę i gwałtownie się odwróciłam by walnąć tego kogoś, gdy moja ręka została zatrzymana w powietrzu.
-No proszę. Chcesz się bić?-zobaczyłam Alex’ a.
-Ty głupku!-wybuchłam.
-Proszę mi wybaczyć, ale na imię mam Alexander, a nie głupek-uśmiechnął się łobuzersko.
-Idioto chciałeś żebym dostała zawału?!-wyrwałam rękę z książką tak gwałtownie, że przejechała po półce z książkami, zwalając je na ziemię.
- Złość piękności szkodzi, wiesz?
-Och daj mi już spokój!-uklękłam i zaczęłam zbierać książki z podłogi.
-Oj nie gniewaj się.
-A właśnie, że będę-burknęłam patrząc na niego morderczym wzrokiem.-Ach ty zawsze musisz coś odwalić-powiedziałam ze złością.
-Pomogę ci-ukląkł i zaczął zbierać prostokątne przedmioty.
-Już wystarczająco mi pomogłeś-wstałam i odłożyłam je na półkę.
Następnie schyliłam się po kolejne.
-Lindy?-usłyszałam.
-Co?!-spojrzałam na niego.
W jednej chwili przylgnął swoimi ustami do moich.
-Przepraszam-powiedział przerywając pocałunek.
-Może ci kiedyś wybaczę-fuknęłam.
-Czyli mam cię przekonać, tak?
-Hahahaha bo dasz radę-zaśmiałam się.
-A chcesz się przekonać, że dam?-uśmiechnął się.
Skierował swoje dłonie w moją stronę.
-Co ty robisz?-zdziwiłam się.
-Zamierzam cię przekonać-zaczął mnie łaskotać.
-Przestań! Hahahahah No przestań!-śmiałam się.
Leżałam na podłodze, a on zawisł nade mną łaskocząc mnie.
-Wybaczysz mi?-przestał.
-Nie.
-No to dalej będę cię przekonywał-wrócił do tego co robił wcześniej.
-Przestań, proszę cię przestań hahahahaha- śmiałam się próbując się wyrwać.
-To jak? Wybaczysz mi?
-Dobra, wybaczam! Tylko proszę cię przestań!-śmiałam się dalej.
-A widzisz? Mam dar przekonywania-uśmiechnął się.
-Rzeczywiście masz-uniosłam się na łokciach.-A teraz idź już-dodałam kładąc się na podłodze.-Musze odpocząć.
-Z wielką chęcią odpocznę razem z tobą-położył się obok mnie.
-Co? Niee no idź stąd-zaczęłam odsuwać go ręką.
-Nie zamierzam-usłyszałam w odpowiedzi.
-W takim razie ja pójdę-wstałam i otrzepałam się.
-A co jeżeli ja cię nie puszczę?-błyskawicznie się podniósł i zagrodził mi drogę prostując swoje ręce na boki.
-Ja i tak zawsze ci ucieknę-schyliłam się i przeszłam dołem.
-A ja i tak zawsze cię dopadnę-przygwoździł mnie do bocznej ścianki regału.
-I co niby zamierzasz ze mną zrobić?-zapytałam.
-Coś bardzo, ale to bardzo nikczemnego-odparł i pocałował mnie.
Umieściłam swoje ręce na jego karku.
-Wiedziałam!-nagle usłyszeliśmy.
Błyskawicznie przerwaliśmy pocałunek i spojrzeliśmy w stronę, z której dobiegł głos.
Stała tam Catty.
Jej blond włosy były spięte w niskiego kucyka. Miała na sobie brązowe spodnie, z przywiązanym do uda paskiem od małej skórzanej torebki i skórzane długie buty na obcasach. Jej górną część ciała zajmowała purpurowa bluzka z krótkimi rękawami i szerokim, skórzanym pasem na brzuchu.
-Catty wszystko ci wyjaśnię-puściłam Alex’ a.
-A co tu wyjaśniać?-parsknęła.- Mówiliście, że po między wami nic nie ma! Jesteście podli! Nienawidzę was!-odwróciła się i biegiem ruszyła do schodów.
-Catty poczekaj!-ruszyłam za nią.
Dziewczyna przejechała rękami po półkach jednego z regałów, zrzucając przy tym książki.
Potem wskoczyła na barierkę i jakby nigdy nic zjechała po niej.
Starałam się nie wywalić ale miałam na nogach obcasy i…wyszło jak wyszło.
Podniosłam się z pomocą Alex’ a i zaraz zbiegliśmy po schodach.
Blond włosy mignęły mi za zakrętem więc pobiegłam w tamtą stronę.
Kilka chwil później wybiegliśmy na zewnątrz do stajni. Catty jednak zdążyła już wyjechać z budynku na koniu.
-Zamknąć bramę!-krzyknęłam.
Dziewczyna jednak zdołała uciec.
-Cholera jasna!-krzyknęłam.
-Co się stało?-przybiegła Ad w towarzystwie Matt’ a i Eric’ a.
-Catty uciekła-odparłam kierując się do zamku.
-Jak to uciekła? Dlaczego?-zapytał Matt.
-Bo…widziała coś czego nie powinna- powiedziałam nie odwracając się.
-Czyli co? Lindy wyjaśnij nam to!
Stanęłam.
-Chcecie wyjaśnienia?-odwróciłam się do nich.-Dobrze. Zobaczyła jak ja i Alex się całujemy-powiedziałam.
-Że co?!-wybuchła cała trójka.
**********************************************************
Bonjour!
Powracam do Was z kolejnym rozdziałem.
Wooow, ostatni był wstawiany 56 dni temu O.O
No nieźle.
Tak jak obiecałam od tego rozdziału zaczyna rozkręcać się akcja
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba

PS.Serdecznie zapraszam na mojego innego bloga, gdzie możecie już przeczytać rozdział 1 ^^ http://writebooker.blogspot.com/

A i jeszcze jedno!
Czy w moim opowiadaniu macie swoją ulubioną parkę?
(Również chodzi mi o parę przyjaciół)
A może chcielibyście by jakaś powstała?
Czekam na Wasze pomysły

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

Lex ♥♥♥
http://media.giphy.com/media/O190BJyH9iFA4/giphy.gif

Catty
http://24.media.tumblr.com/tumblr_lqgjhioYkp1qhqya5o1_500.gif
  • awatar Raz $ię żyje!: Rozdział genialny *,* Niech Catty jedzie i już nie wraca. A Lindy z Alexem i resztą niech wracają do szkoły :P Już nie mogę się doczekać co się dalej wydarzy. :*
  • awatar zuuuziczek: Ale czad..:o Faktycznie zaczyna się rozkręcać, jestem ciekawa jak reszta zareaguje na wieść o związku Lindy i Alex'a, zaakceptują czy raczej nie.. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział..
  • awatar Jestem tylko snem: kolejne opowiadanie O.o chętnie poczytam rozdział bardzo fajny :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział 55


Jakieś trzy dni później. Alex powiedział, że chce mnie gdzieś zabrać. Od razu się zgodziłam. W chwili, w której wychodziliśmy z zamku zawiązał mi oczy jakimś materiałem.
-Dobra, jesteśmy prawie na miejscu.-Teraz stój. Okay a teraz…-zaczął odwiązywać materiał-…po prostu patrz-zdjął mi go.
Nie mogłam uwierzyć. Zobaczyłam oświetloną wieże Eiffl a! Mój Boże byliśmy w Paryżu!
-Czy ja śnię?-zapytałam.
Chłopak uszczypnął mnie w ramię.
-Ała! Po co to zrobiłeś?-oburzyłam się.
-Żeby ci udowodnić, że nie śnisz-pocałował mnie w czoło.
-Zaraz, czyli jesteśmy w Paryżu…i mamy to na sobie?-pokazałam na nasze stroje.
Miałam na sobie legginsy i szmaragdową bluzkę wraz z czarną kamizelką. On z kolei ciemne spodnie i czarną koszulę rozpiętą na górze.
-Spokojnie. O wszystkim pomyślałem-wyjął z kieszeni spodni otwieracz portali.
Kilka sekund później wbiegaliśmy do niego.
Kiedy tylko otworzyłam oczy zobaczyłam, że znajdujemy się w jakimś eleganckim pokoju. Ściany były w kolorze śniegu, a podłogę zajmowały hebanowe panele. Na środku stała biała sofa i stolik do kawy. Wschodnią ścianę zajmowały duże, dwuskrzydłowe drzwi i obrazy martwej natury. Zachodnią ścianę również zajmowały takie same drzwi jak i obrazy krajobrazów. Północną ścianę zajmowały trzy duże okna, które kryły białe firanki.
Nagle drzwi znajdujące się na wschodniej ścianie otworzyły się i do pomieszczenia weszła jakaś kobieta. Miała oliwkową cerę i ciemne włosy, które spięła w eleganckiego koka. Ubrana była w czarną, prostą sukienkę z krótkimi rękawami. Ubranie kończyło się na kolanach. Jej stopy zajmowały czarne buty na niskim obcasie.
-Witaj Alex-uśmiechnęła się.
Jej oczy zostały podkreślone za pomocą kresek i wydłużonych rzęs. Usta miały kolor czerwieni, a nad jej górną wargą po prawej stronie znajdował się pieprzyk.
-Sylvio-schylił lekko głowę z uśmiechem.
-A ty jesteś zapewne Lindy? Alex mi o tobie opowiadał-stanęła przede mną.-Miło cię w końcu poznać-wyciągnęła do mnie rękę.
-Wzajemnie-odparłam.
-Zaproponowałabym wam kawę ale wiem, że cała nasza trójka nie ma za bardzo czasu.-Sophie!-krzyknęła w stronę otwartych drzwi.
Do pomieszczenia weszła jakaś kobieta. Miała blond włosy, spięte w kucyka. Miała na sobie taką samą sukienkę jak Sylvia, z taką różnicą, że w kolorze indygo.
-Alex’ ie-uśmiechnęła się do niego.
-Sophie-schylił lekko głowę z uśmiechem.
-Miło cię w końcu poznać-wyciągnęła do mnie rękę.
Miała niebieskie oczy, które okalały wachlarze czarnych rzęs. Jej usta były pomalowane na czerwono, a policzki podkreślone za pomocą różu.
-Nawzajem-uścisnęłam jej rękę.
-Sophie pomoże ci dobrać strój-wyjaśniła brunetka.
-Strój?-zdziwiłam się.-O co w tym chodzi?-spojrzałam na Alex’ a.
-To niespodzianka. Idź z Sophie, ona nie gryzie-uśmiechnął się.
-No okay.
-Zobaczymy się za kilka chwil-pocałował mnie w czoło.
Wyszłam z blondynką przez zachodnie drzwi.
Po kilkuminutowym marszu przez korytarz, niebieskooka zatrzymała się przy jednych z drzwi.
-Mam nadzieję, że coś ci dobierzemy-uśmiechnęła się otwierając je.
Moim oczom ukazało się duże pomieszczenie. Z biało-złotymi ścianami i hebanowymi panelami na podłodze. Po prawej jak i po lewej znajdowały się duże szafy, z ciuchami. Na środku znajdowała się trochę większa kwadratowa pufka. A północną ścianę zajmowały półki pełne butów oraz biała toaletka.
-Co chcesz mi dobierać?-spojrzałam na nią.
-Strój.
-Czegoś tutaj nie pojmuje…dlaczego mam się przebrać?
-Ponieważ czeka cię niespodzianka, jaką przygotował dla ciebie Alex-wyjaśniła.
-I do tego musze się przebrać?
-Zgadza się. Mia!-zawołała w stronę korytarza.
Do pomieszczenia weszła średniego wzrostu kobieta. Miała oliwkową cerę i brązowe, proste włosy, które sięgały jej niewiele za ramiona. Czoło zajmowała prosta grzywka.
-Witaj. Ty musisz być Lindy, prawda?-uśmiechnęła się do mnie.
Zobaczyłam, że jest starsza i dałabym jej jakieś… czterdzieści lat. Miała brązowe oczy, które podkreśliła za pomocą wydłużonych rzęs.
-Tak, to ja. Miło mi-wyciągnęłam do niej rękę.
-Mi również-uścisnęła ją.
-Mia jest naszą makijażystką-wyjaśniła blondynka.-Umaluje cię, a ja pomogę ci wybrać jakąś kreację.
-Naszą?-zdziwiłam się.
-Jesteśmy agencją przygotowującą modelki do pokazów. Tu w Paryżu. Dodatkowo dajemy im tymczasowy pobyt-odparła Sophie.
-Rozumiem. Więc…znajdzie się dla mnie jakiś strój?
-Sprawdźmy-uśmiechnęła się.
Blondynka przez chwilę wpatrywała się w rząd ciuchów by zaraz potem sięgnąć w ich stronę ręką i wyciągnąć jedną z kreacji.
Odwróciła się w moją stronę z uśmiechem na ustach.
-Ja mam to założyć?-zrobiłam wielkie oczy.
-Możesz się przebrać tam-wskazała na drzwi.
-A-ale ja nie mogę tego włożyć!
-Mylisz się w tej kwestii-uśmiechnęła się.
Chcąc nie chcąc musiałam ubrać się w sukienkę. Kiedy miałam już ją na sobie blondynka nie pozwoliła mi się zobaczyć w lustrze. Dopóki Mia nie skończy robić mi makijażu, a ona mnie nie uczesze.
Po kilkuchwilowym uczuciu palącej ciekawości mogłam przejrzeć się w lustrze.
Nie mogłam uwierzyć w to jak wyglądam.
Miałam na sobie długą, białą sukienkę we wzory. Zobaczyłam buty jakie wcześniej na stopy wsunęła mi blondynka. Były w kolorze sukienki. Moje włosy zostały spięte z tyłu, ale dwa krótsze pasma z przodu opadały mi na policzki. Na ustach miałam czerwoną szminkę. Na powiekach kreski wraz ze srebrnym cieniem. Moje oczy okalały wachlarze czarnych jak węgiel rzęs. A z uszu zwisały błyszczące się kolczyki.
-Jak ci się podoba twój wygląd?-zapytała Mia.
-Jest świetny- spojrzałam na nią z uśmiechem.
-Bardzo się z tego cieszymy. A teraz chodźmy-ruszyła do wyjścia Sophie.
Wyszłyśmy na korytarz i w krótkim czasie trafiłyśmy pod jakieś drzwi.
-Tutaj moja misja się kończy. Życzę udanego wieczoru-uśmiechnęła się.
-Dziękuję-odwzajemniłam uśmiech.
Pochyliła lekko głowę i odeszła. Śledziłam ją wzrokiem nim jej sylwetka nie zniknęła za zakrętem.
-Więc wchodzę-szepnęłam do samej siebie biorąc wdech.
Wraz z wydechem otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się balkon. Podeszłam bliżej zamykając za sobą drzwi. Zobaczyłam piękne gwieździste niebo, a zaraz potem oddaloną wieżę Eiffl’ a, która mieniła się kolorami. Na dole zobaczyłam dwuosobowy stolik oświetlony za pomocą świec. Na nim znajdowały się również dwie przykryte srebrnymi nakładkami talerze. Dwa kielichy oraz ustawiony obok wózek z jedzeniem. Usłyszałam nagle jakiś wolny kawałek, gdzie grały skrzypce i fortepian. I Alex’ a. Miał na sobie czarny smoking.
Robi się coraz ciekawiej.
Podniosłam suknię i zaczęłam schodzić po schodach.
-Piękny widok, prawda?-powiedziałam zmierzając w stronę bruneta.
Odwrócił się do mnie.
-Na żywo jest jeszcze piękniejszy-uśmiechnął się.
-Tak. Rzeczywiście jest- odwzajemniłam uśmiech.
-Pozwolisz, że eskortuję cię do stolika?-podszedł do mnie i nastawił ramię.
-Pozwalam-odparłam wkładając rękę w szparę między jego ręką, a ciałem.
Podprowadził mnie do nakrytego mebla, a zaraz potem odsunął krzesło.
-Dziękuję-zajęłam miejsce.
Sekundę później siedział naprzeciwko mnie.
-Jakaż to okazja, że jesteśmy tutaj, a nie na zamku panie Gooldan?
-Cóż, pomyślałem, że byłoby miło, gdybyśmy mieli jakieś wspomnienie z naszej pierwsze randki.
-W takim razie dobrze myślałeś-uśmiechnęłam się.
-Cieszy mnie to. Napijesz się?-wskazał na butelkę szampana znajdująca się w wiaderku z lodem.
-Chętnie.
Chwilę później moje podniebienie mogło rozkoszować się smakiem płynu.
-Co jest na kolację?-zapytałam.
-Dziś jemy Risotto z prosecco i parmezanem-podniósł z naszych talerzy pokrywki i odłożył je na wózek.
-Wygląda pysznie-powiedziałam.
-Poczekaj aż spróbujesz-usiadł z uśmiechem.
-W takim razie smacznego- wzięłam do ręki widelec.
-Wzajemnie.
Przez czas jedzenia ciągle rozmawialiśmy. Alex rozśmieszał mnie swoimi dowcipami, i zaskakiwał swoimi historiami.
Kiedy skończyliśmy jeść, przyszedł czas na deser. Przede mną stał talerzyk z czekoladowym ciastem.
-Nazywa się ciastkiem lawą z płynnym środkiem-wyjaśnił chłopak.
-Ciekawa nazwa-uśmiechnęłam się.
Kiedy tylko wzięłam kawałek do ust od razu poczułam wspaniały, słodki smak.
W pewnym momencie usłyszałam:
-Czy zechciałabyś ze mną zatańczyć?
Spojrzałam na brązowookiego.
-Chętnie-rozciągnęłam usta w uśmiechu.
Złapałam go za wyciągniętą rękę i pozwoliłam się poprowadzić. Nagle usłyszałam bardzo znaną mi melodię. A mianowicie „La vie en rose” Louis’ a Armstrong’ a.
Wow. Właśnie spełni się jedno z moich marzeń. Zatańczyć z ukochanym do tej piosenki.
-Wiesz, że od zawsze chciałam zatańczyć do tej piosenki?-odezwałam się do chłopaka.
-Naprawdę? I dotąd nie zatańczyłaś?
-Nie-odparłam.
-Dlaczego?
-Bo chciałam zatańczyć do niej z moim księciem-uśmiechnęłam się.
-Ciekawe marzenie.
-Ale jego tutaj nie ma więc zostało mi zatańczyć z tobą-przewróciłam oczami.
-Ej! Nie tańczę przecież źle-zaśmiał się.
-No nie wiem…
-Dzięki. Jesteś po prostu super-udał obrażonego.
-Wiem-zaśmiałam się.-A tak na poważnie to…chciałam do tej piosenki zatańczyć z kimś wyjątkowym. Nie mogłabym zatańczyć do niej z kimś całkiem przypadkowym. Piosenka jest na to zbyt piękna.
-Masz rację. Jest na to zbyt piękna-uśmiechnął się mnie okręcając.
-Dlatego cieszę się, że jestem tu z tobą-powiedziałam.
-Ja też się z tego cieszę-złączył nasze usta.
Po chwili przerwał nasz pocałunek.
-Chodź ze mną-szepnął.
-Dokąd?
-Zobaczysz-odparł z tajemniczym uśmiechem.
Wyciągnął z kieszeni spodni otwieracz portali. Przyłożył go do ust, a zaraz potem rzucił przed siebie otwierając tym samym portal.
-Gdzie ty mnie znowu zabierasz?-zapytałam.
-Ufasz mi?-wyciągnął do mnie rękę.
-Oczywiście, że tak ale…-zaczęłam.
-Skoro mi ufasz, po prostu złap mnie za rękę. Okay?
Wzięłam głęboki wdech.
-Okay-złapałam za jego dłoń.
Wbiegliśmy do portalu.
Kilka sekund później moim oczom ukazała się piękna fontanna. Wystrzeliwała oświetloną wodę.
Nagle poczułam na sobie zimną ciekłą substancję.
Spojrzałam w tamtą stronę z morderczym wzrokiem.
-Nie patrz tak na mnie. To nie ja-odparł.
-Nie? A kto?-założyłam ręce na klatkę piersiową.
-Zapewne krasnoludki.
-Krasnoludki? Kurczę, wszędzie za nami chodzą. W moim pokoju w Astorii też były. I rzuciły we mnie poduszką. Pamiętasz?-powiedziałam z uśmiechem.
- To dlatego, że tak cię uwielbiają.
-Bardzo się z tego cieszę. Ale wiesz, zastanawiam się co te krasnoludki powiedzą na to!-schyliłam się i go ochlapałam.
Zaczęłam się śmiać.
-Jeżeli myślisz, że ci to ujdzie płazem to się mylisz-usłyszałam.
-Ale przecież to nie ja panie Gooldan- zaczęłam się cofać.
-Nie? A kto?
-Zapewne syrenki. One wręcz uwielbiają takich przystojniaków jak pan-uśmiechnęłam się.
-Pochlebstwami się nie uratujesz-pokręcił głową.
-Ależ ja nawet nie próbuję. Uratować się mogę przecież inaczej-zaśmiałam się i zaczęłam uciekać.
-Nie uciekniesz mi!-usłyszałam za sobą.
-Zobaczymy!-odkrzyknęłam przez ramię skręcając.
Zamierzałam okrążyć z nim fontannę, a zaraz potem znów go ochlapać.
Kilka chwil później znaleźliśmy się po między fontanną.
-Mówiłem ci. Mnie nie da się uciec!-zaśmiał się.
-Nie zamierzałam ci uciekać!-krzyknęłam sekundę przed tym nim woda znów poleciała w górę i straciłam go z oczu.
Powoli zmierzałam w jego stronę. By zaskoczyć go od tyłu.
-Nie? Więc co chciałaś zrobić?!-odkrzyknął.
-To!-krzyknęłam go ochlapując.
Patrzyłam na jego reakcję. Najwidoczniej był zszokowany tym, że tak go podeszłam.
-Gratuluję pomysłu-zaczesał do tyłu mokre włosy.-Co to się stało? Nie uciekasz?-zaczął się do mnie zbliżać.
-Nie-uśmiechnęłam się.
-Dlaczego?
-Bo czekam-odparłam.
-Na co?
-Na to co zrobisz-splotłam swoje dłonie z tyłu.
-A myślisz, że co zrobię?-stanął kilka centymetrów ode mnie.
-Zapewne wrzucisz mnie do fontanny.
-Cóż, zamierzam to zrobić…ale później-powiedział.
-A co będzie teraz?-uśmiechnęłam się.
-A jak myślisz?
-Hmm…wydaje mi się, że to-przylgnęłam do jego ust umieszczając ręce na jego karku.
Brunet położył swoją jedną dłoń na moich plecach. A następnie mnie podniósł, umieszczając swoją drugą rękę pod moimi kolanami.
-Musze przyznać, że jesteś bardzo inteligentna- uśmiechnął się przerywając pocałunek.
-Dziękuję-odwzajemniłam uśmiech.
-Jak zapewne wiesz, zamierzam teraz zrobić to co od początku zamierzałem.
-Wiem. Ale nim to zrobisz, ostrzegam cię, że to ty będziesz suszył mi sukienkę i mnie samą-powiedziałam.
-Z wielką chęcią to zrobię. A teraz się przygotuj.
Przylgnęłam do niego jeszcze bardziej. Ręce za jego głową splotłam jeszcze ściślej.
-Gotowa?-usłyszałam.
-Tak-uśmiechnęłam się.
-W takim razie skaczemy!
**********************************************************
Hej,cześć i czołem!
Powracam do Was z kolejnym rozdziałem ^^
Tak wiem, to kolejny w pełni poświęcony Lindy i Alex' owi.
I możecie się zastanawiać "co z resztą i tą całą akcją".
Musicie jeszcze troszeczkę poczekać.
Cierpliwość popłaca

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

Sukienka Lindy



Lex ♥ ♥ ♥



http://vignette3.wikia.nocookie.net/victorious/images/e/eb/Tumblr_n1jhdyTVXr1qcwla0o1_500.gif/revision/latest?cb=20140225231857
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Cześć!
Z racji tego, że zostałam nominowana przez Pannę Aleksandrę (http://soundsoftheworld.pinger.pl/)
Cóż, dodaję ten wpis xd

1. Czy kiedykolwiek udało ci się dotrzeć do takich odmętów internetów, że przez chwilę zastanawiałaś się co w ogóle tam robisz?
Tak. Kilka razy xd

2. Czy wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
Hm. Właściwie to tak pół na pół xd

3. Ile wielbłądów jesteś warta?
59 xd

4. Jesteś bardziej melancholikiem, cholerykiem, flegmatykiem czy sangwinikiem?
Eeeeee
Możecie mi wierzyć lub nie, ale wydaje mi sie, że mam wszytskiego po trochu.

5. Co sądzisz o bawieniu się przy muzyce disco polo?
Muzykę disco polo uwielbiają moi rodzice i młodszy brat, ba nawet moja przyjaciółka.
Co często mnie wkurza, bo nie przepadam za tym gatunkiem muzycznym.
Ale na imprezach są okay bo jest do czego tańczyć ;p

6. Ulubiony pairing z książki, filmu, mangi, anime, komiksu, serialu, czegokolwiek. Jaka parka porusza twoje serduszko?
OMG xd
Z anime uwielbiam Usui' a i Misaki (http://anime.tanuki.pl/strony/anime/2460-kaichou-wa-maid-sama)
Są mega słodcy <3



A on...cóż...wiecie o co chodzi



Z serialu uwielbiam Delenę(Pamiętniki Wampirów)



i Frary(Reign)

a co do książek i filmów...za dużo by wymieniać

7. Czy udało ci się kiedyś rozwalić coś co wydawało się nie do rozwalenia? A przy tym nic sobie nie zrobiłaś?
Nie przypominam sobie xd

8. Słodzisz herbatę, a jeśli tak to ile łyżeczek?
Nie piję herbaty.

9.Czy podobają ci się faceci z długimi włosami, kolczykami albo tatuażami?
Hmm.
Tatuaże-spoko.
Włosy-zalezy jak długie.
Kolczyki-tak sobie.

10.Czy kiedykolwiek udało ci się tak rozhulać swoją wyobraźnię w środku nocy, że zaczęłaś bać się spać we własnym pokoju?
Ze dwa razy napewno ;p

Ja nikogo nie nominuję, gdyż brak mi pomysłu na pytania xd

PS. Rozdział ukaże się wkrótce

Pozdrawiam.
A.Wiktoria
http://38.media.tumblr.com/tumblr_m6704u3rYP1r2oa9ko1_500.gif
 

 
Rozdział 54


Kiedy tylko dotarliśmy do budynku od razu ruszyłam z chłopakiem do jego komnaty. Pomogłam mu usiąść na łóżku i udałam się do kuchni. W połowie drogi jednak się zorientowałam, że przecież nie mają tu zamrażalki i zdobycie lodu, kiedy tutaj jest ciepło równa się z cudem.
Cholera.
I co ja mam teraz zrobić? Przecież nie wrócę tam i nie będę patrzyła jak go boli. Musze coś zrobić. Okay. Pójdę do kuchni i zapytam czy mają jakąś maść czy coś…no ale wątpię.
Kurde!
Zostało tylko jedno wyjście.
Muszę znaleźć otwieracz portali. Z tego co pamiętam jeden powinien być w komnacie profesora Mortal’ a.
Udałam się w stronę jego sypialni. Miałam prawdziwy fart, bo nie było go w środku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było duże. Po drugiej stronie pokoju, naprzeciwko drzwi znajdowało się okno. Pod którym stało hebanowe biurko. Po prawej stało duże łóżko, gdzie po prawej jak i po lewej stronie stały drewniane etażerki. Na lewo od drzwi znajdował się drewniany stolik i dwa fotele po obydwóch stronach. Zachodnią ścianę zajmowała komoda i regał pełen książek. Dostrzegłam, że na komodzie coś leży. Podeszłam bliżej i zobaczyłam skórzaną torbę. Wzięłam ją do rąk i wsunęłam rękę do środka. Poczułam jakąś książkę, zaraz potem kompas, a potem... złapałam za coś okrągłego. Wyjęłam to z torby. Tak! To jest o czego szukałam. Odłożyłam torbę na miejsce. Tylko…jak się tego używało.
Cholera.
Nagle usłyszałam zbliżające się kroki. Zaraz potem doszły głosy. Już po mnie! Lindy uspokój się!- zamknęłam oczy, wzięłam głęboki wdech, a potem wydech. Do mojej głowy zaczęły dopływać informacje. Przypomniałam sobie jak w dzień balu profesor Mortal otworzył portal w Sali Obrad.
Nagle klamka zaczęła się poruszać. Zaraz potem usłyszałam głos Carlotty.
Przyłożyłam kulę do ust i powiedziałam adres mojego domu, a potem dokładne pomieszczenie gdzie chcę się znaleźć. Rzuciłam kulę przed siebie. Zadziałało.
W ciągu sekundy otworzył się portal.
Nagle drzwi zaczęły się otwierać. Raz kozie śmierć-pomyślałam.
Wbiegłam do portalu z zamkniętymi oczyma. Po chwili poczułam ból.
Otworzyłam oczy. Leżałam na podłodze oparta głową o krzesło.
-Ała-powiedziałam cicho za nią łapiąc.
Powoli wstałam na nogi, ale zaraz zakręciło mi się w głowie. Odsunęłam krzesło i usiadłam na nim. Zrobiłam kilka głębszych wdechów i wydechów. Na szczęście mi przeszło.
Kuchnia w moim domu nie zmieniła się ani trochę. Wciąż była nieduża. Jej żółte ściany „przechwytywały” promienie słońca wpadające przez okna, pod którymi znajdował się zlew i po obu stronach blaty. Krzesło, które zajmowałam należało do okrągłego stołu, znajdującego się obok okien. Po drugiej stronie znajdowała się lodówka, a obok niej kuchenka i blaty, na których stał ekspres do kawy i mikrofalówka. Nad rzędem blatów wisiały drewniane szafki.
Zaraz…gdzie jest otwieracz portali?
W przypływie adrenaliny wstałam i zaczęłam rozglądać się po podłodze. Wsunęłam krzesło i schyliłam się pod stół. Dostrzegłam, że złota kula leży kilka centymetrów od nogi jednego z krzeseł. Obeszłam stolik i wzięłam do ręki kulę.
Nagle usłyszałam warkot silnika. Wyjrzałam przez okno.
Zobaczyłam samochód Vanessy.
Pewnie wróciła z zakupów.
Szybko wpakowałam kulę do kieszeni skórzanego pasa. Zaczęłam przeszukiwać szafki dolnych blatów aż natrafiłam na aluminiową torebkę.
Błyskawicznie znalazłam się obok lodówki i otworzyłam zamrażarkę. Wyjęłam pudełko, w którym trzymaliśmy lód i wysypałam jego zawartość do torebki. Zamknęłam zamrażalkę i wyjęłam otwieracz portali. Miałam jednak mokre ręce i kula po prostu wyślizgnęła mi się z rąk.
Nagle usłyszałam charakterystyczny zgrzyt, gdy otwiera się za pomocą klucza zamek w drzwiach.
Rzuciłam się na kulę, która poturlała się po podłodze. Złapałam ją nim dotarła pod szafkę. Wyszeptałam do niej miejsce, w którym chce się znaleźć i rzuciłam w ścianę obok. Portal otworzył się natychmiastowo, a ja nim drzwi się otworzyły przeturlałam do jego środka.
Za każdym razem, kiedy przechodzę przez portal zamykam oczy. Nie wiem czemu to robię, tak się już po prostu dzieje. Chwilę później poczułam ból z tyłu głowy. Znów o coś walnęłam. Jak się okazało wylądowałam przy łóżku Alex’ a. Podniosłam się z podłogi w tym samym momencie, w którym brunet wyszedł z łazienki.
Nie miał już na sobie koszuli, za to zobaczyłam, że miał na sobie krótkie spodenki, a na nie założone coś jakby poduszkę, przypiętą pasem.
-Już wróciłaś?-zdziwił się.
-Możesz mi wyjaśnić co na sobie masz?
-Spodenki-odparł.
-A na nich?
-Ja…
-Wcale cię nie bolało, prawda?-położyłam jedną rękę na biodro.
-Nie. Profesor mówił, że będziemy się uczyć takiej walki, więc…
-Postanowiłeś się zabezpieczyć. Świetnie. Gratuluję pomysłu-odparłam z sarkazmem.
-Lindy…-zaczął.
-Wiesz co zrobiłam? Zakradłam się do pokoju profesora Mortal’ a i ukradłam otwieracz portali. Przeniosłam się do kuchni w swoim domu i zgarnęłam torebkę i lód- podniosłam rękę, w której ją trzymałam.-Masz-rzuciłam ją w niego.-Może znajdziesz kogoś komu się przyda-wyszłam z pokoju.
Co za kretyn!
-Lindy poczekaj!-usłyszałam za sobą.
-Daj mi spokój!-odkrzyknęłam nawet się nie odwracając.
-Nie zamierzam-odparł podnosząc mnie.
-Puść mnie!-zaczęłam się wierzgać.
-Za chwilę rzeczywiście to zrobię-powiedział wchodząc do pokoju.
Przekręcił kluczyk w zamku, a potem podszedł do łóżka i mnie na nie rzucił.
Zaraz potem zawisł nade mną i unieruchomił moje ręce, jak i nogi.
-Pozwól, że ci wyjaśnię-powiedział.-Dziś rano, przed treningiem, dowiedziałem się, że profesor wystawi Ad jako mojego przeciwnika, a ciebie Matt’ owi.-Postanowiłem, że się ubezpieczę, gdyż wiem, że Ad w walce z facetami zawsze kopie w krocze.-Kiedy jednak się dowiedziałem, że to ty będziesz moją przeciwniczką, pomyślałem, że niepotrzebnie to zakładałem. Jak się potem okazało, miałem fart’ a.- A, że…cóż, mogłem całkiem legalnie mieć cię blisko siebie…postanowiłem udawać, że bardzo mnie boli. I to koniec-wstał.
-To znaczy, że udawałeś ból, tylko po to…
-Żeby cię mieć blisko siebie.
Zrobiło mi się głupio. Ale z drugiej strony to jego wina, przecież mógł mi powiedzieć jak tylko znaleźliśmy się w jego komnacie.
Ale i tak musze go przeprosić.
-Pomożesz mi wstać?-wyciągnęłam do niego rękę.
-Jasne-złapał za nią, a ja pociągnęłam go do siebie. Zaraz potem przekręciłam się tak, że to ja byłam nad nim.
-Przepraszam, że rzuciłam w ciebie torebką z lodem.
-Przepraszam, że nie powiedziałem ci o wszystkim od razu-zaczesał pasmo moich włosów za lewe ucho.
-Myślę, że mogę ci wybaczyć. A ty mnie?-uśmiechnęłam się.
-Cóż, nie jestem przekonany.
-Pozwól, że spróbuję cię przekonać-uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i przylgnęłam do jego ust.
Poczułam, że jego dłonie lądują na moich plecach, a sekundę zamieniliśmy się miejscami.
-Czy jesteś wystarczająco przekonany?-zapytałam, gdy przestaliśmy się całować.
-Wydaje mi się, że za drugim razem już będę-uśmiechnął się schylając twarz w moją stronę.
Nagle jednak rozległo się pukanie do drzwi.
Błyskawicznie Alex stanął na nogi i pomógł mnie.
-Schowaj się w łazience-szepnął.
Kiwnęłam głową. I szybko udałam się do pomieszczenia obok. Brunet założył na siebie czerwony szlafrok, który leżał na krzesełku od biurka.
Domknęłam drzwi i schyliłam się by obserwować co się dzieje przez dziurkę od klucza.
Chłopak ledwo co otworzył drzwi, a do pokoju pewnym krokiem weszła Catty.
-Przyszłam zobaczyć jak się czujesz-powiedziała.
-Już lepiej.
-Skąd u ciebie aluminiowa torebka?-podniosła ją z podłogi.-W dodatku pełna lodu?-potrząsnęła nią.
-Lindy mi ją przyniosła-podrapał się po karku.
-Skąd to wytrzasnęła?-dopytywała dalej.
-Cóż ja…-zobaczyłam, że kopnął lekko otwieracz portali pod łóżko.-Nie mam pojęcia.
-Zostawmy tę sprawę-uśmiechnęła się.-Przyszłam tu głównie po to…żeby cię przeprosić. Za tamtą sytuację-powiedziała składając nacisk na „tamtą”.
-Tamtą?
-Tak. Dokładnie.-zaczesała pasmo włosów za prawe ucho.-Nie mam pojęcia czemu to zrobiłam. Byłam zła i smutna- zaczęła tłumaczyć.
-Rozumiem. Już ci to wybaczyłem-uśmiechnął się.
-Miło mi to słyszeć-odwzajemniła uśmiech.-Wiesz…mogę cię o coś zapytać?
-Jasne. Może usiądziemy?-wskazał na dwa fotele znajdujące się po obu stronach okrągłego stolika. Tuż przy drzwiach.
-Chętnie. Dzięki-dziewczyna zajęła jeden z foteli. A Alex ten naprzeciwko.
-Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłam pomyślałam, że Lindy ma całkiem przystojnego przyjaciela. Nie wiem czy to zauważyłeś, ale zaczęłam robić wszystko żeby cię poderwać.-Ty jednak byłeś niedostępny. Z czasem zauważyłam, że często zerkasz na Lindy-powiedziała.-Pamiętam, że kiedy wyznałam ci uczucia, ty powiedziałeś, że już jest ktoś…kogo masz w sercu.-Długo się nad tym zastanawiałam i zdecydowałam, że cię spytam.-Czy to Lindy jest tą dziewczyną? To właśnie ją kochasz?
Cholera jasna!
Ale z niej cwana bestia. Cholera, cholera, cholera. I co teraz? Oby Alex nic nie wygadał…
-Musze przyznać, że jesteś całkiem dobra w dopasowywaniu informacji, a potem w ich analizowaniu. Naprawdę, tylko pogratulować. Problem w tym, że się pomyliłaś-odparł chłopak.-Ja i Lindy…cóż, przyjaźnimy się.
-Wybacz, że to powiem ale ci nie wierzę-powiedziała zakładając ręce na klatkę piersiową.
-Okay. Nic do tego nie mam, ale jest tak jak ci powiedziałem, a to czy w to wierzysz…to już inna sprawa. Nie zamierzam cię zmuszać, żebyś w to wierzyła-wzruszył ramionami.
-Myślę, że na mnie już czas. Wybacz, że przeszkodziłam-wstała.
-W porządku. Nic się nie stało-uśmiechnął się.
-Do zobaczenia-odparła i wyszła.
Chłopak zamknął drzwi i przekręcił w nich kluczyk. Zaraz potem wszedł do łazienki, w której jedynymi źródłami światła były promienie słońca wpadające przez nieduże okna.
-Niezła akcja, co?-uśmiechnął się.
-To nie jest śmieszne. Ona już wie. Uzna nas za oszustów, mnie uzna za oszustkę i najbardziej to mnie znienawidzi, bo traktowała mnie jak przyjaciółkę-zaczęłam chodzić w tę i we w tę -Boże co myśmy zrobili…jesteśmy okropni…
-Lindy-złapał mnie za ramiona i obrócił ku sobie.-Nie dowie się tego od tak. Po jakimś czasie sami jej powiemy.
-Ale i tak jest już za późno. Ona wie Alex. Chyba… będziemy musieli zerwać-westchnęłam.
-Że co?! No chyba żartujesz!
-Nie żartuję. Tylko tak możemy z tego wybrnąć-odparłam.
-Czyli mam rozumieć, że ze mną zrywasz?-założył ręce na klatkę piersiową.
-Dobrze wiesz, że tego nie chce-położyłam dłoń na jego złożonych rękach.
-To tego nie rób-złapał mnie za nadgarstki.
-A masz jakiś inny pomysł?
-Będziemy jeszcze bardziej ostrożni. Żadnych kontaktów poza naszymi pokojami-odpowiedział puszczając moje nadgarstki. Przeniósł swoje dłonie na moje ramiona.
-I myślisz, że to wystarczy?-zapytałam.
-Jeżeli będziemy ostrożni to tak.
-Okay. Spróbujemy w taki sposób-uśmiechnęłam się lekko.
-Zobaczysz, wszystko będzie dobrze-pocałował mnie w czoło.
Przylgnęłam do niego jak małe dziecko. Uwielbiałam znajdować się w jego ramionach. Miałam wtedy wrażenie, że mogłabym się w nich schować.
-Lepiej wrócę do swojego pokoju-puściłam go.
-To zaraz-zatrzymał mnie.
-A co będzie teraz?
-To-podniósł mnie. Oplotłam swoje nogi wokół jego bioder i położyłam mu ręce na ramionach. On natomiast swoje na moich pośladkach.
-Co to ma być?-uśmiechnęłam się.
-Cóż…ostatnio mówiłaś, że chwila, w której się całujemy jest cudowna, więc pomyślałem, że można by ją powtórzyć-uśmiechnął się łobuzersko.
-A ty ostatnio mówiłeś, że jest niesamowicie cudowna- odwzajemniłam uśmiech.
-Zgadza się.
-A co jeżeli ja już nie chcę cię całować?-udałam obrażoną.
-Cóż… postaram się cię przekonać, że nie będzie żałować.
-Tak? W takim razie proszę, przekonaj mnie-uśmiechnęłam się.
-Z wielką chęcią-odparł i złączył nasze usta.
Po namiętnym pocałunku zapytał:
-I jak? Przekonałem cię?
-Hmm nie za bardzo-przechyliłam głowę jak kot.
-Do trzech razy sztuka-zaśmiał się i na powrót złączył nasze usta. Podszedł kilka kroków i zrobiła tak, że plecami opierałam się o drzwi.
**********************************************************
Hej!
Wracam do Was z kolejnymi wypocinami
Jak wiecie(lub też nie wiecie) należę do grupy dziewczyn, które wkrótce swtworzą wspólnie opowidanie będziecie je mogli czytac na: http://opowiadanierpg.pinger.pl/ serdecznie zapraszam
Co do rozdziału...
Otóż jest to kolejny skupiający się bardziej na dwójce bohaterów Lindy i Alex' ie co może Was troszeczkę nudzić i zastanwiać "A gdzie jest jakaś akcja?!" będzie akcja, słowo harcerza. Więc nie musicie się martwić
Zamierzam pokazać również inne wątki romantyczne, żeby nie skupiać się tylko na tej dwójce.
Ale z kim będą te przyszłe wątki romantyczne dowiecie się w swoim czasie
Zachęcam do pisania w komentarzach swoich spostrzeżeń, uwag, pytań.
Chętnie poczytam

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

Lex♥
http://38.media.tumblr.com/tumblr_lymczkhBAa1qd41g8o1_500.gif

Catty
http://media.tumblr.com/tumblr_m9akazJngS1rt3fn2.gif
 

 
Rozdział 53


Za każdym razem, gdy się z nim całuje czas staje w miejscu. Nie istnieje nic prócz nas.
I to by nas zgubiło, gdybyśmy nie w porę się od siebie odsunęli.
Ponieważ do biblioteki wszedł Eric.
-Coś się stało?!-zapytałam.
-Profesor Mortal kazał zebrać wszystkich na trening!-odparł.
-Zaraz przyjdziemy!-odkrzyknął Alex.
-Okay! Widzimy się na placu!-odwrócił się i ruszył do wyjścia.
Gdy tylko zamknęły się drzwi odezwałam się pierwsza:
-I koniec tej cudownej chwili-skrzywiłam się idąc do schodów.
-O, czyli chwila, w której się całujemy jest dla ciebie cudowna?
-A dla ciebie nie?-odwróciłam się do niego z uśmiechem.
-Jakoś nie-skrzywił się.
-No wiesz co!-dałam mu kuksańca w bok.-Dzięki Pff-ruszyłam do schodów.
Nie uszłam jednak daleko, gdyż chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął tak, że wylądował w jego ramionach, a on mnie przechylił.
-Cudowna to złe określenie. Powiedziałbym, że jest niesamowicie cudowna- uśmiechnął się i mnie pocałował.
I znów ktoś musiał nam przeszkodzić. Usłyszeliśmy jak duże drzwi się otwierają.
Błyskawicznie Alex podniósł nas do pionu i mnie puścił.
-Już wróciłam Księżniczko!-krzyknęła w naszą stronę Suzanna machając z uśmiechem.

***
Kiedy tylko weszłam do swojej „starej” sypialni od razu ruszyłam do szafy. Jednak kiedy ją otworzyłam moim oczom ukazała się pustka.
Cholera, gdzie są moje ciuchy?
Nagle ktoś wszedł do pokoju. Odwróciłam się i zobaczyłam Carlottę.
-A księżniczka tutaj?-zdziwiła się.
-Carlotto powiedz mi proszę, gdzie są moje stroje?
-Na rozkaz króla wszystkie zostały przeniesione do szafy byłego pokoju księżniczki matki-wyjaśniła.
-Rozumiem. Dziękuje-uśmiechnęłam się i wyszłam.
W przeciągu kilkunastu sekund znalazłam się w swojej nowej sypialni. Było tak jak powiedziała, moje wszystkie ciuchy znajdowały się w ogromnej szafie razem z ciuchami niegdyś należącymi do mojej matki.
Ubrałam się w czarne legginsy i ciemnozieloną bluzkę z krótkimi rękawami. Na nią założyłam czarną kamizelkę. Stopy wsunęłam w czarne buty. Oswobodziłam włosy z mojego porannego upięcia i wyszłam z pokoju.
W drodze do drzwi prowadzących do ogrodu natknęłam się na Ad.
-O! Cześć Lindy-uśmiechnęła się.
-Cześć. Co z Catty?-zapytałam.
-Nie za dobrze. Ledwo co ją wyciągnęłam na trening-odparła smutno dziewczyna.
-A gdzie ona teraz jest?
-Czeka przy fontannie-wyjaśniła moja przyjaciółka.
-W takim razie chodźmy-powiedziałam.
Jeżeli myśleliście, że Catty jest bez makijażu, ma wory i napuchnięte oczy to się myliliście.
Blondynka miała na sobie czarne legginsy i ciemnoniebieską bluzkę. Na klatce piersiowej była pomarszczona i odsłaniała ramiona. Jej długie rękawy nie przylegały do skóry, ale były luźno zakończone. Jej włosy były spięte w wysokiego kucyka, a twarz popudrowana. Oczy podkreślały wachlarze czarnych rzęs i kreski na powiekach.
-Idziemy?-zapytała znudzonym głosem.
-Tak ale lepiej się pośpieszmy. Inaczej się spóźnimy i profesor Mortal da nam karne ćwiczenia-odpowiedziała Ad.
W drodze na plac Catty co rusz spoglądała na mnie podejrzliwie. Najwyraźniej sądząc, że tego nie widzę. W końcu za którymś razem spojrzałam na nią i zapytałam:
-Coś się stało?
-Nic się nie stało-odparła.-Po prostu się zastanawiam co robiliście z Alex’ em w bibliotece.
Cholera. A co jeżeli ona się czegoś domyśla? Muszę udawać, że nic się nie działo.
-Byliście w bibliotece?-spojrzała na mnie Ad.
-Nooo tak.
-I co robiliście?-dopytywała Catty.
-No rozmawialiśmy. Znalazłam się w bibliotece przypadkiem i nie miałam co robić, więc usiadłam i zaczęłam czytać.
-A Alex kiedy przyszedł?-pytała dalej blondynka.
-Nie mam pojęcia. Jakieś…dwadzieścia minut potem? Szczerze mówiąc to nie wiem bo zaczytałam się i straciłam kompletnie poczucie czasu.
-Skoro jest tutaj biblioteka będziesz musiała mnie do niej zaprowadzić-zaśmiała się czerwono włosa.
-Noo. A wiesz jaka wielka?-uśmiechnęłam się.
-To co? Pójdziemy po obiedzie?-zaproponowała.
-Jasne.
-Ja tez pójdę-dołączyła się Catty.
-Świetnie-uśmiechnęłam się.
-A co właściwie czytałaś?-wróciła do tematu blondynka.
-Natrafiłam na „Romea i Julię”, a z racji tego, że dawno jej nie czytałam postanowiłam odświeżyć sobie pamięć.
-A…-zaczęła Catty lecz nie dokończyła, gdyż doszłyśmy na miejsce.
-No ile można na was czekać?!-zawołał Matt.
-Już idziemy!-odkrzyknęłam zbiegając na dół.
-Skoro jesteśmy już wszyscy możemy zacząć lekcje-przemówił profesor Mortal, kiedy tylko z dziewczynami dobiegłam do ustawionych w szeregu chłopaków.
-Co dziś będziemy robić?-zapytałam zaciekawiona.
- Czasem się zdarza, że nie mamy przy sobie broni, a musimy się obronić. Dzisiejsza lekcja będzie właśnie temu poświęcona.-Na początek zrobimy tak, że poproszę Alex’ a by stanął na środku,
Profesor stanął naprzeciwko niego.
Przez kilka minut mężczyzna omawiał co chłopak ma dokładnie robić; gdzie postawić stopę, gdzie walnąć, jak unieruchomić i tak dalej.
-No dobrze. Skoro już wiadomo jak to robić. Poproszę pannę Jones by stanęła na środku.
Wyszłam na środek i stanęłam naprzeciwko Alex’ a.
-Będziecie przeciwnikami. Potem będzie kolej Ad i Matt’ a. A na końcu Eric’ a i Catty. Wszystko jasne?
Wszyscy pokiwaliśmy głowami.
-Świetnie. A i jeszcze jedno-odwrócił się do mnie i brązowookiego.-Musicie zastosować chwyty jakie wam pokazałem oraz możecie dodać coś od siebie. Nie możecie wychodzić poza linie jakie zaznaczyłem kamieniami. Gotowi?
-Ja tak-odezwał się chłopak.
Poprawiłam kucyka jakiego przed chwilą zawiązałam i powiedziałam:
-Ja też
-Wiesz, że przegrasz, prawda?-uśmiechnął się zadziornie.
-Chyba chciałeś powiedzieć, że wiesz iż przegrasz-uśmiechnęłam się.
-Taka jesteś pewna?
-Owszem- zarzuciłam teatralnie głową.
-Zobaczymy-puścił mi oczko.
-Skoro skończyliście te końskie zaloty. Możecie już zaczynać-powiedział profesor oddalając się z resztą grupy na drewniane ławki znajdujące się poza liniami pola naszej walki.
Nie zdążyłam nawet się ustawić a chłopak już mnie zaatakował. Zdołałam jednak zablokować ciosy na twarz i kopnąć go w brzuch. Na co on zgiął się w pół, a ja się na niego rzuciłam przewracając się z nim na ziemie. Usiadłam na nim okrakiem i unieruchomiłam mu ręce, tak, że jego głowa znajdowała się po między moimi. Brązowooki zdołał się jednak przekręcić i to teraz ja leżałam.
Kurczę, coś za często jesteśmy w tej sytuacji.
-I co teraz zrobisz?-uśmiechnął się łobuzersko.
-To co zawsze-odparłam.
-Czyli co?
-Uwolnię się i wygram-uśmiechnęłam się.
-Hah, a powiesz mi jak?
-A tak- podniosłam nogę i walnęłam go kolanem w krocze.
Brunet skrzywił się na twarzy, i przewróciłam go na plecy.
-Mówiłam, że się uwolnię-powiedziałam wstając na nogi.-No dawaj!-krzyknęłam do niego.
-To było nieładne zagranie Lindy-odparł wstając.
-W takich walkach nie chodzi o uczciwość. Masz wygrać i tyle-zaśmiałam się.
-Niech ci będzie-powiedział.-Kontynuujmy więc-próbował zadać mi prawego sierpowego, ale schyliłam się w dobrym momencie i go podcięłam. Upadł na plecy.
-Wstaniesz?-zapytałam.
-Podziękuje. Poleżę sobie tutaj i odpocznę.
-Wygrałam!-ucieszyłam się.
-Alex nie wygłupiaj się tylko wstawaj!-krzyknął Matt.-No chyba nie pozwolisz żeby wygrała dziewczyna?!
-Dostałem w jaja Matt! Zobaczymy co ty zrobisz, kiedy w nie dostaniesz!-odkrzyknął.
-Walkę uważam za zakończoną. Lindy wygrała-powiedział profesor.
-Tak!-podskoczyłam.-Wybacz Alex-odwróciłam się do niego i podałam mu rękę.
-Nie ma sprawy. Przyłożę lód czy coś i będzie okay-złapał za nią.
-Nie jesteś zły?-zdziwiłam się, gdy już stał przede mną.
-To była walka. Każdy chwyt był dozwolony. Ale jeżeli możesz, pomóż mi dojść do ławki-zaśmiał się.
-Jasne-weszłam mu pod ramię i zaczęłam prowadzić go w jej stronę.
-Nie martw się stary. Ocalę nasz honor-klepnął go w ramie Matt, kiedy szedł na środek.
-Zobaczymy-odezwała się Ad, która szła z drugiej strony.-Gratulacje Lindy-klepnęła mnie w tyłek.
-Ad!-krzyknęłam do niej odwracając głowę.
-Hm?-odwróciła się do mnie.
-Nie zmasakruj go za bardzo, okay?
-Postaram się-puściła mi oczko i ruszyła dalej.
I tak jak stawiałam Ad dała Matt’ owi nieźle popalić. Oszczędziła jednak jego krocze, za to brzuch i nogi chłopaka bardzo na tym ucierpiały.
Ostatnią walkę mieli stoczyć Eric i Catty. Pierwszy raz widziałam blondynkę tak wkurzoną. Okładała pięściami chłopaka na oślep, jakby wpadła w jakiś szał. Na końcu kopnęła go w brzuch, a kiedy chłopak zgiął się w pół popchnęła go na plecy.
-Wygrałam?-spojrzała na profesora jakby zdziwiona.
-Cóż…tak.
-Super-wzruszyła ramionami.
-Eric! Stary, żyjesz?!-krzyczał Matt ledwo co idący w jego stronę.
-Jeszcze tak!-odkrzyknął tamten podnosząc rękę.
-Już do ciebie idę!
-To co? Dziewczyny górą?-spojrzała na mnie Ad.
-A jak!-zaśmiałam się przybijając z nią piątkę.
Profesor stwierdził, że zajęcia zostaną skrócone ze względu na uszkodzenia cielesne chłopaków. Polecił nam również abyśmy pomogły swoim przeciwnikom dojść do zamku. I właśnie w taki sposób szłam naprawdę blisko Alex’ a.
-Bardzo boli?-zapytałam.
-A jak myślisz?-spojrzał na mnie z krzywym uśmiechem na ustach.
-Wybacz-oparłam mu głowę tuż pod szyją.
-Nie ma sprawy. Nie jest tak źle-oparł swoją na mojej.
-Kiedy tylko dotrzemy do zamku położysz się na łóżku, a ja ci przyniosę lód albo coś innego, okay?
-Zgoda.
**********************************************************
Witajcie!
Wracam do Was z kolejnym rozdziałem.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba
Nie mam pojęcia co dzieje się z pingerem.
Nie mogę dodać żadnych gifów, a kiedy dodaję linki do nich wyświetla sie jakiś błąd po kliknięciu w nie.
Zaczyna mnie to powoli wkurzać -.-
Dlatego nie zostaje mi nic innego jak dodać tylko jeden obrazek :c

Pozdrawiam.
A.Wiktoria



  • awatar Ask for continued ;3: Muszę trochę nadrobić bo kilka rozdziałów przegapiłam, ale już się biorę do roboty/ Alex :D
  • awatar Kochająca Książki *.*: Wczoraj natknęłam się na Twoje opowiadanie. Był już późny wieczór, ale historia tak mnie zaintrygowała, że musiałam zacząć czytać! Nie wiedziałam kiedy i zrobiła się północ Hah mega wciągające. Dziś przeczytałam pozostałe rozdziały i jestem pod ogromnym wrażeniem. Masz wielki talent, pozdrawiam. Oczywiście obserwuję. ;) teraz idę na Twojego drugiego bloga Haha
  • awatar Witaj w moim życiu ♥: Zapraszam na 2 rozdział opowiadania :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Rozdział 52


Kiedy wszyscy skończyli jeść i razem z Ad zamierzałam już wyjść z jadalni, zatrzymał mnie dziadek.
-Lindy, czy możemy porozmawiać?
-Zobaczymy się później-powiedziała do mnie czerwono włosa i zniknęła za drzwiami.
-Czy coś się stało?-zwróciłam się do dziadka.
-Nic takiego. Chciałbym ci coś pokazać.
-Rozumiem-uśmiechnęłam się.
-W takim razie chodźmy-ruszył do wyjścia.
Udaliśmy się na trzecie piętro. Minęliśmy mój pokój i stanęliśmy przed drzwiami pomieszczenia, do którego ani razu nie wchodziłam.
-Chciałem ci go pokazać już wcześniej, ale prace by go posprzątać i odświeżyć trochę potrwały-uśmiechnął się otwierając drzwi.
Moim oczom ukazało się średniej wielkości pomieszczenie z czerwonymi ścianami ze złotymi zdobieniami. Podłoga składała się z drewnianych paneli i dużego złotego dywanu. Na którym stała obita czerwonym materiałem kanapa. Na lewo od niej znajdował się kominek. Nad którym wisiał duży obraz z trójką ludzi; kobietą, dziewczynką i jakimś mężczyzną. Na prawo; całą ścianę zajmował drewniany regał wypełniony książkami.
Wracając do obrazu…
Na krześle siedział mężczyzna ubrany w ciemne spodnie i białą koszulę. Na ramionach miał długi płaszcz. Czerwony z (najpewniej)białym futrem gronostajów. Miał brązowe oczy i włosy opadające mu na kark, oraz krótką brodę. Płaszcz i złota korona na głowie wskazywały, że jest królem. Po jego bokach stały żeńskie postacie. Z lewej dziewczynka, z prawej kobieta. Miała na sobie jasnoniebieską suknię, z krótkimi rękawami i rozkloszowaną spódnicą. Na jej szyi znajdował się naszyjnik z pereł. Jej wygięte w lekkim uśmiechu usta miały kolor różu, podobnie jak policzki. Oczy miały kolor nieba, a jej włosy były w kolorze piasku; spięte w koka. Dziewczynka miała na sobie białą sukienkę, z długimi rękawami. Spódnica była rozkloszowana i sięgała jej do kolan. Miała długie, kręcone włosy w kolorze węgla i niebieskie oczy.
-Namalowano go zanim zmarła-usłyszałam.
-Ta kobieta?
-Tak. Nazywała się Aileen i była moją żoną-odparł.
-W takim razie ta mała dziewczynka, to moja mama?
-Zgadza się. Miała wtedy osiem lat-powiedział.
-Czemu babcia zmarła?
-Zachorowała. Przebrana za żebraczkę chodziła do miasta by pomagać biednym. Była taka dobra…-westchnął.-Pewnego dnia zasłabła w zamku. Medyk zdiagnozował u niej chorobę zwaną enfermid. Polega na tym, że człowiek ma trudności z oddychaniem, nie może się ruszać…aż w końcu umiera-posmutniał.-Zmarła po dwóch dniach.
-Tak mi przykro-położyłam mu rękę na jego lewe ramię.
Położył na moją dłoń swoją z prawej ręki.
-Jej imię w staro ardealskim znaczyło: światło. Co bardzo do niej pasowało bo…była takim światłem w moim życiu. Oświecała każdy mój dzień-uśmiechnął się smutno.
-Po jej śmierci już się nie ożeniłeś?-zapytałam.
-Nie. Postanowiłem nie pokochać innej kobiety. Choć wiem, że ona by tego chciała.
-Jestem pewna, że jeszcze będziesz szczęśliwy-uśmiechnęłam się.
-Nie zewlekajmy z dalszą prezentacją-odwzajemnił uśmiech.
Po przeciwnej stronie kominka stało biurko ze złotymi zdobieniami oraz z kilkoma szafkami. Stał na nim kałamarz i pióro oraz stosik kartek.
Obok na ścianie wisiał kolejny obraz.
Znajdowała się na nim moja mama siedząca na białym koniu i dziadek siedzący na brązowym. Widać było, że obraz został namalowany, kiedy była starsza. Ubrana była w prostą ciemnoniebieską sukienkę z przylegającymi do rąk, długimi rękawami. Na plecach miała kołczan wypełniony strzałami. A w prawej ręce trzymała łuk.
-Miała czternaście lat-powiedział dziadek.-Musisz wiedzieć Lindy, że twoja matka nie była prawdziwą księżniczką. Nie była dziewczęca, niewinna ani też dobrze wychowana. Owszem, uczyła się manier i etykiety dworskiej ale nigdy się ich nie nauczyła-zaśmiał się.-Kiedy miała czternaście lat ubłagała mnie, bym zabrał ją na polowanie. Wziąłem ją po to by jej pokazać, że to nie dla niej, i że z pewnością niczego nie ustrzeli-uśmiechnął się.-I wtedy mnie zaskoczyła. Ba, nie tylko mnie, wszystkich mężczyzn będących wraz z nami. Ustrzeliła reecapre, w waszym świecie jest to sarna-wyjaśnił.-Ten obraz namalowano następnego dnia.
-Była…niesamowita- uśmiechnęłam się.
-Zgadza się. Niestety z wiekiem zaczynały pojawiać się problemy-powiedział dziadek odwracając się i idąc dalej.
-Jakie?-zapytałam.
-Cóż, twoja matka miała pewien dar-otworzył dwuskrzydłowe białe drzwi, których na początku nie widziałam.
Weszliśmy do pomieszczenia, którym okazała się sypialnia.
Była nie duża. Naprzeciwko drzwi mieściła się drewniana pomalowana na biało toaletka ze złotymi wzorami. Ściany miały kolor bieli, a podłoga składała się z dywanu we wzory. Z sufitu zwisał brylantowy żyrandol. Spojrzałam w bok i zobaczyłam duże łóżko. Jakby wbudowane w ścianę. Po drugiej stronie pokoju znajdowało się wyjście na balkon i duża szafa.
-Słyszałam. Potrafiła przemieszczać się za pomocą portali. Z czasem potrafiła wytworzyć taki, który był po między światami-powiedziałam.
-Zgadza się. Zanim jednak opanowała swój dar przemieszczała się od tak. Pamiętam jak często martwiłem się o nią, gdyż znikała na całe dnie. Mógłbym ją związać a ona i tak by się przeniosła-odparł dziadek.-To kiedyś była jej sypialnia.
-Naprawdę?
-Tak-uśmiechnął się.-Kazałem ją odświeżyć, gdyż uznałem, że mogłabyś chcieć tutaj zamieszkać.
-Mogłabym?-zdziwiłam się.
-Jeżeli tylko chcesz.
-Dziękuję!-rzuciłam mu się na szyję.
***
-Nie, nie, nie-powtórzyła znowu Panna Lacroix.-Księżniczka chodzi z gracją. Wyprostowaną głową i uśmiechem-dodała.-Nigdy się nie garbi, nie mówi z pełnymi ustami, nie beka ani nie daje innych fizjologicznych sygnałów swojego ciała.
-Powtarza to pani.
-Wiem, ale jeżeli nie będę tego powtarzać trudno będzie księżniczce to zapamiętać, czyż nie tak?-spojrzała na mnie wymownym wzrokiem.
-Tak-westchnęłam.
-Przejdźmy do następnej części lekcji.
Przez całe dwie godziny przechodziłam męki jakimi były zasady jak mam się zachowywać przy stole, jak mam chodzić, mówić, czy jeść. Bardzo mnie to wkurzało i cały czas miałam ochotę otworzyć portal bezpośrednio do mojego pokoju w Beverly Hills i nigdy tu nie wracać. Chciałam jednak dowiedzieć się czegoś więcej o mojej mamie, bo jak się okazuje, wiele o niej nie wiedziałam. Poza tym polubiłam tutaj kilka osób i chciałabym poznać je jeszcze bardziej. Kiedy lekcja się skończyła od razu wyruszyłam na poszukiwania Alex’ a. Przemierzałam właśnie jeden z korytarzy i natknęłam się na Carlottę niosącą kosz ubrań.
-Wasza Wysokość-ukłoniła mi się.
-Witaj Carlotto. Wiesz może gdzie znajdę Alex’a?
-Wydaje mi się, że pan Gooldan powinien być w stajni-odparła.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się i ruszyłam w dalszą drogę.
Kiedy dotarłam na miejsce okazało się, że nie zastałam tam brązowookiego.
Mężczyzna zajmujący się końmi powiedział mi, że chłopak tutaj był ale zaraz gdzieś poszedł. Trochę zawiedziona wróciłam do budynku. Zaczęłam chodzić po korytarzach bez jakiegokolwiek celu. Przemierzając kolejny dostrzegłam jakąś kobietę z kilkoma książkami w rękach. Ledwo co je utrzymywała, a chciała otworzyć drzwi. Podbiegłam do niej i pomogłam jej nim wypuściła wszystkie z rąk.
-Oh dziękuję-westchnęła.-Och…księżniczko!-ukłoniła mi się wypuszczając z rąk kilka książek.-Ależ ze mnie niezdara-schyliła się by je podnieść.
-Pomogę ci-schyliłam się i już miałam złapać w dłoń jedną z nich, gdy powstrzymał mnie głos dziewczyny:
-Nie musi księżniczka! To mój obowiązek.
-Ale chcę-uśmiechnęłam się i podniosłam książkę.
-Dziękuję Wasza Wysokość-odwzajemniła uśmiech kłaniając mi się.
-Co tutaj jest?-zapytałam wskazując na drzwi.
-Biblioteka- odparła je otwierając.
Moim oczom ukazało się ogromne pomieszczenie. Z białymi zdobionymi malowidłami ścianami i z podłogą pokrytą kafelkami. A przede wszystkim: ogromną ilością półek z książkami.
-Jest…niesamowita-spojrzała na nią.
-Proszę iść kilka kroków dalej i spojrzeć w prawo-uśmiechnęła się.
Zrobiłam tak, a moim oczom ukazał się szeroki, korytarz z kolejną ilością malowideł, książek i okien.
-A więc biblioteka podoba się Waszej Wysokości?-usłyszałam za sobą.
-Bardzo-odwróciłam się z uśmiechem.
I dopiero wtedy zwróciłam w ogóle uwagę jak ona wygląda.
Oczy dziewczyny kryły się za okularami w okrągłych oprawkach. Dostrzegałam jednak, że ma zielone oczy. Jej kasztanowe włosy, które najpewniej miały falowany układ; były spięte z tyłu głowy. Jednak z obydwóch stron, zwisały pasma włosów, które sięgały jej żuchwy. Ubrana była w ciemnoczerwoną suknię, z krótkimi bufiastymi rękawami bez dekoltu.
-Jak ci na imię? Ja jestem Lindy.
-Wiem jak Wasza Wysokość ma na imię-uśmiechnęła się.-Jestem Suzanna- ukłoniła mi się.
-Miło cię poznać-wyciągnęłam do niej rękę.
Patrzyła na nią przez chwilę.
-Tam gdzie się wychowałam podaje się komuś rękę na przywitanie-powiedziałam.
-Jestem tego świadoma księżniczko, w naszym świecie również się tak robi, ale…nie wiem czy mogę.
-Nie wiesz czy możesz uścisnąć mi dłoń?-zdziwiłam się.
-Nie jestem tak wysoko postawiona, by móc uścisnąć Waszej Wysokości dłoń.
-Ale ja ci pozwalam-uśmiechnęłam się.
Niepewnie wyciągnęła w moją stronę swoją chudą dłoń. Dostrzegłam, że lekko się trzęsie.
-Więc miło cię poznać-uścisnęłam ją.
-Tak. Mi również miło-uśmiechnęła się nieśmiało.-Bardzo księżniczkę przepraszam, ale musze się zająć moją pracą.
-Rozumiem. Pozwolisz, że trochę tutaj pozwiedzam?-zapytałam.
-Oczywiście. Cała biblioteka jest do księżniczki dyspozycji-uśmiechnęła się.
Ruszyłam zatem w jej głąb. Duże okna rozświetlały ogromne pomieszczenie. Dostrzegłam, że w kilku miejscach znajdują się schody, które prowadzą na wyższe półki. Weszłam jednymi z nich na górę.
Zaczęłam przeglądać pełne książek półki, gdy natrafiłam na znany mi tytuł:” Romeo i Julia”. Szczerze mówiąc przeczytałam to raz w życiu, ale niczego nie pamiętam. Wyjęłam egzemplarz i usiadłam na białej kanapie znajdującej się tuż przy oknie. Otworzyłam i zaczęłam czytać.

Z każdą stroną ta historia zaczęła podobać mi się coraz bardziej. Romeo i Julia zakochują się w sobie nie wiedząc, że w rzeczywistości są swoimi wrogami. Dlatego musza się ukrywać. Wow! Tak jak ja i Alex. My też musimy się ukrywać.
-Wasza Wysokość!-usłyszałam nagle.
Wystraszyłam się tak, że o mało nie wypuściłam książki z rąk.
-Tak?-wstałam i podeszłam do barierki.
-Proszę mi wybaczyć, że przeszkadzam, ale muszę wyjść-powiedziała Suzanna.
-Rozumiem. Nic się nie stanie jeżeli pójdziesz-odparłam.
-Zatem idę. Do zobaczenia księżniczko!
-Do zobaczenia!-odkrzyknęłam i wróciłam do czytania książki.
Bardzo się w nią wciągnęłam. Tak bardzo, że nie usłyszałam otwierających się drzwi, ani kroków.
Nagle poczułam zimny powiew na karku. Aż podskoczyłam.
-Spokojnie to tylko ja-usłyszałam czyjś śmiech.
Odwróciłam się i zobaczyłam Alex’ a.
-Ty głupku! Chciałeś żebym dostała zawału?!-wstałam.
-Nie kryłem się ze swoją obecnością. Byłaś tak zaczytana, że nie wiedziałem jak cię wyrwać z tego zahipnotyzowania-odparł na swoją obronę.
-I właśnie dlatego musiałeś chuchnąć na mój kark? Wystarczyło mnie szturchnąć-burknęłam.
-Oj nie obrażaj się-uśmiechnął się łobuzersko.-A tak właściwie co czytasz?-spojrzał na rozłożoną książkę leżącą na kanapie.
-Nic takiego-zabrałam ją szybko.
-Czemu nie chcesz mi pokazać?-zaciekawił się.
-Bo…bo to nic takiego. Mówiłam ci-odparłam.
-Nic takiego i ukrywasz to za plecami, hm?-wstał i podszedł do mnie.
-Nie ukrywam po prostu…zawsze tak trzymam książki-zaczęłam się cofać.
-Za plecami? Ciekawe…-w ciągu jednej sekundy wyrwał mi ją z rąk.
-Co też Lindy czyta, hm…
-Oddaj mi ją!-rzuciłam się na niego.
-Zaraz, zaraz- uśmiechnął się. Zaraz potem zaczął czytać udając przejęcie:
-"Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo!
Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę!
Lub jeśli tego nie możesz uczynić,
To przysiąż wiernym być mojej miłości,
A ja przestanę być z krwi Kapuletów"- Czytasz „Romea i Julię”? Dlaczego?-spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Bo chcę-zabrałam mu książkę.
-Rozumiem, że lubisz książki przepełnione romansem?
-Nie. Po prostu czytałam ją wieki temu, i chciałam sobie odświeżyć pamięć-wyjaśniłam idąc w stronę kanapy.
-Rozumiem. Słyszałem, że mnie szukałaś…coś się stało?-usłyszałam.
-Nic się nie stało. Po prostu…chciałam z tobą porozmawiać…
-O czym?
-O niczym ważnym. Od tak po prostu-powiedziałam odwracając się do niego.
-Ahaaa. Czyli nic się nie stało?-zaczął podchodzić do mnie z rękami złączonymi za plecami.
-A co miało się stać? Po prostu…chciałam z tobą pogadać.
-Przyznaj się, że szukałaś mnie tylko po to żeby mnie pocałować-uśmiechnął się.
-Ja? Pff. Nie potrzebuje cię całować.
-Nie?-podszedł bliżej.
-Nie-uśmiechnęłam się złośliwie.
-Oj nie zgrywaj twardej. Przyznaj się.
-Nie zamierzam się przyznawać do kłamstwa-usiadłam na kanapie. Otworzyłam książkę i skierowałam wzrok na jej karty.
-Czyli…nie chcesz mnie całować?-usiadł obok mnie.
-Raczej nie.
-Świetnie. Więc…pójdę do Catty-wstał.
Oniemiałam. Że co?! No on chyba żartuje!
-Alex!-wstałam i zrobiłam dwa kroki w jego stronę, gdy nagle się odwrócił i przywarł ustami do moich.
Zamknęłam oczy. Jego usta są tak miękkie…a do tego smakowały miętą.
-A jednak chcesz-uśmiechnął się łobuzersko, przerywając pocałunek.
-Głupek-uśmiechnęłam się i na powrót przylgnęłam do jego warg.
**********************************************************
Witajcie!
Wracam do Was z koljnymi wypocinami
Mam nadzieję, że się Wam spodobają.
Cóż, w szkole idzie mi średnio.
Ale dobra!
Bardziej mnie ciekawi co u Was się dzieje
Piszcie!

Pozdrawiam.
A.Wiktoria


Sypialnia(a przynajmniej jej część xd)



Bibloteka (gdybym mogła to chyba bym w niej zamieszkała xd)



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
8.
Imię i nazwisko: Eric Viver.
Wiek: 18 lat.
Data urodzenia: 24.07.1997r.
Rodzice: Kevin i Geena Viver.
Rodzeństwo: Kimberly i Jessica Viver.




9.
Imię i nazwisko: Vanessa Simms.
Wiek: 61 lat.
Data urodzenia: 05.10.1954r.
Rodzice: Peter i Danielle Simms.
Rodzeństwo: Lilianne Simms.




10.
Imię i nazwisko: Elaine Ganrif.
Wiek: 70 lat.
Data urodzenia: 01.08.1943r.
Rodzice: Ryan i Nicole Ganrif.
Rodzeństwo: Peter, Angelica i Martin Ganrif.




I to już koniec

Zapewne zauważycie, że na zdjęciu pokazującym moje wyobrażenie Ad. Dziewczyna nie ma czerwonych włosów.
Niestety nie mogłam znaleźć innej, która będzie miała takie włosy i rzeczywiście będzie pokazywała, jak wyobrażam sobie Ad.

Jak i zapewne zauważycie, że w opisie Vanessy kobieta ma brązowe włosy. I tutaj jest dokładnie taka sama sprawa z Ad

Wrócę do Was niedługo z nowym rozdziałem

Pozdrawiam.
A.Wiktoria
  • awatar Will Give You My Heart ♥: @zuuuziczek: Rozumiem. I naic do tego nie mam xd Tak jak tłumaczyłąm w poprzednim wpisie chciałam naprawić swój błąd.
  • awatar zuuuziczek: Ja tak szczerze mówiąc, to zwracam niewielką uwagę na zdjęcia postaci, bo w trakcie czytania i tak mam swoje wyobrażenia i zapominam jak bohaterzy wyglądali na zdjęciach..:p
  • awatar ♛ ѕateenkaari ❤: Dobry opis. :D Teraz już się połapałam. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Cześć Wszystkim!
Zaczynając to opowiadanie byłam dokładnie w trzeciej klasie gimnazjum. I pamiętam,że kiedy tworzyłam bohaterów brałam pierwsze lepsze obrazki z internetu,nie do końca zastanawiając się nad tym,że postacie na obrazkach a w mojej głowie bardzo się różnią.
Chciałabym to teraz naprawić.
Dlatego własnie dodaje te dwa wpisy.


PS.Mam nadzieję, że się nie obrazicie :c



1.


Imię i nazwisko: Lindy Jones.
Wiek: 17 lat.
Data urodzenia: 20.08.1997r.
Rodzice: Annabelle i Christopher Jones.
Rodzeństwo: brak.

2 i 3
Imię i nazwisko: Christopher Jones.
Wiek: 40 lat.
Data urodzenia: 04.10.1975r.
Rodzice: Albert i Melanie Jones.
Rodzeństwo: Marcus Jones.


Imię i nazwisko: Violet Jones
Wiek: 35 lat.
Data urodzenia: 15.01.1970r.
Rodzice: Richard i Susan Allen.
Rodzeństwo: Robert Allen.



4.
Imię i nazwisko: Alexander "Alex" Gooldan.
Wiek: 18 lat.
Data urodzenia: 25.06.1997r.
Rodzice: Xavier i Bethany Gooldan.
Rodzeństwo: Jane Gooldan.



5.
Imię i nazwisko: Adele "Ad" Brand.
Wiek: 17 lat.
Data urodzenia: 23.10.1997r.
Rodzice: Jackson i Michelle Brand.
Rodzeństwo: Ingrid Brand.



6.
Imię i nazwisko: Matthew "Matt" Ashton.
Wiek: 17 lat.
Data urodzenia: 02.11.1997r.
Rodzice: William i Elizabeth Ashton.
Rodzeństwo: Leonard i Theodor Ashton.



7.
Imię i nazwisko: Catharina "Catty" Scout.
Wiek: 18 lat.
Data urodzenia: 01.09.1997r.
Rodzice: Robert i Emily Scout.
Rodzeństwo: Inez Scout.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej!
Z racji tego, że zostałąm nominowana przez: http://soundsoftheworld.pinger.pl/ dodaję ten wpis.


Zasady:
1. Wstawiaj zdjęcia zgodnie z poleceniami.
2. Dobrze się przy tym baw.
3. Nominuj 4 osoby.
4. Poinformuj osoby, które chcesz nominować.


1.Zdjęcie, które cię rozśmiezyło.





2. Zdjęcie, które cię zasmuciło.




3.Zdjęcie twojej ulubionej gwiazdy.
I tutaj mam podobnie, jak ta Pani co mnie nominowała xd
Przejdźmy zatem dalej.


4.Zdjęcie z twojego ulubionego filmu/serialu/programu.





5.Twój ulubiony cytat(ja mam ich kilka).








6.Zdjęcie twojego ulubionego zwierzęcia.
Aslan <3



7. Ulubione zdjęcie z twojego bloga.
(Rozdział 23. Nie wiem czy autorka może mieć swój ulubiony rodział/wątek ale tak się składa, że ja mam i jest on zawarty właśnie w wymienionym rozdziale :3)


8.Sfotografuj swoje buty (jeśli nie możesz, wstaw zdjęcie fajnych butów).



9. Zdjęcie niesamowitego miejsca.


Marina Grande, Capri, Włochy.

10.Zdjęcie, które cię opisuje.



11. Dowolne zdjęcie.



Nominuję:
1.http://truskaweczka001.pinger.pl/
2.http://shrek88.pinger.pl/
3.http://princesssoul.pinger.pl/
4.http://fuckingmemories.pinger.pl/
5.http://nawiedzone.pinger.pl/

Pozdrawiam.
A.Wiktoria
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Rozdział 51


Wyprostowałam się z uśmiechem. Chwilę później leżałam już na łóżku. Musiałam odpocząć- za dużo wrażeń jak na jedną noc.
Nie dane mi było jednak długo poleżeć, gdyż do komnaty wpadła Ad.
-Co się…-zaczęłam.
-Musimy iść. Teraz!-podeszła i zaczęła ciągnąć mnie za rękę.
-Ale co się stało?
-Catty. Zamknęła się w swoim pokoju i nie chce wyjść-wyjaśniła.
I o to tyle krzyku? O Catty, która się na coś obraziła? Serio? No to są chyba jakieś jaja. Nie będę grzała do jej komnaty tylko po to żeby się dowiedzieć co takiegoż się stało biednej, nieporadnej Catty. Oj, oj aż mi łezka się zakręciła w oku.
-Słuchaj Ad może nie powinniśmy jej przeszkadzać? W końcu zamknięcie się w swoim pokoju oznacza, że chce się byś samym-chciałam wybrnąć jakoś z tej sytuacji.
-Płakała. Lindy jest tutaj z nami odkąd przeszliśmy przez portal. Pomagała nam i jest częścią naszej paczki. Nie możemy jej tak zostawić.
I tutaj Ad miała rację. Cholera. Miała rację! Eh…nie mogę być bez serca.
-Dobrze. W takim razie chodźmy-odparłam.
Po chwili znalazłyśmy się przed drzwiami do komnaty blondynki.
-Catty?-odezwała się Ad pukając do drzwi.
Cisza.
-Wiem, że tam jesteś. Otwórz.
I znowu cisza.
Wkurzyłam się więc postanowiłam użyć mojego daru by otworzyć drzwi. Skupiłam się na zamku i sprawiłam, że kluczyk jaki w nim tkwił przekręcił się. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Dziewczyna leżała na swoim łóżku. Podeszłam do niej i razem z Ad kucnęłam przy meblu.
-Powiedziałam mu-usłyszałam głos Catty.
Płakała. Jej makijaż stopniowo znikał z pomocą łez.
-Komu co powiedziałaś?-zapytała Ad.
-Alex’ owi. Powiedziałam co do niego czuje.
Cholera jasna. A on pewnie ją odrzucił. Z jednej strony się ucieszyłam bo wiedziałam, że Alex mnie kocha. Ale z drugiej…zaczynało mi być szkoda Catty.
-A on…?-dołączyłam się.
-Powiedział, że kocha już inną dziewczynę. Powiedział też, że może być moim przyjacielem i, że gdyby nie kochał już innej to może mielibyśmy szansę.
-Oh Catty tak mi przykro-Ad zaczesała za ucho włosy opadające na twarz dziewczyny.-Czasem się tak zdarza, ale jestem pewna, że jeszcze się zakochasz. I tym razem w kimś, kto zakocha się w tobie-uśmiechnęła się.
-Ad ma rację. Rozumiemy, że jest ci smutno ale…
-Nie chcę kogoś innego!-usiadła.-Chcę Alex’ a!-położyła się plecami do nas.
Przykro mi Alex’ a nie dostaniesz. On jest mój. Cholera ale jak jej to wytłumaczyć? Musze spróbować-wstałam i obeszłam łóżko. Kucnęłam i zaczęłam mówić:
-Rozumiem, że jest ci przykro ale nie możesz pogrążać się w rozpaczy Catty. Z czasem to uczucie przeminie i poznasz kogoś innego kto cię wręcz oczaruje i…
-Oczaruje?-powiedziała jakby do siebie.-To jest to!-podniosła się z łóżka.-Wystarczy, że użyje mojego daru na Alex’ ie i po sprawie!-uśmiechnęła się.-Dzięki Lindy!-uścisnęła mnie i zaraz udała się do łazienki.
-Catty nie to miałam na myśli-powiedziałam idąc za nią.
Zobaczyłam, że ściera rozmazany makijaż za pomocą ręcznika nasączonego wodą.
-Nawet jeśli to dzięki tobie wpadłam na ten pomysł-odparła z uśmiechem.
-To nie jest dobry pomysł-przyłączyła się Ad.-Nie możesz użyć swojego daru na Alex’ ie.
-Dlaczego?
-Bo to nie uczciwe-odparłam.-A co jeżeli on już wyznał swoje uczucia tej dziewczynie? Skrzywdzisz nie tylko jego ale też ją-odparłam.
-A co jeżeli nie wyznał jej jeszcze tych uczuć? Albo ona go odrzuciła?-brnęła w zaparte Catty.
-Na pewno go nie odrzuciła bo gdyby tak było to Alex zamknąłby się w swojej komnacie albo poszedł na spacer. Znam go, wiem jaki jest-powiedziała Ad.
-W takim razie zostaje opcja, że jej jeszcze tego nie powiedział-odparła Catty.-A ona może go odrzucić, więc tak właściwie uratuje go przed złamanym sercem-uśmiechnęła się.
-Wcale nie! Poza tym, panujesz już nad swoim darem?-zapytałam.
-Nie w pełni ale jest lepiej. Naprawdę.
-Może i jest ale to za mało, żeby nad nim w pełni zapanować Catty-dołączyła się Ad.
-Przyszłyście tu żeby mnie pocieszyć czyż nie tak? A teraz kiedy już nie płaczę i jestem w lepszym nastroju wy to niszczycie. Więc po co właściwe tu przyszłyście? Jesteście moimi przyjaciółkami czy tylko udajecie, że nimi jesteście, co?-założyła ręce na klatkę piersiową. Dopiero teraz zauważyłam, że odnowiła już swój makijaż. Na oczach miała kreski, twarz była przypudrowana, a usta pomalowane na różowo.
-Jesteśmy twoimi przyjaciółkami Catty- odparła Ad( hah, mów za siebie).- I właśnie dlatego, że nimi jesteśmy nie pozwolimy ci popełnić tego błędu.
-Właśnie-powiedziałam.
-Aha czyli co niby zrobicie? Zamkniecie mnie tutaj?
-Jeżeli będziemy musiały-odparła czerwono włosa.
-Wątpię-usłyszałam i nim zdążyłam cokolwiek zrobić blondynka mnie popchnęła i wyleciała z łazienki.
-Łapmy ją!-krzyknęłam ruszając za nią i za Ad.
Wyleciałyśmy na korytarz. Najwidoczniej dziewczyna znała schemat zamku, gdyż pobiegła tak, że ominęłyśmy salę balową i gdzieś się nam zgubiła. Szukałyśmy jej aż natrafiłyśmy się na Eric’ a w towarzystwie Fabii.
-Nie widzieliście Catty?-zapytałam.
-Dosłownie chwilę temu tutaj była. Pytała gdzie jest Alex-odparł Eric.
-A gdzie on jest?
-Poszedł się gdzieś przejść z Matt’em. Mogą być w ogrodzie-powiedział brunet.
-Dzięki!-ruszyłam.
Chwilę później już biegłyśmy. Widziałyśmy już Catty. Okazało się jednak, że w ogrodzie nie było ani Alex’ a, ani Matt’a. Najpewniej udali się do lasu. Biegłyśmy za nią dalej. Była całkiem szybka. Kiedy wbiegłyśmy między drzewa zrobiło się od razu ciemniej. Słabe światło księżyca przenikało przez gałęzie drzew. Prawie nic nie widziałam. Ale Ad stworzyła kulę ognia, która leciała przed nami.
-Catty stój!-krzyknęłam, ale ona już zniknęła za zakrętem.
Plac treningowy. Tam musi być Alex.
Po chwili tam dotarłyśmy. Plac oświetlony był pochodniami jakie mieściły się dookoła niego. Zapalało się je bardzo prosto. Do każdej prowadziły cienkie usypane jakimś proszkiem dróżki, które po odpaleniu w ciągu kilku sekund docierały do pali i podpalały jego końce, jakimi były pochodnie. Ale to nie jest teraz ważne. Wracając do Catty. Dziewczyna jednak zbiegała już na dół i zmierzała do chłopaków walczących na miecze.
-Catty!-krzyknęłam, gdy zbiegałam za Ad. Ale było już za późno. Blondynka spojrzała brunetowi w oczy.
-Nie!-dobiegłyśmy do nich.
Dziewczyna spojrzała na mnie złośliwie i odwróciła się do chłopaka.
-Alex, powiedz mi…kochasz mnie?-położyła mu ręce na ramionach.
-O co w tym wszystkich chodzi?-dołączył się Matt.
-Cicho!-zwróciła się do niego Ad.
-Ja…-zaczął chłopak.
Cholera znów go straciłam. Dopiero co go odzyskałam, a już znowu go nie mam. Dlaczego to mnie właśnie musi się przydarzać coś takiego? Mam niewyobrażalnego pecha w kwestii miłości.
Cholera.
-Nie Catty. Przykro mi, ale cię nie kocham-odparł jednak po chwili zdejmując ręce dziewczyny ze swoich ramion.
-Co?!-blondynka patrzyła na niego jak na idiotę.-A-ale przecież…użyłam na tobie mojego daru…powinno zadziałać!
-Zasada miłości-powiedziała Ad.-No tak! Na osobę już w kimś zakochanym nie zadziała żaden czar, bowiem broni go aura miłości.
-To znaczy…-zaczęła Catty.
-Że nie możesz sprawić bym się w tobie zakochał-dokończył Alex.-Bo prawda jest taka, że kocham…
-Kogoś innego- powiedziałam w obawie, że będzie chciał wymówić moje imię.-Widzisz Catty? Mówiłam ci! A teraz wydaje mi się, że powinniśmy wszyscy wrócić do zamku, zgodzicie się ze mną?
-Tak. Lepiej wracajmy-odparła smutnie Catty.
-Popieram-dołączył się Matt.
Puściłam ich wszystkich przodem sama zostając na końcu z Alex’ em.
-Czemu mi przerwałaś?-zapytał cicho.
-Bo nie chcę żeby się dowiedzieli. Nie teraz. Widzisz w jakim ona jest stanie, na pewno byłoby jej przykro-wyjaśniłam.
-No dobrze, ale kiedy zamierzasz im powiedzieć?
-Na pewno wtedy kiedy Catty poczuje się lepiej-odparłam.
-A ile może to potrwać?
-Nie mam pojęcia. Może tydzień, może miesiąc…
-Miesiąc?! Chcesz czekać aż tyle czasu?-zdziwił się.
-Jeśli będzie trzeba. No chyba, że stwierdzisz, że nie warto czekać i…znajdziesz sobie kogoś innego.
W jednej chwili przygwoździł mnie do pnia drzewa.
-Nie zamierzam znaleźć sobie kogoś innego- powiedział i przylgnął do mnie ustami.
Oparłam ręce na jego ramionach.
-Mogę czekać nawet i rok, jeżeli tylko powiesz-dodał, gdy odsunął swoje usta od moich.
-Kocham cię-odparłam z uśmiechem.
-A ja ciebie-przytulił mnie.
-Ej gdzie wy jesteście!-dało się słyszeć.
-Ostatni pocałunek?-zapytał.
Przylgnęłam swoimi ustami do jego.
-Obym na następny nie musiał długo czekać-powiedział puszczając mnie przodem.
Zaśmiałam się.
-Gdzie wyście byli?!-zapytała Ad.
-Zgubiłam but i Alex pomógł mi go szukać-wyjaśniłam.-na szczęście go znaleźliśmy-uśmiechnęłam się.
-Wracajmy do tego zamku-burknęła Catty.
***
Kiedy bal dobiegł końca udałam się wraz z Ad do mojej komnaty. Tam dziewczyna pomogła mi wyswobodzić się z sukni, a ja pomogłam jej. Potem każda się umyła. Ubrane w koszule nocne, jakimi były białe, proste suknie usiadłyśmy na moim łóżku. Czerwono włosa zabrała się za zaplecenie z moich wilgotnych włosów warkocza.
-Powiedz mi…czy po między tobą a Alex’ em coś jest?-zapytała.
-A co ma być? Jesteśmy przyjaciółmi-skłamałam.
-Na pewno? Bo widzę, że...macie się ku sobie.
-Co?! Ad jak mogłaś pomyśleć o czymś tak absurdalnym? Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Niech ci będzie-odparła.
Zaczęłam jednak o nim myśleć. O jego oczach w kolorze czekolady, uśmiechu tak promienistym, że od razu i twoje się rozciągają, o miękkich niczym aksamit ustach. O jego głosie tak przyjemnym dla ucha. O jego ramionach tak ciepłych i wygodnych, że chciałoby się w nie wtulić i już ich nie opuszczać.
Nagle jednak Ad o coś zapytała. Nie wiem nawet o co bo jej nie słuchałam, więc odparłam po prostu „Tak”.
-Wiedziałam!-wybuchła.
-Co, co?-odwróciłam się do niej z transu.
-Myślałaś o nim.
-O kim?-zdziwiłam się.
-O Alex’ ie. Zapytałam cię czy nie sądzisz, że ma ładne oczy, a ty powiedziałaś, że tak! Wiedziałam ha!-uśmiechnęła się tryumfalnie.
-Wcale nie! Po prostu się zamyśliłam, a ty to wykorzystałaś!-zaczęłam się tłumaczyć.
-Taa na pewno-zaśmiała się.-Oj powiedz mi prawdę-zaczęła patrzeć na mnie wyczekująco.
-Tak, jest coś po między nami-burknęłam.
-Tak! Oh Lindy, tak się cieszę!-przytuliła mnie.
-Ale nikomu ani słowa, jasne? A na pewno nie Catty.
-Będę milczeć jak grób-uśmiechnęła się.-A teraz już pójdę. Dobranoc-uściskała mnie jeszcze raz i zarzuciwszy na ramiona srebrny szlafrok wyszła z mojej komnaty.
Ułożyłam się wygodnie na łóżku i zamknęłam oczy.

Następnego dnia zostałam obudzona przez przyjaciółkę w towarzystwie Catty.
-Wstajemy Księżniczko!-zerwała ze mnie kołdrę.
-No chyba cię porypało Ad-burknęłam zakrywając rękoma oczy.-Dajcie mi spać-przekręciłam się na bok.
-Nie ma mowy! Jest godzina 8: 20 i musisz już wstać-odparła.
-Nie wstaje-nakryłam na głowę poduszkę.
-Wstawaj albo obleje cię wodą-usłyszałam głos czerwono włosej.
-Nie zrobisz tego.
-A chcesz się założyć?-dało się słyszeć rozbawienie w jej głosie.
-Nie musze się zakładać, żeby wiedzieć, że tego nie zrobisz.
-Sama tego chciałaś-odparła, a kilka sekund później poczułam zimną wodę na odkrytych nogach.
-Co ty robisz?!-wybuchłam.
-Sama tego chciałaś-zaśmiała się.
-Uduszę cię!-rzuciłam się na nią.
Upadłyśmy na podłogę. Usiadłam na nią okrakiem i unieruchomiłam jej ręce.
-Przynajmniej już wstałaś-uśmiechnęła się.
-Wylej na mnie wodę jeszcze raz, a zobaczysz-odwzajemniłam uśmiech.
-Następnym razem obudzę cię w inny sposób. Okay?
-Zgoda-wstałam i podałam jej rękę.
-Możesz się już ubrać?-usłyszałam głos Catty.
-Cześć. I tak, właśnie idę to zrobić-odparłam z przelotnym uśmiechem. Blondynka miała na sobie fioletową suknię z krótkimi rękawami i obszerną spódnicą. Jej blond włosy były całe w lokach i opadały miękko na ramiona. Na powiekach widniały kreski, a oczy okalały czarne wachlarze rzęs. Usta miały kolor różu, podobnie jak policzki.
Podeszłam do szafy. Otworzyłam ją i założyłam ręce na biodra.
-Hm. W co by się tu ubrać?
Po chwili namysłu wybrałam białą sukienkę z ładnie obszytym dekoltem i rękawami 3/4.
Dziewczyny pomogły mi ją założyć, a potem Ad spięła mi włosy i ozdobiła je spinkami z perłami, co dało zadowalający efekt. Na szyję założyłam naszyjnik z pereł i perłowe kolczyki-wkrętki. Na koniec narysowałam na oczach kreski. Zapewne zastanawiacie się skąd w świecie graniczącym z naszym światem eyeliner? Otóż większość kosmetyków ze świata ludzi ma swoje odpowiedniki tutaj. Eyelinery znajdują się w małych buteleczkach i również mają pędzelki. Nałożyłam na twarz trochę pudru i byłam gotowa.
-Ślicznie wyglądasz-uśmiechnęła się Ad.
-Dziękuję-odwróciłam się do niej. I właściwie dopiero teraz zwróciłam co ma na sobie. Żółtobiała sukienka w kwiaty z rękawami 3/4 idealnie do niej pasowała. Na powiekach również miała kreski, a jej usta miały kolor różu. Swoje czerwone włosy miała spięte w wysokiego kucyka.
-Idziemy?-usłyszałam Catty.
-Tak, chodźmy-uśmiechnęłam się wstając.
Chwilę później schodziłyśmy już po schodach do jadalni.
-Mam nadzieję, że bardzo się nie spóźnimy?-spojrzałam na Ad.
Dziewczyna otworzyła okrągły medalion kończący się jej na klatce piersiowej.
-Jest 9: 04. Nie będą się złościć-machnęła ręką.
Kiedy dotarłyśmy do jadalni, wszyscy siedzący przy stole wstali.
-Dzień dobry Wasza Miłość-ukłonił się z uśmiechem Alex.
-Dzień dobry-odwzajemniłam uśmiech.
-Dobrze, że już dotarłyście. Jedzenie stygnie-odezwał się dziadek.
-Wyglądowi trzeba poświęcić dużo czasu-zaśmiałam się siadając obok niego.-Smacznego- powiedziałam do wszystkich zatrzymując wzrok na Alex’ ie, który siedział naprzeciwko mnie.
-Wzajemnie-odparł z uśmiechem.
**********************************************************
Witajcie!
Wracam do Was z kolejnym rozdziałem.
W szkole idzie mi średnio. Znowu mam problemy z matmą
Nauczycielka mi się zmieniła, a do tego kompletnie nie potrafi prowadzić lekcji.
Ale dobra nieważne.
Bardziej interesuje mnie co u Was :3
Piszcie śmiało!

Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba

Trzymajcie się!
A.Wiktoria

PS. Nie mam pojęcia dlaczego ale nie mogę dodać gifów. Ani na tym blogu ani na drugim.
Nie wiem co się dzieje :c

1-Lindy 2-Ad 3-Catty




  • awatar Raz $ię żyje!: Wreszcie rozdział ;> Catty pewnie wymyśli coś złego -,- Nie cierpię jej !!!! -,- I nie jest mi jej szkoda, bo dlaczego ? Wyraźnie jej powiedział, że kocha kogoś innego i nie powinna darem zmuszać go do bycia z nią. Rozdział genialny ♥ Nie mogę się doczekać następnego *,* P.S. na blokadzie mojego telefonu znajduję się fragment tego rozdziału. Jak byli w lesie i on powiedział, że poczeka nawet rok ♥ Mój drugi ulubiony rozdział :* Ściskam, Kate :*
  • awatar zuuuziczek: Rozdział jak zwykle świetny, mnie akurat nie jest szkoda Catty, bo chciała, żeby się w niej zakochał przez jej dar, a to nie fair.. Pisz szybko dalej, bo się nie mogę doczekać następnego rozdziału..:3
  • awatar ♛ ѕateenkaari ❤: Biedna Catty. :( Cudny <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Rozdział 50


-Chcesz wiedzieć? Już się robi!-wybuchłam.-Co pamiętasz z dnia, kiedy wyruszałam z resztą na poszukiwanie bordowej róży?
-Tylko tyle, że przy mnie byłaś. Słyszałem twój głos.
-Naprawdę nie pamiętasz niczego więcej?-zapytałam.
-Nie.
-W takim razie cię oświecę. Byłeś bardzo słaby…mówiłeś, że umrzesz…a ja tego nie chciałam. Nie chciałam cię stracić-w moich oczach pojawiły się łzy. Pokręciłam głową -Więc zaciekle ci odpowiadałam, że nic ci nie będzie. I w pewnym momencie powiedziałeś, że…że…
-Co takiego? Powiedz!-ponaglił mnie.
-Że mnie kochasz-spojrzałam mu w oczy. -Pod wpływem impulsu…-zaczęłam kontynuować.
-Pocałowałaś mnie-przerwał mi. Wyglądał jakby był w jakiś transie.
-Dokładnie. Potem sądziłam, że nie żyjesz, więc zgodziłam się na ślub z Traduarem. Kiedy po mnie przyszedłeś…byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, nie mogłam wręcz w to uwierzyć. Sądziłam, że wszystko pamiętasz ale ty…ty niczego nie pamiętałeś-po moich policzkach zaczęły spływać łzy.-Bałam się, że mnie znienawidzisz, że to co się stało zniszczy naszą przyjaźń, dlatego milczałam-skierowałam wzrok gdzieś w bok.- Ale kiedy dzisiaj rano zobaczyłam cię z Catty…zabolało mnie to. Ona twierdzi, że jest w tobie zakochana i nie byłoby to dla mnie żadnym problemem, gdyby nie to… że cię kocham-na powrót spojrzałam mu w oczy.
W jednej chwili przylgnął do mnie swoimi ustami. Zaparło mi dech, serce przyśpieszyło. Puścił moje nadgarstki i przeniósł swoje ręce na moją talię, a ja przeniosłam swoje na jego kark.
Trwaliśmy tak przez kilka minut. Gdy odsunął swoje usta od moich i spojrzał mi w oczy.
-Kocham cię-powiedział.
-Naprawdę?
-Tak-uśmiechnął się.-Zawsze cię kochałem.
-Sądziłam, że tylko ja z nas dwojga się zakochałam.
-Jak widać się myliłaś. Przepraszam Lindy, już dawno powinien był ci to wyznać-powiedział.
-Przepraszam, że się na ciebie wściekałam.
-Miałaś do tego całkowite prawo-odparł.-Z resztą też bym się wściekł, gdyby ta cała sytuacja była na odwrót-uśmiechnął się.
Odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam się do niego. Podniósł mnie lekko i zaczął się kręcić.
-Wiesz, że musimy już wracać?-zapytałam, gdy mnie postawił.
-Wiem ale to za chwilę.
-A co będzie teraz?-uśmiechnąłem się.
-To-odparł mnie całując. Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie jeszcze bardziej. Splotłam swoje dłonie na jego karku. Nie wierzyłam w to co się dzieje. Właśnie całowałam się z Alex’ em. Naprawdę nie mogłam w to uwierzyć. To było…spełnienie moich snów.
-Lepiej już wracajmy-powiedział, gdy odsunęliśmy od siebie swoje usta.
-Możemy na razie nikomu o tym nie mówić?
-Dlaczego?-zdziwił się.
-Bo…Catty może być przykro. Ad będzie wkurzona, że nic nie wiedziała, a Matt…nie będzie mógł w to uwierzyć-wyjaśniłam. Poczekajmy z tym trochę, dobrze?
-Więc mam ukrywać, że wreszcie pocałowałem dziewczynę, którą kocham?
-Alex proszę cię. Nie możemy od tak wszystkim tego powiedzieć-odparłam wyswobadzając się z jego objęć.
-Ale dlaczego? Lindy spójrz na mnie-odwrócił mnie ku sobie.-Nie chcę ukrywać, że cię kocham-położył mi dłoń na prawym policzku.
-Ja też nie chce -dotknęłam jej.-Ale jak na razie jesteśmy do tego zmuszeni. Jestem księżniczką. Mam dużo obowiązków i nie mogę od tak wszystkiego rzucić.
-No dobrze, ale nie będę mógł cię normalnie pocałować.
-Będziesz to robił, kiedy nikt nie będzie patrzył-uśmiechnęłam się.
-Niech ci będzie-westchnął.
-Wracajmy już okay?
-Okay-uśmiechnął się zabierając dłoń z mojego policzka. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę zamku.
Kiedy doszliśmy pod schody i zamierzałam już po nich wchodzić Alex zatrzymał mnie swoim głosem:
-Lindy?
-Tak?-odwróciłam się do niego.
Przybliżył się do mnie, tak, że nasz usta dzieliły centymetry. Zamknęłam oczy z myślą, że mnie pocałuje.
-Albo lepiej nie. W końcu mamy się ukrywać, prawda?-usłyszałam jak wchodzi po schodach.
Zaraz co?-otworzyłam oczy i zmarszczyłam brwi patrząc na jego sylwetkę. Odwrócił się w moją stronę.
-Idziesz?-uniósł brew, a potem uśmiechnął się łobuzersko.
-Tak-odparłam unosząc suknię.
Wiedziałam o co chodzi. Specjalnie mnie nie pocałował, tylko po to żeby mi udowodnić, że to co chcemy robić jest złe. Sprytnie Alex’ ie, sprytnie. Zapominasz jednak, że ja również jestem sprytna. Zobaczymy co będzie jak będziesz chciał mnie pocałować-na moje usta wpełzł złośliwy uśmieszek.
Kiedy tylko znalazłam się na Sali zamierzałam udać się do swojej komnaty, ale nagle usłyszałam:
-Oh tutaj jesteś!
Odwróciłam się i zobaczyłam dziadka w towarzystwie jakiegoś nieznanego mi mężczyzny.
-Tak. Poszłam się przewietrzyć-uśmiechnęłam się.
-Lindy poznaj proszę króla Mândrii, Jovan’ a Primavert’ a.
-Księżniczko-ukłonił mi się na co również się ukłoniłam.
Był wysoki, miał ciemnobrązowe krótkie włosy i krótką brodę. Jego oczy były brązowe. Dałabym mu czterdzieści lat.
-Panie, mam nadzieję, że bal jest znośny- uśmiechnęłam się.
-Takie określenie jest błędne. Jest wspaniały-uśmiechnął się lekko.
Nagle obok nas pojawiła się jakaś dziewczyna.
-Ach już jesteś-powiedział do niej.-Księżniczko, poznaj proszę moją córkę Danę(czyt. Dejnę)-dodał.
-Wasza Miłość-ukłoniła mi się.
-Dano-uśmiechnęłam się kłaniając.
Dziewczyna przewyższała mnie o jakieś dwa centymetry. Miała długie, rude włosy, zielone oczy i piegi na całej twarzy. Co tylko dodawało jej urody. Ubrana była w srebrną suknię, z długimi bufiastymi rękawami, których końce zajmowały umieszczone dookoła perły. Podobnie było z niewielkim dekoltem oraz końcem sukni.
-Właśnie coś sobie przypomniałem Medardzie. Muszę z tobą porozmawiać.
-Oczywiście, chodźmy zatem do mojego gabinetu-uśmiechnął się dziadek.-Lindy z pewnością dobrze zajmie się twoją córką.
-Wiem o tym-uśmiechnął się ojciec dziewczyny idąc za moim dziadkiem.
-Masz prześliczną suknię-powiedziałam do niej z uśmiechem.
-Dziękuję-odparła jakby speszona.
-Mam siedemnaście lat. A ty?
-Osiemnaście, ale za pięć miesięcy są moje urodziny-wyjaśniła.
-Rozumiem.
-Mogę o coś Księżniczkę zapytać?-odezwała się za chwilę.
-Wystarczy Lindy-uśmiechnęłam się.-Proszę, pytaj.
-Czy jest już Księżniczka zaręczona?
-Zaręczona?-zdziwiłam się.-Mam dopiero siedemnaście lat.
-Ach no tak. Całkiem zapomniałam. Jesteś ze świata ludzi, a tam chyba nie wychodzi się za mąż w tym wieku, prawda?
-Tak. A tutaj się wychodzi?-moje zdziwienie było coraz głębsze.
-Oczywiście. Dziewczęta wychodzą za mąż w wieku piętnastu lat wzwyż.
-Naprawdę?-przeraziłam się.
-Tak. Moi rodzice chcą wydać mnie za mąż przed moimi urodzinami.
-Czyli to rodzice wybierają ci męża?-zapytałam.
- Najczęściej tak jest. I niestety najczęściej dziewczęta młodsze od nas wychodzą za mężczyzn w wieku twojego dziadka.
-Naprawdę?-wytrzeszczyłam oczy.
-Naprawdę.
-Czy mogę księżniczkę o coś zapytać?-odezwałam się po chwili.
-Mów mi Dana- uśmiechnęła się.
-Czy jest już ktoś kogo kochasz?
-Tak. Wiesz on jest…
-O tutaj jesteś!-nagle usłyszałam.
Spojrzałam w stronę skąd dobiegł głos i zobaczyłam Max’ a w towarzystwie blondynki o moim wzroście.
-Właśnie wróciłam ze spaceru-odwzajemniłam uśmiech.
-Witaj Max-usłyszałam. Spojrzałam na rudowłosą.
-Witaj Dano- uśmiechnął się.-Niesamowite jak wyrosłaś.
-Tak. Ty również-uśmiechnęła się.
-Ekhem.
-Ach tak. Lindy poznaj proszę moją siostrę Dakotę-zwrócił się do mnie.
Dziewczyna miała proste sięgające niewiele za ramiona włosy. Ubrana była w jasnoniebieską prostą suknię, z żółtymi rękawami.
-Miło mi-uśmiechnęłam się do niej pochylając głowę.
-Wzajemnie-odparła ze sztucznym uśmiechem robiąc ten sam gest.
-Dakota? O mamuniu ale ty wyrosłaś!-włączyła się Dana.
-Jak widać-odparła mało entuzjastycznie blondynka.
-Zostajecie na noc jak mniemam?-zapytałam patrząc na całą trójkę.
-Zgadza się-uśmiechnął się Max.
-Ja również-powiedziała Dana.
-Czy zgodziłabyś się ze mną zatańczyć?-zwrócił się do rudowłosej chłopak.
-Chętnie-zarumieniła się i chwyciła go za rękę.
Po chwili zniknęli gdzieś wśród tańczących.
-Czy…-zaczęłam.
-Nie pytaj mnie czy bal można uznać za udany bo to kompletna porażka-powiedziała i za chwilę zniknęła.
A to małpa! Jak ja nie znoszę takich dziewczyn! Lepiej wrócę do swojego pokoju.
Wyszłam z sali i skierowałam się na trzecie piętro. Zaczęłam wchodzić już po schodach, gdy nagle ktoś przygwoździł mnie do ściany. Nie zdążyłam nawet krzyknąć bo ktoś zasłonił mi usta ręką.
-Witaj ponownie-zobaczyłam twarz Alex’ a.
-Ty głupku! Chciałeś żebym dostała zawału?!-wybuchłam kiedy odsłonił moje usta.
-Oj nie gniewaj się-uśmiechnął się łobuzersko.-Kim był tamten chłopak i dziewczyny?
-Max ,jego siostra i księżniczka Dana- wyjaśniłam.-A teraz przepraszam jestem zmęczona-odparłam.
Nic nie odpowiedział. Po prostu się ode mnie odsunął.
-Dziękuję-powiedziałam i ruszyłam w dalszą drogę.
-Odprowadzę cię.
-Jak chcesz-rzuciłam przez ramię.
Po kilku chwilach dotarliśmy pod drzwi mojego pokoju.
-Cóż, tu się rozstajemy-oparłam się o nie plecami i położyłam rękę na klamce.
-Owszem-stał dość blisko mnie.
-W takim razie dobranoc-powiedziałam z uśmiechem przybliżając swoją twarz do jego. Zamknął swoje czekoladowe oczy-uśmiechnęłam się z zadowoleniem.
Cicho uchyliłam drzwi.
-Kolorowych snów-dodałam szybko je zamykając. Spojrzałam przez dziurkę od klucza.
Chłopak przez chwilę stał tam zaskoczony, a potem pokręcił głową z uśmiechem wkładając ręce do kieszeni spodni. Zaraz odszedł.
**********************************************************
I jest kolejny rozdział, a do tego już 50!
Sama się nie spodziewałam, że to opowiadanie ma już tyle czasu
Cóż, ostatnie dni ferii spędzę najpewniej ucząc się matematyki, ponieważ wracam do szkoły a tam czeka mnie sprawdzian z matmy ;_;
No nic, mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba

Życzę Wszystkim tym, którzy obecnie mają i tym, którzy dopiero będą mieć udanych ferii

Pozdrawiam.
A.Wiktoria ;3

Dana



Dakota




Lex- Lindy i Alex♥
  • awatar Ask for continued ;3: Jeju to 50 rozdział a ty nadal masz pomysły :D obu tak dalej.
  • awatar zuuuziczek: Naprawdę świetnie piszesz, ostatnio koleżanka poleciła mi ten blog i tak mnie opowiadanie "wciągło", że przeczytałam całe w jeden dzień..:D Niecierpliwie czekam na następne rozdziały, pisz dalej..:*
  • awatar Beznadziejna nadzieja.: Mega ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Rozdział 49


-Dzisiaj nauczyłam się tańczyć walca-uśmiechnęłam się do taty.
-Sprawdźmy-poruszył zabawnie brwiami.
Zaczął mnie prowadzić, a ja stawiałam kroki tak jak mnie uczył Roger. Nasz taniec przerwał nam dziadek.
-Wybaczcie, że wam przerywam ale Lindy powinna kogoś poznać-powiedział.
-Pójdę zatańczyć z Violet-odparł tata znikając wśród tańczących.
-Lindy poznaj księcia Udvarimbergii Maximiliana Woodpack’ a-kontynuował dziadek.
-Księżniczko-ukłonił mi się wysoki brunet z krótkimi brązowymi włosami. Miał na sobie bladoniebieskie spodnie i długą niebieską kamizelkę ze złotymi guzikami.
-Witam na zamku-powiedziałam. Mam nadzieję, że bal księciu się podoba-uśmiechnęłam się.
-Dziękuję Wasza Miłość-wyprostował się.- Tak, zabawa jest wspaniała-uśmiechnął się.
Miał piwne oczy, a gdy rozciągał usta w uśmiechu, na jego policzkach wyskakiwały dołeczki.
-Miło mi to słyszeć-odparłam.
-Wasza Wysokość, proszę mi wybaczyć, że przeszkadzam-ukłonił się jakiś mężczyzna.- Ale właśnie przyjechał król Mândrii.
-Ach tak. Dziękuję Marcusie. Zaczekaj na mnie przy drzwiach.-odparł dziadek.
-Tak Panie-ukłonił się i odszedł.
-Wybaczcie. Musze iść. Maximilianie sądzę, że moja wnuczka dobrze się tobą zajmie-uśmiechnął się.-Do zobaczenia później.
-Do zobaczeni dziadku- powiedziałam.
Posłał mi uśmiech i odwrócił się. W ciągu jednej chwili tłum się rozstąpił i pozwolił mu przejść. Chwile później ludzie wrócili do tańca.
-Czy mogę prosić do tańca?-usłyszałam.
Skierowałam wzrok na chłopaka.
-Oczywiście-uśmiechnęłam się łapiąc go za wyciągniętą rękę.
Zaczęliśmy tańczyć.
-Jak daleko stąd jest twój kraj?-zapytałam.
-Zależy jak szybkie są konie-pokazał swoje śnieżnobiałe zęby.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Nasze państwa ze sobą graniczą. Więc nie jesteśmy od siebie tak daleko-dodał po chwili.
-Rozumiem. Wybacz, że o to pytam ale jak wiesz, dopiero wróciłam do Hoved.
-Nic się nie stało. To musiało z pewnością być dla ciebie straszne. W końcu niecodziennie ktoś cię więzi-powiedział.
-Właśnie. Ale najważniejsze, że jestem już bezpieczna i mogę spokojnie spać-odparłam.
-Nie mówmy już o tym. W końcu dziś mamy się bawić.
-Racja. Bawmy się zatem-uśmiechnęłam się.
-Czy Książe zgodzi się opowiedzieć mi coś więcej o sobie?-zapytałam po chwili.
-Na początek przestańmy zwracać się do siebie tak oficjalnie-odparł.-Jestem Max-rozciągnął usta w uśmiechu.
-A ja Lindy-odwzajemniłam uśmiech.-To co? Opowiesz mi coś o sobie?
-Z wielką chęcią-okręcił mnie.-Otóż mam siedemnaście lat i jestem Księciem Udvarimbergii, państwa, które jak ci już wspominałem graniczy z Hoved-powiedział.-Mam starszego o dwa lata brata Christopher’ a, młodszą o rok siostrę Dakotę i młodszego o sześć lat brata Nathaniel’ a.
-Wow. Ja jestem jedynaczką.
-I powinnaś się z tego cieszyć-zaśmiał się.
-Kontynuuj-odsłoniłam zęby.
-Tak. Więc mam młodszego o sześć lat brata Nathaniel’ a i psa Brandon’ a.
-Świetnie. Kota też masz?-zapytałam.
-Nie. Kota akurat nie mam-znów się uśmiechnął.
-Szkoda. Lubię koty.
-Ja za nimi nie przepadam-powiedział.
-Ups, coś już zaczyna nas różnić.
-To nie wszystko za czym nie przepadam-dodał.
-Więc słucham dalej-uśmiechnęłam się.
-Hm…trochę tego jest-zaśmiał się.
-Mamy czas.
-Dobrze. W takim razie nie przepadam za galaretką, rybami, pływaniem, pszczołami, pyłkami kwiatów, za tym żebym planował bale, za niewygodnymi strojami i butami-powiedział.
-Nie lubisz pszczół?
-Mam uczulenie na ich jad. Nie miła sprawa-uśmiechnął się krzywo.-A teraz ty mi coś o sobie opowiedz.
-Cóż…-zaczęłam ale przerwał nam jakiś mężczyzna.
-Najmocniej przepraszam, że przeszkadzam ale siostra chce Pana widzieć-zwrócił się do Max’ a.
-Oczywiście. Już idę-odparł.
Mężczyzna zniknął wśród tłumu.
-Wybacz mi Lindy, ale musze iść-spojrzał na mnie.
-Nic się nie stało-uśmiechnęłam się.
-Innym razem mi o sobie opowiesz -wziął mnie za rękę i podniósł ją do swojej twarzy. Ucałował patrząc mi w oczy i odszedł.
Stałam tam jeszcze przez kilka chwil. Postanowiłam nie psuć innym zabawy i udałam się do otwartych drzwi, które prowadziły do ogrodu.
-Lindy!-usłyszałam gdzieś za plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam moją przyjaciółkę.
-O, cześć Ad.
-Gdzieś ty się podziała?-zapytała.
-Spotkałam się z rodziną. Zatańczyłam z tatą i…poznałam przystojnego księcia-uśmiechnęłam się.
-Nie gadaj!-wytrzeszczyła oczy.
-Owszem-zagryzłam dolną wargę.
-Musisz mnie z nim zapoznać.
-A to dlaczego?-zapytałam.
-Bo nie możesz mieć wszystkiego. A ja…chciałabym kogoś poznać-zaśmiała się.
-A Roger?
-Co Roger?-zmarszczyła brwi.
-Ty już wiesz co.
-Oh przestań! Chciałam się po prostu nauczyć tańczyć-odgarnęła warkocz na plecy.
-Jaaaasne- pokiwałam głową.
-Cześć Lindy!-podszedł do nas Matt.
-Cześć Matt-uśmiechnęłam się.
Chłopak miał na sobie szare spodnie i długą szarą kamizelkę z brązowymi guzikami.
-Eric tutaj!-zawołał w stronę tłumu.
Po chwili wyłonił się z niego brunet ubrany w żółte spodnie i długą kamizelkę z czerwonymi rękawami.
-Cześć Lindy-przywitał się.
-Hej-uśmiechnęłam się.-A gdzie Alex i Catty?
-Są gdzieś tam-machnął na tłum.-I tańczą.
A więc sobie tańczą. Świetnie niech sobie tańczą, mam to gdzieś. Bo dlaczego właściwie miałoby mnie to obchodzić? Alex niczego nie pamięta to po pierwsze, a po drugie: przecież tylko majaczył. Więc sprawę uważam za zakończoną. To co powinnam teraz zrobić to: przestać myśleć o nim jako kimś więcej, niż przyjaciel. Tak to najlepsze i najwłaściwsze wyjście z całej tej sytuacji.
-Przepraszam, czy mogłabym zająć chwilkę Księżniczce?-usłyszałam gdzieś z boku.
Spojrzałam w stronę, skąd wyszło pytanie i oniemiałam.
Obok mnie stała Fabia!
Miała na sobie szmaragdową suknię z obszytym czarną koronką dekoltem i końcami długich rękawów. Czarna koronka zajmowała również po bokach rozkloszowaną spódnicę sukni. Włosy dziewczyny były spięte w koka, a z niego wychodziło czarne długie piórko, które tylko dodawało jej uroku. Na jej policzkach można było zauważyć trochę różu. Na jej powiekach widniały kreski, a usta miały kolor różowy.
W ciągu chwili do niej przylgnęłam.
-Zawsze możesz zająć mi chwilkę-uśmiechnęłam się.
-Miło cię znów widzieć-powiedziała, gdy się od niej odsunęłam.
-Ciebie również. Pięknie wyglądasz w tej sukience.
-Dziękuję. Ty również pięknie wyglądasz-uśmiechnęła się.
-Poznałaś już moich przyjaciół?
-Z pewnością znają moje imię, ale ja nie znam ich-odparła.
-W takim razie pozwól Fabio, że przedstawię ci Ad, Matt’ a i Eric’ a-wskazałam na nich po kolei palcem.
-Miło mi was poznać-uścisnęła dłoń blondyna i czerwonowłosej.
Gdy wyciągnęła rękę do Eric’ a ten ją ucałował.
-Ciebie również-powiedział z uśmiechem.-Zatańczymy?
Dziewczyna spojrzała niepewnie w moją stronę.
-Nie musisz mnie pytać o zgodę-uśmiechnęłam się.
-Chętnie-odwróciła się do niego z uśmiechem.
-Lindy obrazisz się jeżeli my z Ad też pójdziemy zatańczyć?-zapytał Matt.
-A kto ci powiedział, że pójdę z tobą zatańczyć?-odezwała się dziewczyna.
-Czy sprawisz mi ten zaszczyt, i zgodzisz się podarować mi jeden taniec panno Brand?-ukłonił się wyciągając do niej rękę.
-Niech ci będzie panie Ashton-uśmiechnęła się pod nosem łapiąc go za rękę.
Po chwili zostałam sama. Sądzicie, że się tym przejęłam?- Błąd!
Odwróciłam się i zeszłam po schodach do ogrodu. Ruszyłam wybrukowaną ścieżką mijając zamknięte kielichy kwiatów. Lekki wiaterek niósł śpiew świerszczy. Kilka kroków i już mogłam usiąść na brzegu marmurowej fontanny. Zanurzyłam dłoń w zimnej wodzie. Wyprostowałam się, zamknęłam oczy i wsłuchałam się w odgłosy nocy. Choć miałam zamknięte oczy widziałam obrazy z przeszłości. I wszystkie były związane ze mną i z Alex’ em.
To jak się poznaliśmy w parku. To jak odkryliśmy, że miejsce, które nazywaliśmy „swoim” w rzeczywistości było „nasze”. To jak często się z nim widziałam, to jak często się ze mną przekomarzał. To jak często mnie pocieszał, a jego ramiona były moim oparciem. To jak pokazał mi „Swoje Beverly Hills”. To jak leżeliśmy na plaży i patrzeliśmy w niebo. To jak zaniósł mnie do pielęgniarki, gdy bolała mnie kostka To jak wygrał ze mną w strzelaniu do celu w wesołym miasteczku i choć nagroda, jaką był Albert była jego, to mi ją oddał. To jak tańczyliśmy na plaży. To jak pokazał mi swoją pracownię. To jak oddał mi swoje łózko w pracowni, a sam spał na fotelu. To jak przeszliśmy tajny korytarz i podsłuchiwaliśmy zebranie rady nauczycieli. Jak złapałam go za rękę, a on ją ścisnął. To jak dodawał mi otuchy przed balem maskowym, podczas którego miałam zdemaskować Wiwianę. To jak tańczyliśmy na balu to jak…jak powiedział mi, że mnie kocha, a ja go pocałowałam. To jak obiecał, że po mnie przyjdzie i przyszedł nim wyszłam za Traduara. Eh…pomyśleć, że tyle razem przeżyliśmy…a tak bardzo się od siebie oddaliliśmy. Dlaczego tak się stało? Dlaczego go pokochałam? Dlaczego właściwie nadal go kocham?!
Ach tak, już pamiętam.
Kocham go za jego oczy, za uśmiech, za to, że zawsze przy mnie był. Za to, że potrafi mnie rozśmieszyć, za to, że we mnie wierzył i za to, że…był w stanie oddać za mnie życie.
Szkoda tylko, że on nie kocha ciebie-odezwał się głos w mojej głowie.
Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Nie płacz głupia!-uszczypnęłam się w rękę.
Zapomnij. Jedno słowo. Jedyne zadanie jakie musisz wykonać. Zapomnij.
Zapomnij o tym co się wydarzyło. Wymarz to z pamięci. Przyjaźnij się z Alex’ em. Śmiało nic nie stoi ci na drodze. Ale przestań go kochać. Zapomnij o tym uczuciu. Bo w zaistniałej sytuacji to jest najlepsze i najwłaściwsze wyjście.
Powinnam wracać. Może kolejny raz zatańczę z Max’ em?
Uśmiechnęłam się na tę myśl. A może…skoro Alex raczej ze mną nie będzie…może powinnam poświęcić uwagę Maximilianowi? Tak to jest dobry pomysł. Zająć się drugim by zapomnieć o pierwszym. Tak, to naprawdę dobry pomysł.
Wstałam i żwawym krokiem skierowałam się na powrót do zamku. Gdy już tam dotarłam zaczęłam przepychać się przez tłum. Gdy ktoś złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Już odwróciłam głowę i….odbiłam się od czyjejś klatki piersiowej. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Alex’ a.
-Nie mieliśmy okazji się przywitać. Cześć-uśmiechnął się.
-Cześć. Przepraszam ale się śpieszę-chciałam jak najszybciej znaleźć Max’ a. Zaczęłam na powrót przepychać się przez tłum, gdy ten się rozstąpił.
-Dziękuję-kiwnęłam głową i ruszyłam spokojnym krokiem, gdy usłyszałam:
- Nie sądzi Księżniczka, że nie grzecznie byłoby nie zatańczyć?
Dopiero teraz się zorientowałam, że muzycy przestali grać. Oczy wszystkich były skierowane na mnie i na Alex’ a. Cholera jeżeli z nim nie zatańczę…nie wywrę na gościach dobrego wrażenia. Świetnie. Po prostu świetnie-westchnęłam odwracając się do niego.
-Ma Pan rację, Panie Gooldan- powiedziałam.-Muzyka!-dodałam idąc w jego stronę.
Muzycy na powrót zaczęli grać.
-Kontynuujcie-zwróciłam się do gości. Na co ci ukłonili się i zaczęli tańczyć.
-Mam nadzieję, że potrafisz tańczyć walca?-spojrzałam na Alex’ a łapiąc go za wyciągniętą rękę.
-Kochanie, umiem tańczyć walca od dwunastego roku życia-powiedział kładąc mi rękę na talii. Przysunął mnie do siebie, tak, że byliśmy naprawdę blisko.
-Świetnie, ale nie mów do mnie „kochanie”-zaczęliśmy stawiać kroki.
Nagle mnie przekręcił.
-Dlaczego?
-Bo tego nie lubię-podnieśliśmy się do pozycji stojącej,
-Dlaczego?
-Jesteś zbyt ciekawy-powiedziałam.
-Taki już jestem-uśmiechnął się.
-Nie tylko taki-dodałam cicho.
-A niby jaki jeszcze jestem?
-Nieważne- odparłam.
-Dla mnie ważne. Mów.
-Skoro tego chcesz. Jesteś też kłamliwy, egoistyczny, większość spraw traktujesz jako zabawę…
-Zaraz, zaraz. O co ci chodzi?-zapytał.
-Chciałeś żebym powiedziała jaki jeszcze jesteś, więc powiedziałam.
-Taki według ciebie jestem?-okręcił mnie.
-A nie jesteś?-zapytałam.
-Nie. Na jakiej podstawie tak sądzisz?
-Ta rozmowa jest bezsensu. Muszę iść-wyślizgnęłam się z jego objęć. Odwróciłam się i zrobiłam krok w stronę tłumu, gdy ten się rozstąpił. Kiwnęłam głową z uśmiechem ruszając do drzwi, prowadzących do ogrodu. Chciałam objeść zamek i wejść do niego przez główne wrota.
-Nie przejmujcie się mną. Muszę się przewietrzyć. Kontynuujcie zabawę-dodałam, gdy przyśpieszyłam korku.
-Zaczekaj!-usłyszałam za plecami głos Alex’ a.
Nie odwróciłam się ani też nie zwolniłam, szłam przed siebie. Zeszłam szybkim krokiem po schodach i już sądziłam, że dał mi spokój, gdy poczułam uścisk na przed ramieniu. Gwałtownie obrócił mnie ku sobie łapiąc przy tym za przed ramie drugiej ręki.
-Możesz mi wyjaśnić o co ci chodzi?
-O nic. Wracaj do środka- odparłam unikając jego wzroku.
-Jesteś zła o tę przegraną walkę, tak?
-Nie. Z resztą to teraz nie ważne. Musze iść-spróbowałam się wyrwać.
-Nigdzie nie pójdziesz dopóki nie odpowiesz mi na moje pytanie.
-Mówiłam. Nie jestem na ciebie zła o te przegraną walkę-odparłam patrząc mu w oczy.
-Nie na to pytanie oczekuje odpowiedzi.
-Daj mi spokój!- wyrwałam się i ruszyłam w stronę drzew. Chciałam się w nich skryć.
-Cały czas przede mną uciekasz. A ja chcę tylko wiedzieć: dlaczego?!
-Nie uciekam!-odwróciłam się do niego.-Po prostu prowadzenie z tobą dalszej konwersacji na ten temat nie ma sensu-na powrót zwróciłam się w stronę drzew i szłam szybkim krokiem. Zbliżając się do nich z każdą sekundą.
-A jak nazwiesz to co teraz robisz?
-Na pewno nie ucieczką-odparłam odwracając się na sekundę, nie przestając iść.
-Tak. Wmawiaj to sobie!
-Oh daj mi już spokój i idź do swojej cholernej Catty!-stanęłam i odwróciłam się do niego.
-Więc o to ci chodzi? O Catty?-uniósł brwi.
-Nie tylko o nią. Z resztą nie ważne i tak cię to nie obchodzi!
-Obchodzi! Gdyby nie obchodziło nie szedł bym teraz za tobą!-odparł.
-Tylko udajesz, że cię to obchodzi! W rzeczywistości po prostu jesteś ciekawy!-krzyknęłam.
-To grzech, że jestem ciekawy co dolega mojej przyjaciółce?!
-Nie-odparłam.
-Powiedz mi co się stało.
-I tak tego nie zrozumiesz-odwróciłam się i ruszyłam po między drzewa, gdy nagle Alex przygwoździł mnie do pnia jednego z nich. Złapał za nadgarstki i je również przygwoździł do pnia. Tak, że moja głowa była po między moimi rękoma.
-Posłuchaj nie wiem o co ci chodzi. Ale ta sprawa dotyczy ciebie jak i mnie, więc mam prawo wiedzieć!
**********************************************************
Witajcie.
Wracam do Was z kolejnym rozdziałem.
Mam nadzieje, że się spodoba
W szkole jakoś mi idzie. Nie mogę powiedzieć, że jest super, ale też nie mogę powiedzieć, że jest bardzo źle.
Ale jak u Was?
Radzicie sobie?

No nic.
Do następnego!
A.Wiktoria

1-Alex 2-Matt 3-Eric


Maximilian


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Rozdział 48


-Jesteś na mnie zła o te przegrana walkę?-zapytał w drodze do zamku.
-Oczywiście, że nie-odparłam patrząc przed siebie.
-A możesz powiedzieć to patrząc mi w oczy?
Stanęłam i odwróciłam twarz ku niemu.
-Nie jestem na ciebie zła-powtórzyłam i ruszyłam.
-Kłamiesz-usłyszałam.
-Nie kłamię.
-Mogłabyś w końcu…-zaczął ale przerwała nam Ad.
-O tu jesteście-powiedziała.-Lepiej się pośpiesz bo ta twoja nauczycielka od manier jest już nieźle wkurzona-złapała mnie za rękę i pospiesznie ruszyła w stronę zamku.
Kiedy tylko dotarłyśmy na zamek natychmiast udałam się do Panny Lacroix.
-Przepraszam za spóźnienie Panno Lacroix- powiedziałam wchodząc do ogrodu, gdzie przy stoliku popijając herbatę siedziała moja nauczycielka od manier.
-Lekcja pierwsza: nigdy się nie spóźniaj-odparła nie odwracając się do mnie. Wstała poprawiła sukienkę i dopiero odwróciła się w moją stronę.
-Oczywiście. Zapamiętam-mruknęłam.
-Wasza Wysokość powinna tez pamiętać, że dama ubiera się wyłącznie w eleganckie suknie. I nie przystoi jej bojowanie-powiedziała lodowatym tonem.
-Proszę mi wybaczyć Panno Lacroix ale nie zdążyłam się przebrać-odparłam grzecznie.
-W takim razie koniecznie musi się Wasza Wysokość przebrać teraz. Proszę Waszą Wysokość by udała się do swojej sypialni na trzecim piętrze-powiedziała.
-Ale moja sypialnia jest na piętrze drugim….
-Od kilku godzin już nie-przerwała mi.- Król zarządził, że księżniczka od teraz będzie mieszkała na piętrze gdzie mieszkać może tylko ktoś z rodziny królewskiej.
-Rozumiem. Czy może mnie Panna Lacroix do niej zaprowadzić?
-Oczywiście. Proszę za mną-odparła chłodno ruszając.
Po kilkuminutowej wspinaczce po schodach dotarłyśmy na trzecie piętro. Kobieta poprowadziła mnie jeszcze przez kawałek korytarza, a potem stanęła przy jednych z drzwi.
-Oto komnata Waszej Wysokości-powiedziała je otwierając.
Moim oczom ukazało się ogromne pomieszczenie z białymi ścianami i drewnianą podłogą. Na ścianach widniało wiele złotych wzorów oraz oprawionych w złote ramy obrazów. Północną ścianę zajmowało ogromne łóżko oraz dwa duże lustra. Po bokach łóżka znajdowały się białe etażerki ze złotym kandelabrem na jednej i wazonem świeżych kwiatów na drugiej. Przy wschodniej ścianie znajdowała się pomalowana na biało toaletka ze złotymi zdobieniami. Przy zachodniej ścianie znajdowała się ogromna biała szafa oraz wejście na balkon. Najbardziej jednak podobał mi się ogromny żyrandol zwisający z sufitu. Oraz złote zdobienia i malunki.
-Jest piękny-powiedziałam.
-Przejdźmy do szafy-odparła kobieta.
Otworzyła ją, a moim oczom ukazało się co najmniej kilkanaście najróżniejszych sukien.
-Gdzie ona jest...hm...-mówiła pod nosem kobieta przeszukując szafę.
-Jest!-powiedziała chwile później wyciągając z szafy złotą suknię z bufiastymi rękawami.
-Mam ją włożyć?-zdziwiłam się.
-Oczywiście. Czy mam pomóc?-zapytała.
Szczerze mówiąc nie chciałam żeby ta baba pomagała mi w zakładaniu tej sukienki. Ale sama przecież też jej nie założę. Cholera.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedziałam.
W szparze otwartych drzwi ukazała się głowa Ad.
-Nie teraz, księżniczka jest zajęta-odezwała się kobieta.
-Z całym szacunkiem panno Lacroix ale ta dziewczyna jest…moja pomocniczką i to ona pomoże mi się ubrać-powiedziałam.
-Rozumiem. Zaczekam na korytarzu-odparła wychodząc z pokoju.
-Ratujesz mnie-uśmiechnęłam się do czerwono włosej.
-Dlaczego?
-Bo nie bardzo uśmiechała mi się myśl, że ta baba będzie pomagała mi ubrać się w tę kieckę. Dlatego ty mi w tym pomożesz moja pomocniczko-zaśmiałam się.
-No okay-zgodziła się.
Przyjaciółka bardzo mi pomogła. Sukienka raczej nie była w moim guście ale postanowiłam, że już ją przeboleję. Kiedy miałam na sobie kreację Ad upięła moje włosy w koka. I byłam gotowa.
Razem z Ad wyszłam z pokoju, gdzie na korytarzu czekała na nas moja nauczycielka.
-A cóż to? Czyż nie jesteś pomocniczką księżniczki?-zwróciła się do Ad.
-Jestem. Czy coś się stało?-zapytała.
-Irracjonalne pytanie. Pomocniczka nie może paradować w takim stroju! A księżniczka nie powinna na to pozwalać-spiorunowała mnie wzrokiem.
-Księżniczko?-czerwono włosa spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
-Panna Lacroix ma rację. Wróćmy zatem do mojej komnaty. Pożyczę ci jakąś sukienkę-otworzyłam drzwi.
-Jak wasza wysokość sobie życzy-odparła Ad przechodząc przez drzwi.
Nauczycielka najwyraźniej chciała wejść z nami ale powiedziałam jej, że damy sobie radę bez jej pomocy. Uff.
-No dzięki-zwróciła się do mnie przyjaciółka, gdy tylko zamknęłam drzwi.
-Ad nie obrażaj się. Co miałam zrobić?
-Odgryźć się jej-burknęła.
-Ad dobrze wiesz, że nie mogę. Jestem księżniczką ale nie mogę być taka wobec innych. Z resztą dziadek na pewno by mnie zganił.
-Eh, dobra wybierzmy jakąś sukienkę-powiedziała idąc do szafy.

***
-Czy potrafi księżniczka tańczyć walca?-zapytała Panna Lacroix, gdy znalazłyśmy się w Sali Balowej.
-Cóż ja…nie potrafię.
-W takim razie dziś księżniczka się nauczy-powiedziała chwile przed tym nim na salę weszli elegancko ubrani mężczyźni, którzy mi się ukłonili i udali się na podest, gdzie znajdowały się już instrumenty muzyczne.
-Będę tańczyć sama?-zapytałam.
-Oczywiście, że nie. Twój partner powinien tutaj zaraz być…oh już idzie. Rogerze tutaj!-krzyknęła do kogoś znajdującego się na korytarzu.
Po chwili na salę wszedł elegancko ubrany chłopak.
-Księżniczko poznaj proszę Roger’ a Kent’ a będzie on twoim nauczycielem od tańca-powiedziała.
Chłopak przewyższał mnie o głowę, miał rude ułożone włosy i brązowe oczy.
-Wasza Wysokość-ukłonił się.
-Więc nauczysz mnie tańczyć?-zapytałam.
-Taki mam zamiar-uśmiechnął się.
-Przepraszam, że przeszkadzam-weszła do pomieszczenia Carlotta.-Wasza Wysokość pozwoli, ale muszę na chwilę wziąć Pannę Lacroix do kuchni.
-Oczywiście. Sądzę, że damy sobie radę-uśmiechnęłam się.
-Dobrze. W takim razie wrócę jak najszybciej będzie to możliwe księżniczko-ukłoniła mi się i wyszła.
-Cóż, zacznijmy zatem naszą lekcję-zwróciłam się do rudowłosego.
-Oczywiście. Na początek musimy się ustawić…
Widać było, że chłopak ma o tym pojęcie. I ma również stalowe nerwy, gdyż podczas tańca często myliłam kroki lub nadeptywałam mu na nogę. Ale w końcu po jakimś czasie zapamiętałam kroki i nie popełniłam żadnej gafy.
-Naszą lekcję mogę w takim razie uznać za udaną- uśmiechnął się.
-Ja również-odwzajemniłam uśmiech.
-Przepraszam, czy księżniczka pozwoli, że spróbuję zatańczyć z Panem?-zapytała Ad.
-Oczywiście, jeżeli tylko Pan Kent nie ma nas na dzisiaj dosyć-zaśmiałam się.
-Uczyć innych tańczyć to moje powołanie-uśmiechnął się.
-Świetnie. Obserwowałam cała lekcję i sądzę, że zapamiętałam kroki- zwróciła się do rudowłosego dziewczyna.
-Sprawdźmy zatem. Muzyka-powiedział wyciągając do Ad rękę.
Muzycy zaczęli grać, a ja postanowiłam, że się przejdę. Otworzyłam drzwi prowadzące do ogrodu. Pogoda była wręcz idealna do spaceru. Podniosłam suknie i zeszłam po schodach.
Szłam wybrukowaną ścieżką w stronę drzew, gdy zobaczyłam dalej idących Alex’ a i Catty. Blondynka najwyraźniej gdzieś go prowadziła, gdyż szła przodem. Nawet tutaj słyszałam jej wkurzający głos. W prawdzie nie słyszałam co dokładnie mówi, ale to też coś. Najwyraźniej mnie nie widzieli, więc postanowiłam się dowiedzieć po co Catty prowadzi Alex’ a gdzieś tam, za drzewa.
Na szczęście ich nie zgubiłam. Schowałam się za wysokimi krzakami. Rozchyliłam lekko gałąź i zaczęłam ich obserwować.
-Ta sprawa jest tak ważna, że musieliśmy przyjść aż tutaj?-zapytał Alex.
-Nie chciałam żeby nas ktoś podsłuchał-odparła.
-Co się stało? Mów-uśmiechnął się.
-No bo…od dłuższego czasu staram się z tobą porozmawiać i…za każdym razem ktoś na przeszkadza. Raz jest to Matt, innym razem była to dyrektorka a jeszcze innym Lindy.
Nie. Ona chyba nie zamierza wyznać mu miłości prawda? Heh, prawda? Cholera oczywiście, że chce!-odezwał się głos w mojej głowie. Jasna cholera! A co jak on ją odrzuci i ona w złości użyje na nim swojego daru? Albo gorzej, on jej nie odrzuci? Zaraz. Czemu cię to obchodzi? Przecież rozmawiałaś z Alex’ em i wiesz, że on niczego nie pamięta-znów ten głos. Albo pamięta tylko ci tak powiedział, żeby nie sprawić ci przykrości? Dziewczyno daj sobie z nim spokój, w końcu tylko majaczył. Pamiętasz? Pamiętam.
No, więc teraz się odwróć i im nie przeszkadzaj. To ich sprawa. Cholera masz rację. Masz rację. Powinnam sobie dać z nim spokój. W końcu tylko majaczył…kretyn! Jak ja mogę cokolwiek do niego czuć? Przecież to kretyn! Lepiej stąd pójdę-jak pomyślałam tak też zrobiłam. Kiedy znalazłam się na powrót w Sali balowej zastałam tam ćwiczącą inny taniec z Roger’ em Ad.
-O, Wasza Wysokość już wróciła-powiedziała Ad.-Razem z Panem Kent’ em poćwiczyłam inny taniec dla zajęcia się czymś-uśmiechnęła się.
-Cóż, musze już iść-powiedział.
-Czy będzie Pan na balu, Panie Kent?-zapytałam.
-Oczywiście-uśmiechnął się.
-W takim razie do zobaczenia-odwzajemniłam uśmiech.
-Do zobaczenia-ukłonił się i wyszedł.
-Przed chwilą spotkałam Pana Kent’ a-wkroczyła na salę moja nauczycielka.-Czy lekcja się udała?
-Jak najbardziej-uśmiechnęłam się.
-Wspaniale. Wasza Wysokość powinna iść się szykować niedługo zjadą się goście.
-Oczywiście-odparłam.-Chodźmy Ad.
-Spotkamy się na balu księżniczko-usłyszałam gdy byłam już na korytarzu.
-Dobrze!-odkrzyknęłam.
Kiedy znalazłam się z Ad w mojej komnacie natychmiast zdjęłam z siebie sukienkę. Ubrałam się w legginsy i jakąś bluzkę.
-Czemu się przebrałaś?-zapytała Ad.
-Chcę chodź na chwile pobyć w spodniach-odparłam leżąc na łóżku.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedziałam unosząc się na łokciach.
Do pokoju wpadła Catty.
-Cześć dziewczyny-przywitała się z uśmiechem.
-Cześć Catty-odparła z uśmiechem czerwono włosa.
-Hej-dodałam z powrotem kładąc się na łóżku.
-Już wiecie jak się ubieracie na bal?-zapytała.
-Nie-powiedziałam zamykając oczy.
-Wiesz Catty mamy jeszcze czas-odezwała się Ad.
-Nie przyszłam tu tylko po to. Chcę wam o czymś powiedzieć.
-Słuchamy-powiedziała czerwono włosa.
Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Kiedy dzisiaj poszłam z Alex’ em do ogrodu, a raczej między drzewa. Chciałam mu wyznać swoje uczucia…ale i tym razem ktoś nam przeszkodził. A był to Matt!-poskarżyła się.-Dlatego zamierzam pogadać z nim dzisiaj na balu. Pomożecie mi się przygotować?-patrzyła na mnie, to na Ad.
-Oczywiście, że tak. Prawda Lindy?-spojrzała na mnie czerwono włosa.
-Jasne-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Dziękuję!-ucieszyła się Catty.-Pójdę się umyć, a potem spotkamy się tutaj dobrze?
-Okay-powiedziała Ad.
Blondynka wybiegła uradowana, a ja próbowałam udusić wzrokiem moją przyjaciółkę.

***
Zakładałam właśnie naszyjnik, gdy Catty wyszła z łazienki.
-Jak wyglądam?-zapytała.
Miała na sobie żółtą sukienkę z przyszywanymi do spódnicy kwiatami. Miała różowe usta i kreski na oczach. Jej włosy zostały spięte przez Ad w koka, a w uszach miała długie złote kolczyki.
-Ładnie-uśmiechnęła się Ad. Ubrana była w białą sukienkę w czarne kwiaty bez ramiączek. Na rękach miała czarne rękawiczki, a jej włosy zaplecione w warkocza opadały na prawe ramie. Na powiekach miała kreski, a usta w kolorze wina.
-A ty co sądzisz Lindy?-spojrzała na mnie blondynka.
-Zgadzam się z Ad-odparłam.
Miałam na sobie czerwoną sukienkę, której tył się za mną ciągnął. Moje włosy były rozpuszczone ale dwa pasma z przodu zostały zaplecione w warkocze po bokach i spiete z tyłu. W uszach miałam długie brylantowe kolczyki, na powiekach kreski, a na ustach czerwoną szminkę. Poprawiłam naszyjnik i założyłam na ręce białe rękawiczki.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedziałam.
Do komnaty weszła Carlotta.
-Księżniczko za chwilę się zacznie. Wszyscy już czekają.
-Dobrze Carlotto, już idziemy-uśmiechnęłam się.
Wyszłyśmy z mojej sypialni i udałyśmy się na Salę Balową.
-Wasza Wysokość powinna zejść schodami-powiedziała Carlotta, gdy miałam już wejść na salę przez drzwi.
-Rozumiem, więc gdzie mam się skierować?
-Tędy-otworzyła inne drzwi.
Po kilku chwilach znalazłam się na balkonie, z którego można by obserwować salę. Gdzie było wiele ludzi. Moje serce przyśpieszyło. Nie mogę się przed nimi skompromitować. Przecież kiedyś zostanę ich królową. Okay Lindy, weź się w garść. Zacisnęłam pięści i zaczęłam schodzić po schodach, kiedy to dziadek powitał mnie brawami wraz z resztą gości. Ludzie rozstąpili się i zaczęli mi się kłaniać, gdy szłam do dziadka.
-Witaj moja wnuczko-wyciągnął do mnie dłoń. Złapałam za nią i wspięłam się po schodach na podest.
-Witaj dziadku- uśmiechnęłam się, gdy mnie uściskał.
-Teraz przemów do gości-szepnął.
Gdy skierowałam się w stronę ludzi uśmiechnęłam się i przemówiłam:
-Witajcie. Bardzo się cieszę, że tutaj przybyliście. Mam nadzieję, że spędzicie ten wieczór na tańczeniu, piciu i jedzeniu. Zapomnijcie o swoich troskach i bawcie się dobrze. Muzyka!-rozległy się brawa.
Goście zaczęli prosić się do tańca i zaczęła się zabawa.
-Świetnie sobie poradziłaś-pochwalił mnie dziadek.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się.
-Jest tutaj ktoś kogo z pewnością chciałabyś powitać.
-Kto taki?-zdziwiłam się.
-Na przykład ja-usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam tatę.
-Tata!-zbiegłam po schodkach i rzuciłam mu się na szyję.
-Ślicznie wyglądasz-uśmiechnął się, gdy się od niego odsunęłam.
-Dziękuję ty też ślicznie wyglądasz-zaśmiałam się.
Tata miał na sobie strój jaki noszą tutejsi mężczyźni.
-Dziękuję-ukłonił się.
-Gdzie Vanessa i mama?-zapytałam.
-Zaraz tutaj będą. O już są!-zamachał do nich wśród tłumu.
-Vanessa!-rzuciłam się gosposi na szyję.
-Również się cieszę, że cię widzę-uśmiechnęła się, gdy przestałam ją ściskać.
-Mnie też przytulisz?-usłyszałam.
-Chętnie-zaśmiałam się ściskając Violet.
-Pięknie wyglądasz w tej sukience-powiedziała.
-Dziękuję. Ty również.
Kobieta miała na sobie ciemnoniebieską prostą suknię z czarną koronką jakim wyszyty był dekolt i krótkie rękawy.
-Czy mogę prosić do tańca?-zwrócił się do mnie tata.
-Oczywiście-złapałam go za wyciągniętą rękę i ruszyliśmy na parkiet.
**********************************************************
Hej, cześć i czołem!
Wracam z kolejnym rozdziałem
Święta minęły mi wspaniale.
Cóż, pozostaje mi się szykować na sylwestra, którego spędzę w gronie znajomych.
A jak Wam minęły tegoroczne święta?

Mam nadzieje, że rozdział się Wam spodoba ^^

Pozdrawiam.
A.Wiktoria


1-Lindy 2-Ad 3-Catty






  • awatar Jeden pistolet, jeden nabój, jeden cel: No tak dopiero dzisiaj, zajrzałam na twoje bloga, a raczej znalazłam. Czytałam wszystko od 1 Rozdziału zakochałam się od pierwszego wejrzenia a w tym wypadku przeczytania. Mam nadzieje że w następnym rozdziale będzie więcej Alex'a, a mniej Catty która mnie wkurza tym swoim zachowaniem. O matko jestem nimfą rzucę na niego czar o jejciu jejciu jejciu. Mam nadzieje że wstawisz jak najszybciej kolejny rozdział i szczerze to najlepsze opowiadanie jakie czytałam dotychczas na pingerze i nie tylko na nim. Ps. Wstawiaj szybko kolejny rozdział ponieważ nie mogę się doczekać.Czytałam to pięć godzin (wszystko) a opowiadania mają być jeszcze dłuższe ponieważ to nikogo nie zanudza :D
  • awatar Scusa, ma ti chiamo amore ♡: Gratulacje, nie spodziewałam się, że można mieć aż taki talent! Życzę powodzenia :) PS: Na Twoim miejscu, jeśli nie wybrałaś jeszcze szkoły po gimnazjum, to poszłabym na jakieś dziennikarstwo. ;) Tam zdecydowanie poszerzysz swoje umiejętności ;) Ale to tylko moja rada. :P
  • awatar Raz $ię żyje!: Rozdział świetny ^^ Wreszcie się doczekaliśmy :P Mam nadzieję, że Alex nie czuje nic do Catty. I oby w następnym rozdziale było więc Alexa :P A co do Świąt to ja osobiście nie czułam tej atmosfery, która powinna mi towarzyszyć, no ale wszystko trzeba przeżyć. Czekam na następny :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Rozdział 47


Na zewnątrz na koniach czekało jakieś piętnaście osób. W tym Catty, Eric, profesor Mortal i mój dziadek.
-Lindy!- rzuciła mi się na szyję Catty. To dziwne, ale pierwszy raz cieszyłam się z jej uścisku.
-Dobrze, że za niego nie wyszłaś-powiedział Eric.
-Ja też się z tego cieszę-odparłam ściskając go.
-Mnie też uściskasz?- odezwał się król.
-Oczywiście dziadku.
-A-ale jak zdążyliście? Przecież nie wiedzieliście gdzie znajduje się wejście-powiedziałam, gdy stałam pośrodku nich.
-Nie znaleźlibyśmy się tu na czas gdyby ktoś nam nie pomógł-odparł Alex.
-Kto?- zmarszczyłam brwi.
-My-usłyszałam.
Odwróciłam się i zobaczyłam Fabię oraz jej mamę głaskająca konia.
-Fabia!- rzuciłam się jej na szyję.
-A-ale przecież mówiłaś…- zaczęłam, gdy się od niej odsunęłam.
-Traduar kazał mi kłamać. Wyznał mi wtedy, że mama jest w lochach. Jeżeli bym mu nie pomogła zabiłby mamę. Przepraszam, że cię okłamałam. A to jest twoje-podała mi mój medalion.
-Zmusił cię do kłamstwa. Gdyby nie wy… teraz byłabym jego żoną. Dziękuję ci Fabio- ponownie ją uściskałam.-I tobie Petro- uczyniłam z mamą dziewczyny taki sam gest.
-Dziękuję wam wszystkim za ratunek-zwróciłam się do reszty.-Jesteście moimi bohaterami i bohaterkami-uśmiechnęłam się.-Wracajmy na zamek.
-Mam dla ciebie ubranie na zmianę-odezwał się Alex.
-Więc pojadę z tobą-uśmiechnęłam się zdejmując z włosów welon i tym samym je rozpuszczając.
Miałam już wsiąść na konia, gdy na plac wybiegł Farcret.
-Poczekaj!- zwrócił się do mnie.
-Dziękuję ci za pomoc-powiedziałam.
-A ja dziękuję wam-odparł.- Melduję, że Traduar został związany i wtrącony do lochów pani- ukłonił mi się.
-Na imię mi Lindy-odparłam.- Bądź dla nich dobrym przywódcą.
-Obiecuję, że będę.
-Powodzenia-wyciągnęłam do niego rękę.
-I tobie życzę powodzenia Lindy-jego dłoń była dwa razy większa od mojej.
-Żegnaj-uśmiechnęłam się.
-Żegnaj-ukłonił się.
Złapałam Alex’ a za rękę i wspięłam się na konia.
-Na zamek!- krzyknął jeden z mężczyzn w zbroi i ruszył przodem.
-Możemy gdzieś skręcić? Chciałabym się przebrać-powiedziałam do brązowookiego.
-Nie ma sprawy. Ad jedźcie przodem!
-Masz otwieracz portali?- zapytała.
-W kieszeni-odparł.
-Do zobaczenia na zamku!
-Do zobaczenia!- odkrzyknął i wjechał w las.

Po kilkunastu chwilach znaleźliśmy się nad brzegiem jakiegoś jeziora. Było tu pięknie. Zsiadłam z konia z pomocą chłopaka.
-Ta suknia musi być niewygodna co?- uśmiechnął się.
-Żebyś wiedział jak- zaśmiałam się.
-Tu są rzeczy na zmianę- podał mi niedużą skórzaną torbę.
-Dzięki, pójdę się przebrać-weszłam za krzaki. Były na tyle duże, że nie musiałam się obawiać, że ktoś mnie zobaczy.
Niestety dopiero po chwili zorientowałam się, że sama sukni nie rozepnę.
-Alex mógłbyś mi pomóc rozpiąć suknię?
Po chwili znalazł się obok mnie.
Suknia miała gorset, którego zawiązanie zajęło Fabii trochę czasu. Rozwiązanie go szło na szczęście szybciej, więc po chwili mogłam już ją zdjąć.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy-odwzajemnił uśmiech i zostawił mnie samą.
Całe szczęście miałam możliwość przebrania się w spodnie, wygodne buty i bluzkę.
Gotowa wyszłam do Alex’ a z suknią w rękach.
-Nie zostawimy jej tutaj?- zapytał.
-Chciałabym ją oddać, może komuś się przyda?
-Wkładaj ją do torby i ruszamy-odparł.
Tak zrobiłam.
Chłopak otworzył portal na plac zamku i ruszyliśmy.
W jednej chwili znaleźliśmy się przed stajnią. Zsiedliśmy z konia, a ja poprowadziłam go do boksu.
-Lindy… możemy porozmawiać?- usłyszałam Alex’ a.
-Jasne. Co się stało?
-Lindy… pamiętasz co się wydarzyło kiedy wyruszałaś z resztą na poszukiwania bordowej róży?- zapytał drapiąc się po karku.
Moje serce przyśpieszyło. Oczywiście, że pamiętam. Powiedział, że mnie kocha, a ja go pocałowałam.
-Nie bardzo- skłamałam.
-Otóż wydaje mi się, że powiedziałem ci coś czego… nie powinienem był mówić. Byłem słaby i majaczyłem. Niestety nie pamiętam co się wtedy stało. Pamiętasz coś z tamtego dnia?
Szczerze mówią to mnie zamurowało. On niczego nie pamiętał. A ja nie mogę mu przecież powiedzieć co się po między nami stało. Bo co jeżeli będzie na mnie zły? Albo już nigdy więcej się do mnie nie odezwie?
-Powiedziałeś, żebym na siebie uważała-odparłam.
-Więc…nie stało się nic niestosownego?
-Oczywiście, że nie-uśmiechnęłam się sztucznie.
-To dobrze. Już się bałem, że powiedziałem ci coś przez co nasza przyjaźń zawisłaby na włosku.
-No co ty-zaśmiałam się.-Nic się przecież nie stało. A teraz cię przepraszam ale pójdę się położyć.
***
Następnego dnia rano zostałam drastycznie obudzona przez Ad.
-Wstawaj!- zerwała ze mnie kołdrę.
-Daj mi spać-odparłam.
-Śniadanie zaraz będzie, chodź.
-Nie chce mi się-burknęłam.
-Oj no chodź. Musisz zjeść żeby mieć siłę na to co cię czeka po śniadaniu.
-A co mnie czeka?- zapytałam.
-Dowiesz się po śniadaniu-uśmiechnęła się.
-Okay, już wstaje.
Dopiero teraz zauważyłam, że Ad ma na sobie czarne legginsy, ciemne skórzane buty sięgające do kostek oraz ciemnoniebieską długą bluzkę i czarną kamizelkę.
-Gdzie masz sukienkę?- zapytałam.
-Nie muszę nosić sukienek. Za to ty musisz-wyszczerzyła się.
-Niby dlaczego?
-Ym, bo jesteś księżniczką?- spojrzała na mnie jak na idiotkę.
-Niech ci będzie-burknęłam wstając.
Ubrałam się w zieloną suknię z trenem, a włosy związałam w wysokiego kucyka.


-Dzień dobry wszystkim- wkroczyłam z uśmiechem na ustach do jadalni.
-Dzień dobry Lindy, Witaj Lindy, Cześć Lindy!- słyszałam kolejno.
Usiadłam obok dziadka. Naprzeciwko mnie siedział Alex. Starałam się nie patrzeć mu w oczy. W nocy dużo myślałam. I może jednak powinnam mu powiedzieć co się stało? Może… on też coś do mnie czuje? A zresztą czym ja się przejmuję?! Jestem na niego wściekła.
-Jak ci się spało?-do rzeczywistości przywołał mnie głos dziadka.
-Nie za dobrze budziłam się parę razy w nocy, żeby upewnić się, że na pewno jestem na zamku-uśmiechnęłam się krzywo.
-Jestem pewien, że dzisiejsza noc będzie weselsza-uśmiechnął się upijając łyk wody z kielicha.
-A skąd to wiesz dziadku? - zdziwiłam się.
-Dzisiaj wieczorem odbędzie się bal z okazji twojego powrotu- wyjaśniła Catty.
-Dzisiaj? Tak szybko?
-Twoi poddani nie mogą się doczekać by nareszcie cię poznać-odparł dziadek.-Nie długo będziesz musiała zasiąść na tronie.
-Zasiąść na tronie? A-ale ja się kompletnie do tego nie nadaje. Nie potrafię…
-Wszystkiego cię nauczę-usłyszałam czyjś głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam stojącą w drzwiach wysoką kobietę w granatowej prostej sukni, z długimi obcisłymi rękawami. Miała siwe mocno spięte na karku włosy.
-Lindy poznaj proszę Madame Lacroix. Będzie twoją nauczycielką- powiedział dziadek.
-Nauczycielką od…manier?-zdziwiłam się.
-Dokładnie-odparła kobieta.
-Kiedy zaczynamy?-zapytałam.
-Zaraz po śniadaniu.
-Przepraszam, że przerywam ale Lindy po śniadaniu ma już zajęty czas-wtrąciła się Ad.
-Właśnie. Ta sprawa nie cierpi zwłoki- dołączył się Matt.
-No dobrze. Ale musimy zacząć lekcję jeszcze przed obiadem-odparła chłodno kobieta.

Po śniadaniu doznałam ulgi, gdyż okazało się, że mogę się przebrać w coś wygodniejszego. Założyłam więc czarne legginsy, długie skórzane buty na niskim obcasie oraz białą marszczoną bluzkę, której rękawy podciągnęłam do zgięć rąk. Na nią założyłam jeszcze brązową kamizelkę, która idealnie dopasowywała się do mojego stroju. Razem z Ad udałam się w drogę do „Tajemniczego Miejsca”.
Minęłyśmy stajnię i weszłyśmy w las. Szłyśmy tak jeszcze przez kilka chwil, gdy zaczęłam słyszeć jakieś głosy. Nagle drzewa się skończyły a my stałyśmy na wzniesieniu, gdzie w dole było coś w rodzaju placu treningowego.
Na dole, tak jak już wcześniej wspominałam znajdował się plac treningowy. Gdzie pośrodku mieściło się nieduże koło wykonane z niedużych kamieni. Dalej znajdowały się tarcze strzelnicze lub też manekiny wykonane z drewna.
-Ad, Lindy złaźcie!-usłyszałam głos Profesora Mortal’ a.
-Chodź-pociągnęła mnie za rękę.
Przeszłyśmy kawałek i zeszłyśmy po prowadzącej w dół dróżce.
-No dobrze skoro już jesteśmy wszyscy możemy zacząć nasz trening-powiedział mężczyzna, gdy ustawiliśmy się przed nim.
-Zaraz jaki trening?-zdziwiłam się.
-Dyrektor Ganrif oraz twój dziadek Lindy zlecili bym przez jakiś czas uczył was się bronić, strzelać z łuku oraz sposobnie uciekać przed niebezpieczeństwem-wyjaśnił. -Większość z was miała już okazje posługiwać się mieczem. Jedni lepiej, drudzy gorzej. Musicie jednak nauczyć się trzymać miecz oraz zastosować w walce uniki.
-Więc mamy teraz…?-odezwała się Catty.
-Na początek pokaże wam walkę mieczem, potem przejdziemy dalej. Lindy i Alex będziecie przeciwnikami.
Świetnie z wielką chęcią skopię dupę Alex’ owi. Owszem, jestem na niego wściekła. Nawet bardzo. Hmph! Jaka ja byłam głupia wierząc, że on…zresztą nieważne. I tak skopie mu dupę.
Ustawiliśmy się naprzeciwko siebie w kole wykonanym z kamieni.
-To wasze miecze-powiedział profesor dając nam do rąk po drewnianej broni.
-Mamy tym walczyć?-uniosłam brwi.
-Na początek. Tak jak już mówiłem jedni posługują się mieczem lepiej, drudzy gorzej. Nie chcę by doszło do jakiegokolwiek wypadku dlatego na razie będziecie walczyć tym-wyjaśnił.
-Co więc mam robić?-zapytałam.
-Rękojeść uchwycić obiema rękami-odparł profesor.
Zrobiliśmy tak.
-Dobrze, a teraz ugiąć lekko kolana i zaatakować.
Ledwo co zdążyłam zrobić pierwszą rzecz a musiałam odepchnąć cios Alex’ a.
-Bardzo dobrze. Alex świetne pchnięcie, Lindy musisz trochę dopracować odparcie-podsumował mężczyzna.
-Dziękuję profesorze-uśmiechnął się Alex opierając drewniany miecz o ramię.
-Nie ciesz się za szybko-burknęłam.
-Runda druga-powiedział profesor.-Alex zaatakuj.
Chłopak wykonał rozkaz podnosząc rękę, w której dzierżył miecz. W ostatniej chwili podniosłam swój i zatrzymałam atak. Potem pchnęłam, przez co Alex cofnął się o trzy kroki. Zaraz potem ruszyłam na niego z mieczem przed sobą, ale (niestety) zdążył się obronić. Zaczęliśmy walczyć. Co rusz zadawałam mu ciosy, które za każdym razem w ostatniej chwili zdołał odepchnąć. Po kilku minutach byłam niemiłosiernie zmęczona, kiedy to Alex zdawał się być rozbawiony naszą walką, którą zapewne traktował jako zabawę.
W pewnej chwili Alex mnie podciął i upadłam na plecy. Kopnął mój miecz, który leżał obok mnie i wycelował we mnie swoim.
-Wspaniale Alex-ucieszył się profesor.-Lindy nie było najgorzej ale przed tobą jeszcze wiele pracy.
-Następnym razem ci się uda-Alex wyciągnął do mnie rękę.
-A żebyś wiedział-burknęłam cicho wstając bez jego pomocy.
Przez następną godzinę zajmowałam się strzelaniem z łuku w tarcze. Z tym również nie poszło mi za dobrze, większość strzał trafiała daleko od środka tarczy. Za to strzały wypuszczone z łuku Alex’ a co najmniej trzy razy trafiły w sam środek.
Cholerny Pan Idealny.
Po jakiejś godzinie zakończyliśmy trening. Ruszyłam za resztą do ścieżki, ale gdy tamci zniknęli za drzewami ja wróciłam na plac treningowy. Wzięłam drewniany miecz leżący w drewnianej skrzyni wraz z kilkoma innymi drewnianymi broniami. Podeszłam do drewnianego manekina. Ugięłam lekko kolana, zacisnęłam ręce na rękojeści miecza i zamachnęłam się. Potem obróciłam się i znów zaatakowałam. W pewnym momencie usłyszałam:
-Widzę, że manekin przegrywa to jakże decydujące stracie-odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Alex’ a.
-Jak na razie ćwiczę-burknęłam wracając do ataku.
-A może poćwiczysz z kimś kto będzie ci oddawał? W ten sposób bardziej nauczysz się walczyć.
-Dam sobie radę-odparłam idąc do łuków znajdujących się w drugiej drewnianej skrzynce. Po kilku chwilach na plecach miałam kołczan napełniony strzałami, a w ręce trzymałam łuk. Stanęłam kilka metrów od jednej z tracz i wystrzeliłam. Strzała nie była nawet blisko środka. Cholera.
Miałam już wypuścić kolejną strzałę ale podszedł do mnie Alex.
-Wyprostuj się-powiedział mi nad uchem. Zaraz potem jego ręce nastawiły moje trzymające łuk i strzałę.-Dobrze, a teraz wyceluj-szepnął.
W ciągu jednej sekundy strzała wystrzeliła i trafiła w sam środek. Zamrugałam. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę mi się udało.
Chciałam rzucić mu się na szyję i krzyczeć z radości…ale musiałam się powstrzymać. To byłoby niestosowne. W końcu…tylko majaczył.
-Nie cieszysz się?-zapytał.
-Oczywiście, że się cieszę-odparłam idąc odnieść łuk.
-Sądziłem, że gdy człowiek się z czegoś cieszy…uśmiecha się-usłyszałam.
-Uśmiechnęłam się przecież-odwróciłam się wpadając na niego. Nie sądziłam, że jest aż tak blisko.
-Tak? Cóż, najwyraźniej mi to umknęło-mruknął patrząc mi w oczy.
-Najwyraźniej-odparłam mijając go.
**********************************************************
I jest kolejny rozdział
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Niestety na kolejny rozdział na moim drugim blogu musicie jeszcze troszeczkę poczekać :c
Mam nawał pracy.
W dodatku od 18 do 27 września jestem na wycieczce za granicą(Francja/Hiszpania) i m.in. przez to ten cały nawał.
Obyście Wy dali sobie radę w szkole.
Tego Wam życzę

Serdecznie pozdrawiam.
A.Wiktoria ;3

Sukienka Lindy


  • awatar zrobzsamobojcyoptymiste: świetnie piszesz !!!
  • awatar Raz $ię żyje!: Nareszcieee :D Świetny rozdział *,* I ona nie powinna być na niego zła, bo to pewnie on się boi, ze ona do niego nic nie czuje :P Czekam na następny z WIELKĄĄĄ NIECIEEERPLIWOŚCIĄ !!! P.S. Możesz wziąźć mnie ze sobą na wycieczkę:D
  • awatar DreamsDie: Świetny rozdział ♥ Miłej wycieczki! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Rozdział 46


-Musimy się pospieszyć!- spanikowała Fabia.
-Owszem musimy. Spakowałaś się już?- zapytałam.
-Tak, już przynoszę torbę-wybiegła z pokoju.
-Bardzo mi kogoś przypominasz-zwróciła się do mnie Petra.
-Jestem córką Annabelle Meritage. To pani kiedyś uratowała moja matkę od ślubu z Traduarem. Za co pani dziękuje-uśmiechnęłam się.
-Dlaczego, więc teraz ty za niego wychodzisz?- zdziwiła się.
Wyjaśniłam jej całą sytuację. Przez kilka chwil się nie odzywała. Usiadła na moim łóżku, spojrzała na mnie i powiedziała:
-Uciekaj z Fabią. Zastąpię cię.
-Nie mogę się na to zgodzić-odpowiedziałam.- Nie widziała pani córki przez jedenaście lat. Musi pani z nią jechać i zacząć nowe życie. Jestem pewna, że znajdzie pani pracę i zdoła utrzymać dom, do którego się wybieracie-uśmiechnęłam się.
-Chcesz zostać tu z własnej woli? Dlaczego?
-W nocy zginęli moi przyjaciele. Wyruszyli by mnie uratować, ale… nie zdołali uratować samych siebie- wyjaśniłam.- Ma pani jeszcze tyle lat przed sobą. Musi pani nadrobić te, które straciła siedząc w lochach-dotknęłam jej ręki.
-To wszystko-wkroczyła do pokoju Fabia z dużą skórzaną torbą.
-Zapakowałaś tam jedzenie?- zapytałam.
-Tak, i trochę ciuchów.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej cztery pierwsze lepsze suknie.
-Weź jeszcze te-podałam je Fabii.
-Nie mogę ich wziąć.
-Możesz, a nawet musisz. Zostało mało czasu musicie uciekać-ponagliłam je.
Blondynka schowała suknie do torby.
-Mamo… pamiętasz gdzie jest stajnia?- zwróciła się do Petry.
-Pamiętam.
-Weź torbę i idź wyprowadzić konia. Najlepszy będzie Ekhers. Jest szary, a jego boks jest na samym końcu-powiedziała.
-Dobrze. Dziękuję ci za ratunek Lindy-uściskała mnie.
-Niech pani na siebie uważa-uśmiechnęłam się.
Petra wzięła torbę i wyszła.
-Zostaje mi pomóc ci się ubrać-powiedziała Fabia.
-Tak, więc zabierzmy się do pracy.
Dziewczyna pomogła mi ubrać się w znienawidzoną przeze mnie suknię. Choć kreacja miała długie obcisłe rękawy założyłam na prawy nadgarstek bransoletkę od dziadka. Potem mnie umalowała, a na koniec spięła moje włosy do góry, za pomocą jakiejś dużej spinki. Wpięła jeszcze welon i byłam gotowa.
-Dziękuję Fabio- powiedziałam.
-Jedź z nami. Mogę biec za koniem, ale proszę jedź z nami-usłyszałam.
Odwróciłam się do niej. Z jej szmaragdowych oczu zaczęły wypływać łzy.
-Nie mogę z wami jechać.
-Więc zostanę z tobą-odparła.
-Nie możesz. Po jedenastu latach w końcu możesz przytulić się do mamy, musisz się nią zająć. Pomóc jej w pełni odzyskać sprawność. Zobaczysz wszystko będzie dobrze-otarłam jej łzy wierzchem dłoni.
-Będę za tobą tęsknić-dotknęła swoją ręką mojej spoczywającej na jej policzku.
-A ja za tobą-uśmiechnęłam się.
-Przez ten czas jaki tu byłaś, zdążyłam się do ciebie przyzwyczaić, pokochać cię jak siostrę-zamknęła oczy.
-Wiem Fabio. Ja również zdążyłam cię pokochać jak siostrę. Siostrę, której nigdy nie miałam. Pamiętaj… dopóki będziesz trzymać mój obraz w swoim sercu, ja zawsze będę przy tobie-powiedziałam i uściskałam ją.
-Proszę cię Lindy… nie zostawiaj mnie-wyszeptała.
-Jak już powiedziałam… zawsze będę przy tobie. Zawsze Fabio, już na zawsze.
Nagle dało się słyszeć cichy odgłos rogu.
-To Traduar. Musicie uciekać- odsunęłam ją od siebie, pozostawiając swoje dłonie na jej ramionach.
-Fabio musisz mi coś obiecać-dodałam.
-Zrobię wszystko- odparła.
-Dobrze… kiedy będziesz już na koniu… nie odwracaj się.
-Lindy…
-Powiedziałaś, że zrobisz wszystko, więc musisz to zrobić-przerwałam jej.-A teraz uciekaj.
Podeszła do mojego łóżka i podniosła z niego swoją ciemna pelerynę. Założyła ją i wyszła.
-Żegnaj siostrzyczko-powiedziałam do samej siebie.
Nagle drzwi otworzyły się i w ciągu jednej sekundy dziewczyna znów mnie uściskała.
Zamknęłam oczy.
-Jedź i nie odwracaj się- szepnęłam.
-Do widzenia Lindy-wyszeptała i wybiegła.
Minęło kilka chwil, a wybiegłam za nią.
Zdążyłam dobiec do otwartych wrót i zobaczyć jak Fabia odjeżdża na koniu wraz ze swoją matką.
Promienie zachodzącego słońca padały wprost na mnie.
Zamknęłam oczy i podniosłam prawą rękę.
-Do widzenia Fabio- powiedziałam do samej siebie.
Otworzyłam oczy i weszłam do środka zamykając wrota.

***
Siedziałam w komnacie na górze jakąś godzinę. W pewnej chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
Na jedną krótką chwilę sądziłam, że gdy je otworzę zobaczę Fabię. Gdy je otworzyłam zobaczyłam Troll’ a, który ostatnio bardzo mi pomógł.
-Witaj pani- ukłonił się.
-Już czas?
-Tak, ceremonia za chwilę się zacznie-odparł.
-Dobrze w takim razie chodźmy-ruszyłam do schodów.
-Pani jest jeszcze coś-usłyszałam.
-Tak?- odwróciłam się.
-To bukiet kwiatów, z którymi ma pani iść do ołtarza-podał mi duży bukiet białych kwiatów, które wyglądały niesamowicie. Gdy jednak poczułam ich zapach… zemdliło mnie. Kwiaty i może wyglądały ładnie, ale ich zapach był odpychający.
Nie tak wyobrażałam sobie swój ślub. Niestety na ten idealny nie mam już okazji. Zeszłam po schodach i idąc za Troll’ em zorientowałam się, że idziemy do sali tronowej. W jednej chwili usłyszałam Marsz Mendelsona, grany na organach, a gdy drzwi zostały otworzone zobaczyłam zastawione stoły po dwóch stronach, gdzie stały inne Troll’ e. A na samym końcu stał Traduar z jakimś facetem.
Nie zostało mi nic innego jak iść przed siebie. Szłam więc do „ołtarza” powolnym krokiem.
To nie dzieje się naprawdę. Na pewno śpię teraz w swoim pokoju na zamku. Na pewno zaraz Ad mnie obudzi i będę musiała wstać, ubrać się i iść na śniadanie. W jadalni usiądę obok Alex’ a i zjem posiłek w towarzystwie przyjaciół i dziadka. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Zamknęłam oczy. Szkoda, że to wszystko minęło. Nadal nie dociera do mnie to, że za chwilę wyjdę za kogoś kogo nie kocham. Będę musiała zostać tu już na zawsze. I już nigdy nie zobaczę Vanessy, taty, Violet, dziadka ani moich przyjaciół. Już nigdy.
W tym momencie dotarłam na miejsce. Najwyraźniej ten bydlak sprowadził tutaj księdza, który trząsł się na całym ciele.
-M-moi drodzy-zaczął.
-Nie jąkaj się-warknął Traduar.
-Tak jest-odparł.
-Zebraliśmy się tu, by połączyć tych dwoje w jedność. By dziś tych dwoje powiedziało sobie nawzajem tak i od dziś stało się małżeństwem. Jestem bardzo rad-wymusił uśmiech.-Że ten mężczyzna i ta kobieta, zaczną dziś nowe wspólne życie.
-Do sedna- szepnął Traduar.
Mężczyzna kiwnął głową. Był niski i chudy, a jego srebrne włosy zaczęły się już przerzedzać.
-Czy ty Traduarze, panie tego zamku i władco tych Troll’ i- zauważyłam, że mężczyzna w swojej książce ma na kartce napisane to co mówi o tym bydlaku.-Bierzesz sobie za żonę tę kobietę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że nie opuścisz jej aż do śmierci?
-Tak-odparł Tłuścioch.
-A czy ty Annabelle Meritage bierzesz sobie tego mężczyzna za męża i ślubujesz mu…- nagle usłyszałam jak duże wrota się otwierają.
-Nie zgadzam się na ten ślub!- ktoś krzyknął.
Moje serce przyśpieszyło czyżby… nie to nie możliwe. Alex… Alex nie żyje. Odwróciłam się pomimo tego i oniemiałam. To rzeczywiście był on!
-Alex!- wyrwało mi się.
-Lindy!- krzyknął.
Jak w transie wypuściłam z rąk bukiet, podniosłam lekko suknie i zaczęłam biec w jego stronę. On zrobił to samo. Poczułam ulgę, gdy znalazłam się w jego ramionach.
W mojej głowie kołatała tylko jedna myśl: On naprawdę po mnie przyszedł!
-Tęskniłem za tobą-wyszeptał.
-A ja za tobą.
-Co to ma znaczyć!- usłyszałam wściekłego Traduara.
-Schowaj się za mną-szepnął mnie puszczając.
Zrobiłam tak, a on wyjął miecz.
-A to, że ona za ciebie nie wyjdzie-odparł Alex.
-Ma zostać moją żoną! Przyprowadźcie ją do mnie!
Troll’ e zaczęły wyjmować broń. I ruszać na nas.
-Nie tak szybko!- usłyszałam kolejny znajomy mi głos.
Nagle obok nas stanęła Ad. Puściła mi oczko i zwróciła się do Traduara:
-Złamałeś Święte Trollskie Prawo!
-Ja? A skąd taki pomysł?!-widziałam jak Tłuścioch zaczyna się czerwienić.
-Czy to prawda panie?- zwrócił się do niego jeden z Troll’ i.
-Ta baba kłamie!- krzyknął.
-Czyżby? Według waszego prawa, nie możecie ożenić się z żadną kobietą jakiejkolwiek rasy, jeżeli jest ona już z kimś zaręczona. Czyż nie tak?- czerwono włosa była bardzo pewna siebie.
-Zgadza się!- odezwał się Farcret.
-No tak zgadza się, On ma rację-mówiły między sobą istoty.
-Złamałeś prawo, gdyż ona jest moją narzeczoną- Alex złapał mnie za rękę.
-Również złamałeś kolejne prawo, gdyż Troll’ ami leśnymi może władać tylko ten kto wygra w walce. A ty nawet do takiej walki nie podszedłeś. Wobec czego wszystkie Troll’ e dzisiaj tu zebrane są wolne!- krzyknął Matt.
-Zgadza się bracia!- włączył się Farcret.- Nie musimy go już słuchać.
-Nie musimy? Więc co mamy robić?- odezwał się jeden.
-Zamknijmy Traduara w lochach i wybierzmy naszego pierwszego władcę-odparł Farcret.
-W takim razie ty bądź naszym władcom-odezwał się kolejny.
-Tak, On nadaje się na Władce, Wybierzmy jego- istoty mówiły między sobą.
-W takim razie zamknijmy go w lochach!- krzyknął ich nowy przywódca ruszając na Traduara.
-Lepiej już chodźmy-szepnął Alex ciągnąc mnie do wyjścia.
**************************************************
Przepraszam za długą nieobecność na tym blogu.
Jak wiecie niestety mam poprawkę z matematyki.
I bardzo się tym denerwuje.
Niedługo chyba dostanę nerwicy żołądka.
Mam nadzieję, że Wam te ostatnie dni wakacji miną w dobrej atmosferze
Tego Wam życzę.
Mam również nadzieję,że rozdział się Wam spodoba.
No nic.

Trzymajcie się!
Wasza A.Wiktoria
  • awatar DreamsDie: Niestety nie mogłam przeczytać tego rozdziału wcześniej, gdyż byłam na wakacjach..Teraz nie mogę się doczekać następnego! :)
  • awatar Raz $ię żyje!: Aaaaaa !!! GENIALNE ♥ I ten moment, jak wszedł Alex *,* Czekam z niecierpliwością na następny ! Oby pojawił się szybko :*
  • awatar Ever: Świetny ! ;]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›